-ab- -ab-
182
BLOG

„ZNICI. Niechciane królestwo” – książka na piątkę z plusem

-ab- -ab- Kultura Obserwuj notkę 1
Znici (Z nicości). Niechciane królestwo – po trzecim rozbiorze, Polska na zawsze miała być wymazana z dziejów i map. Miała zostać "Nicość", ale z tej nicości szybko powstało, za sprawą Napoleona, Księstwo Warszawskie, a potem – za sprawą cara Aleksandra – Królestwo Polskie zawierające słowo, którego już nigdy miało nie być: „Polskie”. Wszystkie ówczesne mocarstwa, łącznie z Wielką Brytanią, były przeciw.


Historia i geostrategia

Jestem świeżo po lekturze książki „ZNICI. Niechciane królestwo” Beaty Joanny Dmochowskiej i Pawła Gacka. Muszę przyznać, że pozycja ta wielokrotnie przekroczyła moje oczekiwania.

Nie tylko uporządkowałem i uzupełniłem swoją wiedzę historyczną. Przede wszystkim lepiej zrozumiałem potęgę geostrategii i jej wpływ na losy całych państw, narodów, a także pojedynczych ludzi.
Uświadomiłem sobie również, jak wielkie znaczenie dla odbudowy państwa i tworzenia indywidualnego dobrobytu mają wiedza, wykształcenie, dobre prawo i sprawne instytucje.

I chyba właśnie to jest dla mnie największą wartością tej książki. „ZNICI” nie są jedynie opowieścią o przeszłości. To historia, która zmusza do myślenia o tym, jak buduje się siłę państwa i społeczeństwa, gdy warunki polityczne są dalekie od idealnych.

Nie tylko tradycyjna książka historyczna

„ZNICI. Niechciane królestwo” nie jest tradycyjną książką historyczną. Bliżej jej do współczesnych publikacji z zakresu geostrategii. Autorów interesuje nie tylko to, co się wydarzyło, ale przede wszystkim dlaczego mocarstwa podejmowały określone decyzje i jakie były ich konsekwencje dla Polski.

Nie dostajemy kolejnej opowieści o wielkich bitwach, bohaterach i narodowych tragediach. Dostajemy analizę gry mocarstw, dyplomacji, prawa, gospodarki i instytucji. Co więcej, autorzy nie budują swoich tez na efektownych spekulacjach – punktem wyjścia są fakty, dokumenty i wydarzenia, które można zweryfikować.

Dzięki temu „ZNICI” można czytać nie tylko jako książkę o XIX wieku, lecz także jako lekcję prowadzenia polityki państwowej. Lekcję, która miejscami bywa bardzo niewygodna.

Dwaj cesarze i wojna o panowanie nad Europą

Na początku XIX wieku do rywalizacji o panowanie nad Europą – a w istocie o kształt świata zachodniego i wschodniego – stanęli dwaj cesarze: Napoleon Bonaparte i Aleksander I.

Jeden reprezentował potęgę Zachodu, zbudowaną na rewolucji, masowej armii, nowoczesnej administracji i mobilizacji zasobów całego państwa. Drugi stał na czele największego terytorialnie imperium Europy – państwa dysponującego ogromną przestrzenią, zasobami ludzkimi i strategiczną głębią.

Pomiędzy nimi znalazła się „nicość”

Napoleon i Polacy – wielka nadzieja i zimna kalkulacja

Polacy do dziś mają skłonność do postrzegania Napoleona jako człowieka, który chciał i mógł odbudować Polskę. To on utworzył Księstwo Warszawskie, jednak nie wyciągnął Polski z nicości bezinteresownie.

Napoleon potrzebował Polaków bardziej niż potrzebował Polski. Byli dla niego idealnym narzędziem walki: mieli motywację, doświadczenie wojskowe, własną tradycję i – co dla Napoleona najważniejsze – byli gotowi ponosić ogromne koszty w nadziei na odzyskanie państwa. Napoleon tę nadzieję bezwzględnie wykorzystywał.

San Domingo – wojna, która nie była polską wojną

Jednym z najbardziej brutalnych przykładów była wyprawa na San Domingo. Tysiące polskich legionistów wysłano na drugi koniec świata, aby walczyli w konflikcie niemającym nic wspólnego z polskim interesem narodowym. Z około 5300 Polaków, którzy znaleźli się na wyspie, większość zginęła – głównie wskutek chorób, przede wszystkim żółtej febry. To bardzo mocny symbol: polski żołnierz walczył i ginął za Napoleona, a nie za Polskę.

