53 obserwujących
25 notek
141k odsłon
  2903   0

Przybył Mikołaj


  Rzecz o poznańskiej prokuraturze wojskowej. Poznań kojarzy się najstarszym z parowozami i z Hipolitem Cegielskim, młodszym z Targami i z niezwykle punktualną komunikacją miejską, jeszcze młodszym z Laskowikiem roznoszącym listy po Ławicy, tej, i z Szachinszachem który przybył i wybył, a najmłodszym z Volkswagenem montowanym tam i z dopalaczami oferowanymi na każdym rogu. W końcu to wielka centrala produkcyjno-handlowa, rozprowadzająca pod czujnym okiem wszechobecnej szkiełowni te najrozmaitsze "kolekcjonerskie obiekty" na Polskę, mniej lub bardziej zgodnie z paragonami kas fiskalnych. Zupełnie niepodobne do parowozu, ot plastikowa zgrzewka z zawartością.

 

Opuchlizna widoczna na prawym policzku Mikołaja Przybyła 2012-01-09

 

  Od zeszłego tygodnia Poznań kojarzyć się będzie z pewnym Mikołajem, wcale nie świętym. Nazwijmy go jednak bajkowo Panem Mikołajem Który Lubił Sobie Strzelać, bo jak go inaczej nazwać. Rzekomo inscenizował się ów Pan Mikołaj w szerokim kowbojskim kapeluszu, ciągnąc z olstra, błyskając okiem zza lusterek i strosząc wąsa. Może i tak było. Karierę swą kałboja zakończył smętnie. Nie wśród tłumku mruczących z podziwu widzów na strzelnicy, ale w swoim gabinecie, gdzie rzekomo wystrzelił do siebie. Inna teoria mówi o tym, że strzelał w otwarte okno. Jeszcze inna  że wcale nie strzelał. Jak więc tam było?

  W sieci są 2 teorie o jego "strzale", obydwie niepochlebne dla inscenizatora, choć obydwie uwzględniają odmienność sytuacji sprowokowanej przez Pana Mikołaja od tej, jaką sprowokowała pani Blida. Teatrzyk urządzony przez media publiczne wyjaśniany jest przez fachowców na następujące sposoby. Przedstawię dwa możliwe, i trzeci kłamliwy. Ten trzeci rozpowiada sam Pan Mikołaj. 

 

1.

  Pierwszy zakłada, że to było pstryknięcie z pistoletu na sprężony dwutlenek węgla, wiatrówki na CO2. Pan Mikołaj udawał w kulisach teatru, że strzela z prawdziwego pistoletu 9mm - tzw. dziewiątki, podczas gdy w rzeczywistości przebił sobie znieczulony wcześniej policzek kuleczką wydmuchaną z lufki przez nabój do syfonu, z taniego, odpustowego pistoleciku dla dzieci. Przy "strzale" z takiej podróbki pistoletu rozlega się szczęk zamka (skądinąd znajomy szczęk, taki jaki występuje w filmu nakręconym "przypadkowo pozostawioną kamerą" w prokuraturze):

  Odgłos wystrzału z CO2:
 
 
 

 http://www.youtube.com/watch?v=5x701SPCgEQ

 

  Pistolecik na kulki jest zabawką, ale wyglądającą na pierwszy rzut oka jak prawdziwy pistolet. Przypomnijmy, że Pan Mikołaj posiadał własny, prawdziwy pistolet, dla obrony przed trucicielami psów, czy jakoś tak. Ale wróćmy do kopii autentycznego pistoletu, czyli do zabawki napędzanej sprężonym gazem CO2. 

Tak wygląda umarexowa kopia prawdziwego pistoletu produkcji firmy Gaston Glock, Austria:

http://www.youtube.com/watch?v=aGIOAVXY0g0

 

2. 

  Drugi sposób wyjaśnienia braku wystrzału w gabinecie zakłada, że Pan Mikołaj przebił znieczulony policzek, albo raczej przeciął go sobie skalpelem, a słyszany trzask wywołał kapiszonem, huknąwszy wprawdzie ze swojego pistoletu (a więc nie z wiatrówki) ale z samej spłonki. Bez ładunku prochowego, i bez zaciśniętego w szyjce łuski pocisku.

Link:

http://toyah1.blogspot.com/2012/01/choinka-dla-miych-panstwa.html

UWAGA: trzeba czytać komentarze redpilla, i innych. 

