Marian Krzaklewski jak wiadomo kandyduje do Parlamentu Europejskiego z list Platformy Obywatelskiej. Polityk niby z lamusa, ale jak utrzymuje że wiele partii chciało go wiedzieć na listach. Ostatecznie znalazł się na listach Platformy Obywatelskiej, bo nie chcieli go w Prawie i Sprawiedliwości.
Były lider AWS otwarcie przyznał, że były prowadzone rozmowy w sprawie startu z list PiS. Jednak Jarosław Kaczyński był temu przeciwny.
- Gdyby nie to, to kandydowałbym z PiS - mówił Krzaklewski na konferencji prasowej, dodając, że miał też inne propozycje.
Co ciekawe kandydat PO unikał jak mógł odpowiedzi na pytanie co sądzi o rządzie Donalda Tuska. Dziennikarze wytrzymali jednak próbę zagadania i powtórzyli pytanie w tej sprawie.
- Moje oceny rządu nie będą miały wpływu na pracę w Parlamencie Europejskim - powiedział wreszcie.
Tak jakby rządu i Tuska wcale nie popierał. W końcu wiadomo, że to nie jego środowisko polityczne. Ważne jest tylko, by dostać się do brukselsko-strasburskiego parlamentu. Zapowiedział też, że nie zapisze się do PO.
Czy Krzaklewski ma szanse i czy Platforma zyska na? Mam wątpliwości. Wystawienie kogoś na listy (obojętnie jakiej partii dotyczy), świadczy o tym, że partyjni liderzy chcą myśleć za wyborców.
Głośno przeciwko Krzaklewskiemu wypowiadają się też struktury Solidarności na Podkarpaciu. W końcu nic dziwnego, bo dwaj szefowie regionów (Podkarpackiego w Krośnie i Rzeszowskiego) to równocześnie radni wojewódzcy z PiS.
Co prawda PiS też nie ma atrakcyjnego kandydata na Podkarpaciu - szef biura prasowego tej partii w Brukseli.



Komentarze
Pokaż komentarze