Pierwszy raz byłem na Targach Książki i to jeszcze na Targach Książki w takim królewskim mieście jak Kraków. Byłem tylko jeden dzień i to mi chyba wystarczy na jakieś dwa, może trzy lata. Jednak zanim przejdę do wytłumaczenia czemu mi ten niecały dzień tam spędzony wystarczy na kolejne lata, zacznę od plusów dodatnich i ujemnych.
Niewątpliwą atrakcją była możliwość spotkania i rozmowy z Coryllusem, trochę z Toyahem oraz zdobycia autografu na książce, oczywiście bez dedykacji, gdyż za kilka lat książka z autografem będzie znacznie cenniejsza, a jak autor umrze w niewyjaśnionych okolicznościach – to wtedy bogactwo wypłynie z tej inwestycji. Moje materialistyczne pobudki zostały spełnione.
Na przeciwko stoiska „Coryllus Klinika Języka”, były dwa stoiska: Wydawnictwo Bernardinum i Egmont Polska. Na stoisku Wydawnictwa Bernardinum, było trzech autorów. Pan M. Pindral, promujący swoją książkę Chiny, p. S. Czerniecki, podróżnik i autor dwóch fajnych książek oraz p. Wojciech Cejrowski – największa atrakcja dla dzikich tubylców krakowskich targów. Jestem jak najdalej od pozycji zarzucania każdemu jego agenturalności lub powiązania z typami spod ciemnej lub mrocznej gwiazdy, więc nie zamierzam wieszać niczego na Panu WC. Niech się tym zajmą ludzie bardziej kompetentni ode mnie. Ja mogę napisać, że lubię oglądać programy i czytać książki WC, jednak ma duży dystans do wielkich osobistości, a w wielu sprawach się z WC nie zgadzam. Obok p. Wojciecha Cejrowskiego leżały jego książki oraz gra planszowa „Gringo” polecana przez WC. Poradziłem Coryllusowi, że skoro WC sygnuje swoim nazwiskiem grę planszową, to można zrobić także grę planszową dla całej familii, na podstawie Baśni jak Niedźwiedź. Mam nadzieję, że moja porada będzie dobra i użyteczna. Drugie stoisko, było przepełnione komiksami. Egmont Polska jest jednym z największych wydawnictw komiksów na rynku polskim. Niestety w większości to beznadziejne produkty, oczywiście nie liczę komiksów z serii Asterix&Obelix. Dlatego polecam komiks Romowe i będę go polecał. Inną ciekawością, jako że jestem zainteresowany wszystkim urządzeniom inżynieryjnym dotyczącym tworzyw niemetalowych, była mała zgrzewarka do okładania książek.
Teraz minusy. Stoiska były tak blisko siebie, że parę razy straciłem orientacje. Było strasznie tłoczno, duszno i gorąco, i zostały złamane prawie wszystkie zasady BHP i przeciwpożarowe. Gdy przy jakimś stoisku rozmawiałem, bądź oglądałem książki, co kilka sekund byłem uderzany przez ludzi z wijącego się tłumu. Odpowiadli mi oni słowem - Przepraszam- jednak brzmiało ono, w takim mniej więcej stylu: Co Pan tak stoisz?! Nie widzi Pan, że tu się idzie! Dominowały wydawnictwa różne, jednak część była pokroju Agory i Spółki. W sumie to dla mnie nie było tam nic ciekawego, nie więcej niż to co opisałem. Na przysłość trzy razy się zastanowie, zanim wybiorę się na jakieś targi książki.



Komentarze
Pokaż komentarze