 
  Nie było mnie tam, więc nie znam wszystkich szczegółów. Lekarze, którzy opatrywali Pana Mikołaja, wiedzą czy był to skalpel, gwóźdź, czy śrucina. Pokazówka w wydaniu aktora Przybyła jest jednak stuprocentową oczywistościa, a agencje informacyjne zblamowały się kompletnie wymieniając takie słowa jak "strzał" (którego nie było) czy "próba samobójcza" (raczej mały teatrzyk w wykonaniu marnego aktora, dla publiki która łyka, dla mediów).
 Dla ciekawych, donos agencyjny TVN24, wp.pl, PAP z 2012-01-09 (14:00)
tu:
http://wiadomosci.wp.pl/title,Prokurator-strzelil-sobie-w-glowe-po-konferencji,wid,14147795,wiadomosc.html
2700 komentarzy!
 
 

3.

 
  Hipoteza użycia przez Pana Mikołaja prawdziwego pistoletu nabitego prawdziwym nabojem 9mm Parabellum nie ma racji bytu. Jest to najpotężniejszy nabój pistoletowy używany w armii, o sile takiej, że wystrzał w okolicy ust urwałby panu Przybyłowi (jak to wdzięcznie podsumował bloger Lancelot na nowym ekranie) "łepek i płucka przy samej dupie".
 
Niestety —
  z amunicją wojenną nie ma żartów. Nabój 9x19mm wytwarza w komorze ciśnienie prawie 3000 atmosfer. To jest ciśnienie, przy którym zaczynają rozjeżdżać się wiązania atomowe materiału tak elastycznego, jak stal. Stąd nabój Parabellum wymyślony w 1902 roku nie został do dziś "wzmocniony" bo nie jest znany żaden materiał na ziemi, który by wytrzymał uderzenie ciśnieniowe materiału wybuchowego większe, niż rzeczone 3000 atmosfer. Kuta lufa ze stali stopowej wykonana w 1905 roku nie różni się od ciągnionej i hartowanej lufy wyprodukowanej w 2012 roku—one obydwie wykonane są ze stali, i wytrzymują tyle samo. Pogrubianie lufy nic nie pomoże, bo zacznie ona pękać wewnątrz komory od fali uderzeniowej. Cieńsza lufa jest—o paradoksie—bardziej wytrzymała, bo elastyczna.
 
Dla porównania —
  powiem, że pani Blida strzelała najsłabszym używanym obecnie (już tylko przez niektórych amatorów, bo ani armia, ani policja go z uwagi na nikłą skuteczność nie używa) nabojem .38 Special. Ładunek prochowy w naboju 38spc wytwarza ciśnienie niecałych 1000 atmosfer. Nie jest prawdą, że z rewolweru nabijanego amunicją .38 Special strzelają tylko "dzieci i gospodynie domowe". Prawdą natomiast jest że rewolwer nie daje przy takim strzelaniu denerwującego odrzutu, a prawdziwy ołowiany ciężki pocisk wychodzący z lufy leci tak powoli, że zatrzyma go szyba w oknie, albo futrzana kurtka na grzbiecie. Skruszy sybę, nabije siniaka, i tyle. Cały czas mowa o prawdziwym pocisku. 
  Podobno nabój podsunięty pani Blidzie miał być jeszcze "bezpieczniejszy" bo był on zatkany plastikową końcóweczką wypełnioną (jak twierdzi bloger Redpill) jakimś proszkiem, czyli zakończony był pociskiem który wprawdzie wychodzi z lufy, ale rozsypuje się natychmiast po wyjściu z gardzieli. Wystrzał Blidy—ten najsłabszy—był jednak śmiertelny. 
 
Jeżeliby więc —
  Pan Mikołaj wypalił z najsilniejszego naboju wojskowego w okolicy twarzy, to straciłby prawdopodobnie słuch i wzrok, oraz część tkanek miękkich twarzy. Wystrzał WEWNĄTZRZ ust zakończyłby się znacznie gorzej, a prawdopodobnie tak, jak widzi to Lancelot, który widocznie się zna na broni. Zakończyłby się natychmiastową śmiercią, a pokój gdzie Pan Mikołaj by strzelał do siebie prawdziwym nabojem, wyglądałby jak kulisy filmu "Pulp Fiction". Nie wygladał? Co za pech. 
 
