Były minister Roman Giertych wywołał z zakorkowanej butelki dżina, którego trudno będzie teraz tam z powrotem zapędzić. Przez niego w ostatnich miesiącach zaczął odżywać jeden z głównych sporów ideologicznych z początku lat dziewięćdziesiątych - religia w szkołach.
Kilka dni temu minister edukcji narodowej Ryszard Legutko mówił, iż trzeba sprawdzić, czy wliczanie oceny z religii i etyki jest zgodne z konstytucją. Mówił też o problemach technicznych - czy programy religii i etyki są kompatybilne. Zapewne - jako człowiek, który pisze o wszystkim - ma jakieś przemyślenia natury ideologicznej odnośnie traktowania religii jak każdy inny przedmiot w szkołach.
Dzisiejszy "Dziennik" przynosi kilka wypowiedzi biskupów sprzeciwiających się pomysłowi Ryszarda Legutki. Słowa arcybiskupa Leszka Sławoja Głodzia są ostre "Chce wojny, będzie ją miał". Tymczasem na pewno konserwatysta Legutko wojny nie chce. Ale niewykluczone, że będzie ja miał. I to zarówno wojnę z LPR (i mniejszymi partiami prawicowymi). A pewnie także starcie i to niejedno z biskupami.
Już wypowiedział się jego wyrzucony poprzednik - złamanie konkordatu, zaś Mirosław Orzechowski chciał odwołania ministra. Nie jest wykluczone, iż w nadchodzącej kampanii wyborczej będzie to jeden z głownych punktów krytyki PiS z ich strony. Narodowy-katolicki i klerykalny elektorat będzie wrażliwy na takie argumenty.
Najbardziej mnie interesuje, co zrobi minister. Jako niezależny intelektualista powinien robić co każą mu poglądy i przemyślenia. Jako urzędnik państwowy powinien kierować się prawem. Zaś jako polityk...
Politycy, zwłaszcza przed wyborami podejmują tylko popularne decyzje. Wcale nie mówię, że popularne jest tylko postępowanie zgodne z tym co mówi episkopat.
Nieoczekiwanie sprawa średniej, może stać się próbą dla rządu - czy liczy się z głosem biskupów. Być może dowiemy się też czy społeczeństwo żyje sprawą nauczania religii, i dla jak licznej grupy Polaków jest to ważne.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)