W roku 1482 dzieją się ciekawe wydarzenia. Oto w tym roku portugalski żeglarz D. Cão pokonuje wody Atlantyku i dociera do ujścia rzeki Kongo. Napotkani tubylcy cieszą się z takiej wizyty. Najbardziej cieszą się z tego lokalni wodzowie, którzy zaczynają całkiem opłacalne kontakty z nowymi klientami. Cieszy się także Nzinga Nkuwu.
Nzinga Nkuwu cieszy się tym bardziej, gdyż jest władcą wielkiego państwa w Afryce Środkowej, obejmujące tereny dzisiejszego Konga, Demokratycznej Republiki Konga, Gabonu i Angoli, więc jest to państwo bardzo ogromne. To jemu są podporządkowani lokalni wodzowie, którzy rozpoczęli interesy biznesowe z nowymi klientami. Przy okazji Nzinga Nkuwu i jego poddani dowiadują się o religii chrześcijańskiej. Nowi przybysze, jak i nowa religia tak spodobały się Manikongu, że już 3 maja 1491 roku przyjmuje katolicyzm wraz z rodziną i swoim dworem. Rozpoczyna się powolna chrystianizacja ziem afrykańskich. Jaka była główna przyczyna podjęcia takiej decyzji? Czy może władca Królestw Konga dał się przekupić jakimiś europejskimi błyskotkami? W to wątpię, gdyż poziom gospodarki ówczesnego Konga był na takim samym poziomie co inne kraje europejskie. Zdecydowanie bardziej prawdopodobne jest to, że handel z Portugalczykami przynosił zyski także Manikongu. Nzinga Nkuwu przyjął imię Jan, na cześć króla portugalskiego i władał jeszcze jako Manikongo przez piętnaście lat.
Jego następca Nzinga Mbemba, który przyjął na chrzcie imię Alfons, był już katolikiem nie tylko politycznym, ale też i praktycznym. Ten oto władca podporządkował swoje państwo Portugalii. Może być to dziwne zachowanie skoro można było prowadzić taką samą politykę jak jego ojciec i nie podpadać w zależność wobec obcego państwa. Być może Alfons Manikongo zastosował się do takiej polityki, którą w jednym zdaniu streścił bohater w filmie Patriota, grany przez Mela Gibsona: „Zechce mi Pan objaśnić sens wymiany tyrana oddalonego o trzy tysiące mil, na trzy tysiące tyranów mieszkających o milę?”. Należy pamiętać, że po śmierci Jana Manikongo wybuchła wojna o władzę oraz bunty lokalnych władców, które zagrażały państwu, a to właśnie dzięki pomocy Portugalczyków udało się przywrócić spokój. Dodatkowo Królestwo Portugalii było eksporterem mnichów i księży, którzy prócz czynności Sacrum zajmowali się też Profanum. Byli oni potrzebni Alfonsowi, żeby umocnić państwo, któremu zagrażały od północy i zachodu islamskie państwa, a od południa pogańskie plemienia ludożerców. Być może, zagrożenie islamskich państw było jednym z powodów przyjęcia katolicyzmu, przez ojca Alfonsa. Dodatkowo Portugalczycy mieli tą jedną zaletę, że nie penetrowali państwa wgłąb, a tym samym Alfons Władca Konga mógł sobie pozwolić na suwerenną politykę w Afryce.
Jedynym problemem, z którym Czarny Konstantyn, tak został nazwany Alfons Manikongo, sobie nie poradził był problem niewolnictwa. Niewolnictwo w jego królestwie było dozwolone, jednak dotyczyło tylko jeńców wojennych. Był to coś normalnego, gdyż odstraszało potencjalnych wrogów. Podobnie jak prywatne przywileje nadane przez papieży kilku władcom chrześcijańskim, którzy mogli brać w niewole tych arabów, którzy nie przeszli na chrześcijaństwo, a atakowali terytoria tychże władców. Prawdopodobnie handel niewolnikami to była zemsta Portugalczyków oraz ich mocodawców, za suwerenną politykę Alfonsa i jego arcykatolickie postępowanie. Handel niewolnikami powodował bogacenie się pewnych ludzi i organizacji w samym państwie Alfonsa, jednakże wyprawy wojenne poza granice państwa były zbyt kosztowne, łatwiej było wywołać walki plemienne między lokalnymi wodzami i branie współobywateli w niewole jako jeńców. Tam gdzie wojna, tam i zniszczenie gospodarki terenu, która dawała budżet władcy. Kongo zostało przez to osłabione, jednak do śmierci Alfonsa, nadal było poważnym graczem w Afryce.




Komentarze
Pokaż komentarze