Zatem —
  Pan Mikołaj się ośmieszył, prokuraturę wojskową poniżył i zdyskredytował, zrobił idiotów ze swoich przełożonych, a państwo które go mianowało oficerem ostatecznie—o przepraszam—państwo zdało egzamin, dzieki czemu rozpocznie się wkrótce kolejne nowe otwarcie. Kolejne nowe otwarcie, na naszych sojuszników, jak to nam oznajmią obszernie obiektywne, obywatelskie, przyjazne dla odbiorcy, publiczne media.
 

Zakończenie.

  Co zamierza prawdopodobnie zrobić z Panem Mikołajem wymiar sprawiedliwości? Bloger Łażący Łazarz twierdzi u siebie, że "prokuratorzy wojskowi będą na polecenie Parulskiego chronić Przybyła wysyłając go do psychiatryka i uznając, że prawdopodobnie była to próba samobójcza. Co wprawdzie spowoduje, że straci uprawnienia do noszenia broni i stanowisko, ale uchroni [to] Przybyła przed postawieniem mu zarzutów nieuprawnionego wniesienia broni oraz użycia broni w sposób powodujący zagrożenie dla otoczenia.Tomasz Parol prognozuje że "potoczy się rozlazłe i pączkujące śledztwo w sprawie powodów dla których Przybył zdecydował się na samobójstwo. Będą przesłuchiwać setki osób (czy nie miał długów, czy żona go nie zdradzała, czy nie było mobbingu, czy nikt mu nie groził albo czy strata psa nie była zbyt bolesna) bez analizowania postępowań którymi sie zajmował i spraw służbowych w których uczestniczył - juz oto zadbają koledzy prokuratorzy wojskowi - aż w końcu nic na pewno nie ustalą, zamkną śledztwo i sprawa rozejdzie sie po kościach. A co z Przybyłem? Nie zginie. Na stanowisko pewnie nie wróci ale zostanie jakimś biegłym, analitykiem lub konsultantem pod skrzydełkami Parulskiego".

Nie zgadzam się z tym.

  Wcale nie jest pewne, że nie odezwie się wkrótce któryś z kolegów prokuratorów, zrobiony w durnia przez popisowy numer z podwójnym zabezpieczeniem (nie było w prokuraturze samobójstwa, ale i nie było samego STRZAŁU) jaki wywinął kolegom wojskowym Pan Mikołaj ośmieszając ich w dziecinny wręcz sposób, wywijając pistolecikiem z piaskownicy, na śrucinki. Dziennikarze mu nic nie zrobią, ale któryś z wykpionych kolegów owszem, może się odegrać w najprostszy znany sposób: przestrzegając przepisów prokuratorskich o rzetelnym prowadzeniu śledztwa.

  Wtedy wyjdzie na jaw, i trafi do akt sądowych, fakt powiązań Pana Mikołaja z pewnym udającym samobójcę oszustem, jakiego poznał przy jednym ze swoich poprzednich postępowań prokuratorskich. Pisze o Tym Tomek (link powyżej). Gratuluję Łażącemu Łazarzowi świetnej roboty, i polecam sądowi rozpatrującemu sprawę Pana Mikołaja pilne przestudiowanie tego wpisu blogerskiego. 

Oto link:

http://lazacylazarz.nowyekran.pl/post/48150,ballada-o-celnym-strzale

  Tomasz opisuje z kliniczną dokładnościa co się dzieje z głową samobójcy który strzela do siebie. Prokurator - jeden z tych z których Pan Mikołaj sobie zadrwił - może zechcieć ustalić, co się działo w jego głowie, gdy podjął decyzję o odegraniu roli samobójcy, zabezpieczając się dodatkowo pistolecikiem który nie strzela, i naszprycowanym dopalaczami (dentystycznymi czy jakimiś innymi, poznańskimi specjałami) policzkiem.

  Przybył to bedłka, panowie prokuratorzy. Wasza policja rozwala wam miasto, i Wielkopolskę, dopuszczając do tego że zadomowiają się tam gniazdo za gniazdem mafie narkotykowe. Zajmijcie się tym wpierw. Pana Mikołaja sprzątniecie przy okazji, niech nie zaśmieca obrazu, w którym kryją się… wy wiecie, kto.

 

Lubię to! Skomentuj35 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale