Pewnie nie każdy wie, że Andrzej Lepper był obserwatorem niedawnych wyborów prezydenckich w Rosji. Mało kto posiadł taką wiedzę,, bo na konferencji prasowej, na której Lepper o tym informował nie było - jak sam ubolewał - żadnej kamery, a przybyło tylko trzech czy czterech dziennikarzy.
To był pewnie spoty szok dla niedawnego wicepremiera. Przyzwyczaił się bowiem, że na jego konferencje przybywały wszystkie możliwe stacje telewizyjne. A nawet poza Warszawą (nawet miastach powiatowych) przyjeżdżały ekipy Polsatu czy TVN24.
Konferencję prasową w Rzeszowie też znaczna część mediów zlekceważyła. Nieobecność dziennikarzy nie dziwi, w końcu wyautowany polityk niewiele ma do powiedzenia. Pytań za wiele też nie było.
Choć przewodniczący Samoobrony starał się bardzo, by powiedzieć coś interesującego. Mianowicie powtórzył tezy z wtorkowej konferencji (depesza PAP była szeroko cytowana w Internecie) - Wybory w Rosji były uczciwe, choć dostęp do mediów dla innych kandydatów niż zwycięzca Dymitr Medwiediew był ograniczony. Tak samo było - jego zdaniem - w Polsce, że Samoobrona występowała w mediach kilkakrotnie rzadziej niż np. Prawo i Sprawiedliwość i Platforma Obywatelska.
Obserwując uczestników wojewódzkiego konwentu Samoobrony (na Podkarpaciu nie ma przewodniczącego, była Maria Zbyrowska po konflikcie z Lepperem jest poza partią), nie można było oprzeć się wrażeniu, że ci ludzie już nie zorganizują się na poważnie podczas następnych wyborów - do Europarlamentu czy samorządowe. A byli na sali notoryczni politycy, którzy zaliczyli różne - nieistniejące w większości - ugrupowania.
Koniec Samoobrony malo kogo smuci.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)