Kwach na rauszu, stan wojenny w dwu wariantach, morderczy PiS na polskich drogach - oto czym żył boży lud przez dwa dni. Jednym słowem wyborczy amok. A gdzieś w tle dzieją się rzeczy ważkie, w skutkach nieodwracalne.
Żeby to jeszcze był jakiś ewenement, ale tak jest dzień w dzień i prognostyki optymizmem nie napawają.
I. Dzisiejszy Nasz Dziennik donosi, że:
Wielka mistyfikacja - sprawa księdza arcybiskupa Stanisława Wielgusa
IPN w sprawie "Greya"
Instytut Pamięci Narodowej nie potwierdza, że podpisy "Adam Wysocki" oraz "Grey", widniejące pod umowami o współpracy z wywiadem PRL znajdującymi się w teczce przypisanej ks. Stanisławowi Wielgusowi, faktycznie do niego należą.
Tym samym IPN nie wyklucza, że część dokumentów, na podstawie których oskarżono byłego metropolitę warszawskiego, może być sfałszowana.
Niestety w temacie ubiegł minie niejaki Adam Wielomski pisząc „Pytanie o Wielgusa w nowym świetle", więc się zniechęciłem i napiszę tylko tyle, że znaki na niebie i wodzie wskazują, iż czekają nas w „sprawie" niejedne niespodzianki jeszcze.
Tak się tylko głośno zastanowię, że w Salonie (24) pachnie mi „Kaczmarkiem-bis".
Ale z węchem było u mnie zawsze nie najlepiej, więc miejmy nadzieję, że się mylę.
II. Gazeta Świąteczna odświętnie złotymi ustami Mirosława Czecha przywaliła paszkwilem i wszystkim i wybranym, jak na Wyborczą przystało, katolikom, PiSowi, ale najbardziej to Demokratom.pl, dziś bardziej znanym jako LiD.
Józefinizm po polsku
Mirosław Czech Gazeta Wyborcza
2007-09-22, ostatnia aktualizacja 2007-09-21 17:34
Spór abp Józefa Michalika z kardynałem Stanisławem Dziwiszem widowiskowo potwierdził, że Kościół katolicki w Polsce znalazł się na rozstajach. Może przypieczętować definitywnie pożegnanie z epoką Jana Pawła II. Personalne i programowe
O. Tadeusz Rydzyk jest na najlepszej drodze, by i tym razem uniknąć problemów. Członek zespołu redakcyjnego Radia Maryja o. Piotr Andrukiewicz kilka dni temu zakomunikował, że w kampanii wyborczej toruńska rozgłośnia nie będzie popierać żadnej partii. Wielu biskupów odetchnęło z ulgą - oto koronny dowód, że redemptoryści wyciągnęli właściwe wnioski z reprymendy, jakich ostatnio nie szczędzili im niektórzy hierarchowie.
Kościół może obwieścić, że w sumie nic się nie stało, bo błędy zostały naprawione, a nauki płynące z napomnień - wyciągnięte. Podczas październikowych obrad Konferencji Episkopatu nie będzie więc przedmiotu sporu, który ujawnił się z wielką mocą po publikacji wystąpienia kard. Stanisława Dziwisza.
Tylko że w ten sposób niczego nie się rozstrzyga i nie załatwia. Problemy szybko wrócą i to ze zdwojoną siłą. Radio Maryja i jego dyrektor są centrum Kościoła w Polsce, a nie jego peryferiami. Stali się kluczowym ośrodkiem kształtowania zasadniczego kierunku działalności duszpasterskiej, społecznej i politycznej. Już nie są kandydatami na kolejną sektę w długiej historii przywódców różnych odłamów chrześcijaństwa, których poczucie misji i pycha doprowadziły do zerwania jedności z Kościołami ortodoksyjnymi. Mają poparcie licznych biskupów z przewodniczącym Episkopatu arcybiskupem Józefem Michalikiem na czele.