Hiszpania

Potem przyszła Hiszpania. Przez Półwysep Iberyjski przewinęły się dziesiątki tysięcy polskich żołnierzy. Szacunki dotyczące strat polskich jednostek w latach 1808–1813 sięgają około 10–11 tysięcy ludzi (obejmując również rannych, chorych, jeńców i zaginionych). Polacy walczyli pod Somosierrą, w Katalonii, Andaluzji i wielu innych miejscach. Ich waleczność budowała legendę polskiego żołnierza, ale z punktu widzenia Napoleona była to przede wszystkim wartościowa, dyspozycyjna siła wojskowa, którą można było przerzucać z jednego teatru działań na inny.

Sumy bajońskie – instrument finansowy

Napoleon wykorzystywał nie tylko polskiego żołnierza, ale i zasoby gospodarcze. W 1808 roku zawarto w Bajonnie porozumienie, w ramach którego Napoleon przekazał Księstwu Warszawskiemu nieściągalne wierzytelności wobec dawnych dłużników pruskich, każąc sobie za nie płacić żywą gotówką.

„Druga wojna polska”

Kulminacją stała się kampania 1812 roku. Napoleon doskonale wiedział, że Polacy potrzebują politycznego celu, dlatego w odezwie z 22 czerwca 1812 roku ogłosił rozpoczęcie „drugiej wojny polskiej”. Był to majstersztyk polityczny – konflikt z Rosją przedstawiono Polakom jako wojnę o własne państwo.

Polska odpowiedziała gigantyczną mobilizacją. Księstwo Warszawskie, liczące około 4 milionów mieszkańców, wystawiło w 1812 roku ponad 100 tysięcy żołnierzy. Było to około 2% ludności – mniej więcej dwukrotnie więcej niż proporcjonalne kontyngenty wystawiane przez wiele innych państw.

Nie tylko żołnierze

Wielka Armia nie mogła funkcjonować bez żywności, paszy, koni, transportu, wozów, piekarni polowych, magazynów i całej logistyki. Księstwo Warszawskie musiało zapewnić ogromne zaplecze. Wojna oznaczała zatem totalną mobilizację państwa i społeczeństwa, a cena okazała się straszliwa. Z około 100 tysięcy żołnierzy, którzy wyruszyli na Rosję, do kraju powróciło około 13 tysięcy (plus około 3,5 tysiąca z oddziałów litewskich). Oznacza to, że około 87% pierwotnego polskiego kontyngentu nie wróciło w stanie zdolnym do dalszej służby. To prawdziwa miara ceny polskiej nadziei na Napoleona.

I wtedy wydarzył się paradoks

Napoleon przegrał, a Księstwo Warszawskie przestało istnieć. A jednak właśnie na gruzach napoleońskiej Europy powstało z nicości (Znici) Królestwo Polskie - praktycznie prywatny projekt cara Aleksandra I. Niepodległe? Nie. Ale posiadające własną konstytucję, administrację, skarb, szkolnictwo i armię.

I tutaj rozpoczyna się właściwy temat „ZNICI”. Książka stawia bowiem pytanie: co właściwie stało się z Polską w pierwszych dziesięcioleciach po 1815 roku?

Pierwsze 50 lat zaborów – dwa zupełnie różne doświadczenia

Polskie doświadczenie zaborów często przedstawia się jako jednolitą historię ucisku. Tymczasem pierwsza połowa XIX wieku ukazuje ogromne różnice między trzema zaborami. Szczególnie uderzający jest kontrast pomiędzy Galicją a Królestwem Polskim.

W Galicji polityka austriacka, połączona z zacofaniem gospodarczym, słabym rozwojem przemysłu i ciężarem struktur społecznych, doprowadziła do fenomenu zwanego „galicyjską biedą”. Tymczasem na ziemiach Królestwa Polskiego sytuacja w pierwszych dekadach wyglądała zupełnie inaczej: Rosjanie nie przeprowadzili masowego wywłaszczenia polskiej arystokracji, zachowano część majątków, własną administrację, prawo oraz – co najważniejsze – rozwijające się instytucje.

Aleksander I – nie z dobroci, lecz z kalkulacji

Nie należy tego idealizować. Aleksander I nie był polskim patriotą – był rosyjskim cesarzem działającym w interesie Romanowów, pragnącym stworzyć odrębny organizm podporządkowany koronie. Rozumiał jednak, że Polaków łatwiej utrzymać w ryzach, pozostawiając im poczucie odrębności i instytucjonalne ramy.

Dlatego powstała konstytucja Królestwa Polskiego, rozwijał się pod patronatem cara Uniwersytet Wileński, powstało Liceum Krzemienieckie oraz powołany w 1816 roku (i otwarty w 1818 roku) Uniwersytet Warszawski. Rosyjski monarcha – paradoksalnie – pomagał tworzyć struktury wzmacniające polski kapitał intelektualny.

Warszawa wita cara

Najbardziej niezwykłym symbolem tej krótkiej epoki nadziei było powitanie Aleksandra I w Warszawie w 1815 roku. Na jego przyjazd zbudowano bramę triumfalną, ustawiono wojsko, a stolica witała cara jako króla nowo utworzonego Królestwa.

W oczach części elit Aleksander przywrócił Polsce nazwę, terytorium i instytucje. Co ciekawe, pojawił się nawet pomysł wzniesienia trwałego Łuku Triumfalnego, ale cesarz odmówił – zebrane środki przeznaczono na budowę kościoła św. Aleksandra na Placu Trzech Krzyży.

W tym kontekście bardzo ciekawa staje się postawa Tadeusza Kościuszki, który nie ufał Napoleonowi, a w Aleksandrze dostrzegał szansę na rozwiązanie sprawy polskiej. Pokazuje to, jak bardzo późniejsza pamięć historyczna uprościła wybory ludzi tamtej epoki. Dla nich nie było oczywiste, że Napoleon jest „nasz”, a Rosja to jedyny wróg. Kluczowe było pytanie: który układ polityczny daje Polsce największą przestrzeń do przetrwania i odbudowy?

Prawo jako narzędzie uwalniania energii

Największym osiągnięciem pierwszych lat Królestwa były stworzone ramy instytucjonalne. Konstytucja, własność, administracja, szkolnictwo, sądownictwo i przewidywalne reguły gospodarcze dały społeczeństwu przestrzeń do działania. Państwo nie musiało finansować i organizować wszystkiego samo – wystarczyło stworzyć dobre reguły gry, by uwolnić oddolną energię.

Najlepszym tego dowodem jest Łódź. W 1820 roku liczyła zaledwie kilkuset mieszkańców; kilkadziesiąt lat później stała się potężnym ośrodkiem przemysłowym. Nie stało się tak dlatego, że „państwo zbudowało Łódź”, lecz dlatego, że stworzono warunki: działki, ulgi, organizację osadnictwa, dostęp do rynku i prawo. Kapitał zaczął przyciągać kapitał, a przedsiębiorczość wystartowała lawinowo.

Podsumowanie: lekcja płynąca ze „ZNICI”

Napoleon i Aleksander zastosowali wobec Polski dwa skrajnie różne modele:

Napoleon potrzebował polskiego potencjału wojennego (żołnierzy, pieniędzy, logistyki) i nadziei Polaków do prowadzenia własnych wojen, ale pozostawił po sobie zniszczenie.

Aleksander potrzebował polskiego potencjału politycznego i społecznego lojalnego wobec dynastii, co zaowocowało ramami prawnymi i instytucjonalnymi, w których polskie elity i gospodarka mogły się odbudować.

Dlatego „ZNICI. Niechciane królestwo” to książka nie o pojedynczych postaciach, lecz o mechanizmach siły państwa. Pokazuje ona, że w polityce międzynarodowej sentymenty ustępują miejsca interesom, a potęga nie bierze się wyłącznie z armii. Fundamentem jest prawo, własność, edukacja, kapitał, instytucje i zdolność społeczeństwa do współpracy.

Późniejsze tragedie – upadek Królestwa, klęski powstań i rosyjskie represje – sprawiły, że wcześniejsze wydarzenia zaczęto interpretować przez pryzmat późniejszych cierpień. Legenda napoleońska stała się symbolem romantycznej nadziei, całkowicie przesłaniając bezwzględną kalkulację Korsykanina. Z kolei czarna legenda zaborów niemal wymazała fakt, że w pierwszych latach Królestwa Polskiego istniały realne ramy prawne i instytucjonalne sprzyjające rozwojowi.

To właśnie ten historyczny paradoks czyni książkę Dmochowskiej i Gacka tak fascynującą lekturą. Jej najważniejsze pytanie brzmi bowiem:

Czy paradoks Napoleona i Aleksandra I jest nadal politycznie aktualny?


Książkę "Znici. Niechciane Królestwo" można nabyć na stronie www.orlen.vip , w księgarni historycznej Stara - Szuflada lub na Allegro


-ab-
O mnie -ab-

Uważaj na myśli, bo przemienią się w słowa. Uważaj na słowa, bo zmienią się w czyny. Uważaj na czyny, bo staną się nawykami. Uważaj na nawyki, bo staną się charakterem. Charakter będzie twoim przeznaczeniem. Stajemy się tym, co myślimy. Margaret Thatcher

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Kultura