Nie wiem skąd u ministra Mirosława Orzechowskiego i działaczy LPR przekonanie, że orientację seksualną można skutecznie promować. Trudno też myśleć, że jakiś nauczyciel może propagować wśród uczniów homoseksualizm. Na szkolnych korytarzach i podwórkach określenie “pedał” jest jednym z cięższych wyzwisk. Nauczyciel pozytywnie wypowiadający się o homoseksualizmie skazałby się automatycznie na ostracyzm. Gdyby nawet ktoś mimo to zdecydował się na takie wypowiedzi, byłby skazany na porażkę. Wiara w to, że nauczyciel jest dla uczniów autorytetem, jest chyba mocno przesadzona.
Politycy Ligi Polskich Rodzin oczywiście nie lubią homoseksualistów, podobnie jak każdych “odmieńców”. W działaniach Ligi chodzi jednak o coś innego. O przypomnienie wyborcom, że partia istnieje i działa. Roman Giertych i jego współpracownicy wyczuwają, że jeśli nic nie będą robić, to wyborcy całkiem o nich zapomną. A dla “ligowego” elektoratu ważne są właśnie takie ideologiczne zagrania, jak ustawa o zakazie promowania homoseksualizmu.
Lidze grozi zanik i likwidacja. W wyborach samorządowych lokalni działacze woleli znaleźć się na listach Prawa i Sprawiedliwości, wyczuwając iż prawicowy elektorat woli partię Kaczyńskich. W sejmie już wcześniej rozpadła się na dwie partie. W województwie podkarpackim przed wyborami do PiS-u przechodzili czołowi działacze LPR. A był nawet przypadek, że dwoje radnych z jednego z powiatów było równocześnie w klubie LPR i klubie kojarzonym z PiS. Ostatecznie oboje nie przeszli na następną kadencję.
Ze strony Giertycha, Wierzejskiego, Bosaka i innych polityków LPR można się spodziewać jeszcze wielu takich kampanii i wypowiedzi. Może kontrowersyjnych czy skandalicznych dla liberalnego czy lewicowego wyborcy, ale pożądanych przez twardy elektorat Ligi. To taka kampania wizerunkowa.



Komentarze
Pokaż komentarze