Kilka warstw.
I. Prawdomówność i wiarygodność polityka.
Najperw zaprzecza, potem potwierdza, trochę nie wprost. Kompromitacja. Przyrodzona właściwość polityka. Nic nowego. Kliniczny przypadek.
W tym przypadku już nie dziwi i zaskakuje. Jak się wspomni akcję “budżet za władzę”. Szukając objaśnienia tak absurdalnie samobójczych zachowań u przecież inteligentnego człowieka, nasuwa się jedno prawdopodobne: marionetka. Pytanie tylko - w czyich rękach? Kto jest animatorem tego pajaca? Kto pociąga za nitki?
II. Interes narodowy i państwa.
Tak bezczelnie nie szukano zewnętrznego wspomagania w wewnętrznych sporach - dotychczas. To zarówno oznaka słabości jak i poczucia realności rychłego zagrożenia. Czyjeś poważne interesy są w niebezpieczeństwie. Na bok odstawiono pozory. Też nic nowego. Historia się powtarza. Wrażenie dejavue nieodparte.
III. Czym ma być Unia Europejska.
Czy magmą lokalnych społeczności geograficznych, partyjnych lub branżowych korporacji, czy też wspólnotą równorzędnych państw i narodów? Wspólnotą oscypków, czy wspólnotą partnerów?
Walka o pozycję Parlamencie Europejskim to tylko kolejna potyczka. Ale ważna. W tle bowiem konstytucja wszystko przesądzająca. Dla niej warto zawrzeć niezobowiązujący zapis o chrześcijańskich korzeniach. Nie wartościach bo to by wiązało, o korzeniach, bo i tak trudno im zaprzeczyć. A w tle tła - Gross Deutschland. Und Lebensraum. Dziś bez wehrmachtu i waffen-ss. Nowocześnie.
Czy kolejny raz rodzimi kislingowie sprzedają nas za becen?



Komentarze
Pokaż komentarze