acmd acmd
69
BLOG

Dwa fronty, czyli o pomieszaniu

acmd acmd Rozmaitości Obserwuj notkę 7

Wojny polityczno - ideologiczne, jakie toczą się obecnie w Polsce można z grubsza podzielić na dwa fronty. Pierwszy z nich jest frontem walki o Państwo, o kształt jego instytucji, sterowność administracji, przejrzystość procedur. Walka idzie tu głównie o walkę z korupcją, tą małą i wielką,  wyplenienie powszechnego przyzwolenia na załatwiactwo, o wyelminowanie układów, nepotyzmu i kolesiostwa. Elementem tej walki jest próba usunięcia a przynajmniej zneutralizowania wpływów agentów różnego typu służb.

Tak sfromułowane postulaty wydają się być oczywiste na tyle, że trudno wyobrazić sobie, jak ktokolwiek chciałby otwarcie z nimi polemizować. Trudno sobie wyobrazić bowiem, że ktoś świadomie chciałby żyć w państwie skorumpowanym, niewydolnym, opanowanym przez różnego rodzaju grupy interesów.

A jednak projekt sanacji państwa spotyka się ze sporym oporem. Jak to wyjaśnić? Jednym z przyczyn tego stanu rzeczy jest, w mojej opnii, dość niefortunne nałożenie się fronu walki o państwo z innym sporem, który dzieli Polaków. Ten drugi spór można nazwać sporem światopoglądowym. Jest to spór o to, na ile Polska ma dołączyć do krajów, które zakosztowały owoców rewolucji obyczajowej, co w polskich realiach musi doprowadzić do sporu o miejsce religii w życiu publicznym i postawienia pytania o to, na ile normy wznaczane przez Kościół będą określać normy publicznie akceptowane. Zestaw tematów tutaj jest dość ograny: aborcja, eutanazja, in vitro - sprawy, które aczkolwiek budzą silne emocje bezpośrednio dotyczą niewielkiej liczby osób oraz bliższe codzienności kwestie, takie jak społeczny status konkubinatów, antykoncepcja czy religia w szkołach.

Wystąpienie tego drugiego sporu jest poniekąd naturalne - występuje on we wszystkich krajach tzw. Zachodu. To, co jest niepokojące to nałożenie sie jednego sporu na drugi. Tak się bowiem składa, iż walka o naprawę Państwa stała się w powszechnym odczuciu domeną prawicy światopoglądowej. Zaś jeśli ktoś staje po stronie światopoglądowej lewicy, to automatycznie staje się przeciwnikiem lustracji i znajduje w sobie skłonność to lekce sobie ważenia różnego typu afer.

Stan tego ideologicznego zblokowania wydaje się być czymś miłym dla prawicowych publicystów i blogerów, daje bowiem prawicy, w ich mniemaniu monopol na cnotliwość. Walka z korupcją staje tu w jednym rzędzie z potępieniem dla Nieznalskiej, a wołanie o lustrację - z apologią publicznej religijności.

Mi jednak ta sytuacja się nie podoba. Z prostego względu. Otóż przekonany jestem, że konserwatyzm obyczajowy w Polsce przegra. Nawet jeśli dziś, w sytuacji w której obie głowne partie żebrzą o popracie Kościoła, zaś każda jego krytyka jest uważana za dziwactwo "radykalnych feministek/homosiów/lewaków" wydaje się to absurdalne. Jestem głęboko przekonany, iż za 10-20 lat katolicyzm w Polsce będzie żywy albo jako folkor, albo jako ideologia głośniej mniejszości. Polska rewolucja obyczajowa ma wprawdzie dość łagodny przebieg, w porównaniu choćby z tym co pisano o Berlinie Zachodnim w latach 70tych, ale jest faktem, którego nie da się cofnąć.

I mam niejasne wrażenie, że pod gruzami konserwatyzmu obyczajowego polegnie postulat odnowy państwa. Że próba myślenia o dobru wspólnym może odejść razem z "kaczorami" i "moherami". Pewna kategoria ludzi, która wiele publikuje tu na Salonie, pewnie zyska dzięki temu poczucie moralnej wyższości.

Ale mnie się ta wizja nie podoba. Dlatego myślę, że warto byłoby odróżnić te dwie sprawy: sprawy państwowe i sprawy obyczajowe. Ja wiem, że dla wielu każdy ateista jest potomkiem mentalnym Krońskiego. Ale myśląc i pisząc w ten sposób, ci, którzy pragną reformy, jedynie szykują sobie klęskę.

acmd
O mnie acmd

Należę do inicjatywy blogerskiej "Nowe Peryferie" http://lubczasopismo.salon24.pl/noweperyferie/

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Rozmaitości