Wpis Ewy wanat na tym forum skłonił i mnie do refleksji. Otóż widziałem i opisywałem kilka wystaw z cyklu "Twarze bezpieki". Nie spotkałem tam ojców osób znajomych. Za to pamietam, jak na otwarciu wystawy plenerowej w Rzeszowie pod plansze z szefami SB z lat 80. podszedł jeden z bardziej znanych działaczy miejscowej Solidarności, Józef Konkel. Szybko rozpoznał twarze: "Ten mi groził, ten szantażował, ten przesłuchiwał mnie, a potem moją żonę". Konkel wspominał manipulacje, insynuacje jakie stosowali oficerowie.
Takie wystawy, to - poza popularyzowaniem wiedzy historycznej - bardzo ważne uzupełnienie lustracji. Nie wystarczy powiedzieć w mediach, że ktoś był donosicielem, ktoś inny się uwikłał. Trzeba jasno mówić, kto "dzięki ofiarności pozyskał sześciu TW wśród kleru", kto tak skutecznie zagroził represjami, że konspirator wolał wydać kolegów, a inny musiał emigrować? Oni właśnie.
Jest też ekspozycja (takze przygotowana prze4z Instytut Pamięci Narodowej), która uzupełnia "Twarze bezpieki". Kilka tygodni temu widziałem w Płocku na placu przed Ratuszem wystawę "Ofiary stanu wojennego". Kilkadziesiąt fotogramów ludzi, którzy pewnie żyliby do tej pory. Ci których podobizny widnieją na "Twarzach bezpieki" to sprawcy tych morderstw, inspiratorzy, zacierający ślady, nakazujący rodzinie milczeć, znajdujący fałszywych świadków itd.
Te wystawy to element prawdy o PRL.



Komentarze
Pokaż komentarze (10)