0 obserwujących
86 notek
52k odsłony
683 odsłony

"Berek" bombarduje

Wykop Skomentuj
 

Książkę Piotra Wielguckiego przeczytałem jednym tchem.

 Jeszcze jedna twarz salonu

"Berek" to historia o tym jak w kraju, który wyszedł z wojny z przetrzebionymi elitami, ze zniszczonymi strukturami społecznymi, istotny fragment życia społecznego został zawładnięty przez grupę wykorzenionych i zdeprawowanych ludzi. Oni dokończyli proces wojennego wyniszczenia  elit i zastąpili je nowymi, wykreowanymi. 

Spoiwem łączącym tą grupę były przeżycia wojenne. Wykorzenieni z jednej tradycji i wpasowani na siłę w drugą, stracili wszelkie moralne wektory. 

Ich życiowym credo stała się chęć dominacji. Upodlenie otworzyło drogę do upadlania, bez jakichkolwiek granic. Decyzja o śmierci człowieka odbijała się na ich psychice podobnym dyskomfortem jak niewyprasowany mundur. Drobna niewygoda życiowa, którą szybko trzeba wymazać z pamięci.

 Pseudo elity niszczą społeczeństwo

"Berek" potwierdza, że po biologicznym wyniszczeniu można stosować bardziej subtelne mechanizmy. Okazuje się, że wpływy można zachować bazując nie tylko na strachu, ale również na kształtowaniu opinii publicznej.

Książka jest jak dobrze oszlifowany diament, można na nią patrzeć z wielu stron i z każdej widać dobrze przemyślaną konstrukcję. 

Ciekawe jest śledzenie analogii do życia: Geremków, Baumanów, a także wątków sztucznego kreowania elit kulturalnych i naukowych i  późniejszej ich replikacji.

Polska jest w książce tylko scenografią. "Elity" rozgrywają swoją partię szachów i tubylcy występują właściwie tylko dwukrotnie. Raz, jako publiczność oglądająca, po "odwilży", film "Kanał", szukająca podświadomie odciętych korzeni. Taka grupka niewolników zamknięta w jaskini, która pierwszy raz widzi przebłyski z realnego świata.

"Berek" przesuwa granicę dyskusji o salonowych elitach.  Stawia jednocześnie pytanie, czy jesteśmy w stanie odbudować społeczeństwo   z ludźmi na miarę oficera Stafieja, na którym dokonano sądowej egzekucji.

I tu dochodzimy do drugiego „tubylczego” wątku, do sceny finałowej. W pewien sposób optymistycznej, w której młodej reżyserce udało się fortelem przebić z prawdą o nowych elitach do publiczności szerszej niż ta z parafialnych salek. Tym wątkiem autor zdaje się mówić: Próbujcie młodzi, nie wszystko  jeszcze stracone.

 Demaskator 

Wielgucki to specjalista od "społecznego raka". Do tej pory na swoim blogu odkrywał, a właściwie demaskował pseudo elity owsiakowo - tuskowo - komorowskie.

 Trzeba wyjść na "pustynię", tak jak autor, żeby napisać taką książkę. 

 Nie mam nic, więc nie możecie mi nic zabrać, a nie potrzebuję tego, co możecie mi dać. Jesteście gówno warci i pokażę wam, że wystarczy jeden zdeterminowany człowiek, żeby naruszyć tą fasadę bez fundamentów - zdaje się mówić autor.

 Wielgucki nie prowadzi, tak jak "niezależni" dziennikarze  taktycznych dywagacji, z którego skrzydła lepiej zaatakować salonową twierdzę - on po prostu bombarduje, a pseudo elity dopiero próbują przestawić armaty, żeby odpowiedzieć ogniem.

 
 
Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale