Gdy wysłuchałem wczoraj na PR1 mowy Donalda Tuska pierwszym wrażeniem było: KRZYK ROZPACZY. Krzyk człowieka na płonacym gruncie.
To była pierwsza myśl. Bez zastanawiania się nad treścią tego przemówienia.
Potem przeczytałem, wysłuchałem i obejrzałem wiele różnych dyskusji, refleksji i komentarzy, tu w S24 i w innych miejscach. Mniej lub bardziej trafnych (moim zdaniem), mniej lub bardziej emocjonalnych. Porównań przemówień Tuska i Kaczyńskiego. Spekulacji co dalej będzie. Mobilizowania się zwolenników PO i PiS.
I w tym pierwszym wrażeniu się utwierdziłem. Tak, to było TO:
Co wskazał Tusk? PRZECIWNIKA.
Tym przeciwnikiem są osoby Jarosława i Lecha Kaczyńskich - wcielenia Szatana.
Jaką postawę zagrał? Zdecydowanego WODZA.
Ale to pozory - maska przykrywająca Histerię.
Platforma tonie. I co najśmieszniejsze, bez udziału o. Rydzyka, który niegdyś podobno wzywał do wspomożenia tej katastrofy, a dziś ma własne kłopoty, z racji niewyparzonego jęzora i życzliwosci Wprost.
Oczywiście zdarzyć się wszystko może, jak zgrabnie ujął to Jarosław Marek Rymkiewicz w "Jarosław Kaczyński ugryzł żubra". Być może retoryka ataku scementuje PO i trafi do "twardego" elektoratu PO, a może i nawet do pozostałych wyborców, tych zagubionych w medianym rejwachu. Jak wiadomo histeria jest zaraźliwą mocno.
Spekulował jednak nie będę z braku fusów.
Ale pomyśleć warto. Od chwili powstania, Platforma jest niejednolita. Przecież z założenia (stąd nazwa) miała scalić w "centrum" umiarkowane nurty lewicujące, prawicujące i nijakie centrum. Miała przyciągnąć inteligencję i klasy średnie.
Już wydawało się że eksperyment się powiódł. Wydawało się - do momentu przegranych wyborów 2005 r. Wtedy ujawniły się wszystkie słabości: brak jakiegokolwiek programu, ambicje liderów, rozbieżne interesy różnych lobbys i stojących za nimi sponsorów. Okazało się że ani inteligencja (tak rozumiania jak ujmuje to Rymkiewicz), ani wykształciuchy, ani klasy średniego biznesu, ani urzędnicy różych maści nie stanęli murem za Platformą. Totalna klapa. Skutek - frustracja działaczy partyjnych i frustracja wyborców. Z tych, wielu poczuło się paskudnie oszukanymi.
Potem były dwa jałowe lata. Lata kolejnych podejść do "nocy długich noży" czyli remaku z Nocnej Zmiany.
Żadnych istotnych własnych inicjatyw. Jaśniejszym punktem było tylko spłodzenie tzw. Programu autorstwa Rokity. Ale też raczej jako skutek wewnętrznych tarć, konieczności przeciwstawienia się przez Rokitę dołowaniu przez koterię skupioną wokół Tuska, Schetyny, Komorowskiego i Niesiołowskiego.
By być sprawiedliwym, PO poparła wiele pożytecznych inicjatyw PiS, lecz na ile było to wymuszone sytuacją, kalkulacją opłacalności, czy zagrożeniem rozpadem PO - trudno powiedzieć.
Symbolem niespójności PO są Rokita i Tusk. Inteligent i wykształciuch.
Kim jest Rokita wszyscy wiedzą. Można się z jego poglądami nie zgadzać, można nie akceptować jego prokuratorskiej postawy, ale nie można nie szanować.
To człowiek z klasą.
Naturalnymi są więc pytania:
- Jak długo Rokita zechce firmować swoją osobą taką Platformę jaką jest i jaką się objawia na początku kampanii wyborczej?
- Jak długo Rokita zechce uwiarygadniać wzgl. autoryzować tę ciemną stronę Platformy - oligarchiczne i inne "skłonności"?
Czy Rokita całkiem zatracił instynkt samozachowawczy? Przecież nawet jeśli PO wygra wybory, rządząc samodzielnie, z LiD, z PiS, czy jakimiś planktonami lub przystawkami, to i tak skazana jest na porażkę. Może nawet przed upływem 2 lat. Skazana jest, gdyż ciąży na niej grzech pierworodny - uwikłania.
Trwając w tym Układzie Rokita skompromituje się zupełnie. To zaś oznaczać będzie kres kariery politycznej. Chyba, że gdzieś na peryferiach - jakieś ambasadorstwo lub deputat w Europarlamencie.
Czy będzie trwał do końca, kierując się łzawym sentymentem do swojego dziecka, czy zachowa się jak profesjonalny polityk?
Free Your Mind wspomniał o Gilowskiej i Relidze. Ludzie z klasą. Czy Rokita też zdobędzie się na klasę?



Komentarze
Pokaż komentarze (7)