Szef toruńskiej rozgłośni nie ogłosi też schizmy. Nikt go szybko nie zwolni z funkcji dyrektora i zarządcy holdingu medialnego. Nie zostanie zesłany do Afryki, odesłany do klasztoru dla rozmyślań nad przewinami, których się dopuścił. Jedyna nieprzyjemność, jaka go spotka, to brak sakry biskupiej. Nie będzie zaliczony w poczet następców apostołów i formalnie nie będzie rządził Kościołem. To jednak z łatwością zniesie. Jego kościelni wyznawcy starają się zadbać o rekompensatę już za życia i obiecują murowaną chwałę po śmierci. Przyrównują go do św. Franciszka, św. Katarzyny ze Sieny i św. Maksymiliana Kolbego. Jest na najlepszej drodze, by wygrać rywalizację o tytuł najwierniejszego kontynuatora dzieła Jana Pawła II z samym sekretarzem zmarłego papieża.
To nie Rydzyk ma problem. Potężny problem ma cały Kościół katolicki. Musi zdecydować: czy chce podążać drogą wytyczoną przez Jana Pawła II, o której przypomina kard. Dziwisz, czy też poddać się rodzimej wersji integryzmu, którą od lat pielęgnuje toruńska rozgłośnia. Wybierać otwartość na świat i Europę czy też zamknąć się w tradycji obskurantyzmu i dalej pogrążać się w polityczności na modłę, jaką Kościołowi wspólnie oferują o. Rydzyk i Jarosław Kaczyński.
Mowa kardynała, odpowiedź arcybiskupa
W języku kościelnej debaty nad sprawami wiary trudno znaleźć mocniejsze słowa od wypowiedzianych przez kard. Dziwisza. Bo dla Kościoła nie ma większego niebezpieczeństwa niż groźba utraty jedności i przejęcia odpowiedzialności za sprawy duszpasterskie z rąk biskupów przez innych duchownych. Słowa krakowskiego metropolity ważą tym bardziej, że mają walor świadectwa osobistego i do pewnego stopnia są kontynuacją testamentu zmarłego papieża. Mówią też wiele o postrzeganiu przez kard. Dziwisza spraw kraju w okresie, gdy u boku Jana Pawła II był w Watykanie.
Potrzebował blisko trzech lat, by wyrobić sobie właściwy pogląd na stan spraw w Kościele polskim, chociaż wydawało się, że między Polską a Watykanem trwała nieprzerwana wymiana informacji, a papież i jego polskie otoczenie nigdy nie rozstawali się ze sprawami krajowymi.
„Nadszedł czas, aby - w imię odpowiedzialności przed Ojcem Świętym i Kościołem, a także przed tymi, którzy po nas przyjdą [podkreślenia arcybiskupa] - zabrać ostateczny głos w sprawie zasadniczej, a sprowokowanej przez Radio Maryja. Nie chodzi tu tylko o samą osobę dyrektora, lecz o naszą odpowiedzialność za duszpasterstwo, które stopniowo wymyka się spod kontroli i przechodzi w inne ręce. Inaczej mówiąc: chodzi o odpowiedzialność za cały Kościół w Polsce. Sami powinniśmy ten problem rozwiązać i odpowiednio ukierunkować! Jesteśmy na progu niebezpieczeństwa, kryzysu - ktoś inny przejmuje decydowanie o kierunku duszpasterstwa w Polsce”.
Tak wyglądały wypowiedzi przywódców Kościoła ortodoksyjnego, gdy w przeszłości po wielokroć podejmowali decyzje o odsunięciu od aktywnej działalności charyzmatycznych przywódców rozmaitych nurtów w chrześcijaństwie, twórców sekt i liderów schizm. Kard. Dziwisz przedstawił precyzyjną diagnozę wyzwania, jakim dla Kościoła polskiego jest Radio Maryja, które "nie jest składnikiem jedności polskiego Kościoła, lecz staje się elementem przetargu oraz rozgrywek politycznych i społecznych. Ciągle również słyszymy ciężkie oskarżenia ze strony ambasadorów i przedstawicieli dyplomatycznych różnych nacji o wywoływanie problemów narodowościowych oraz ich prośby, aby wnikliwie przyjrzeć się problematyce antysemityzmu pojawiającej się co pewien czas na falach katolickiego przecież radia". Wnioskował ustanowienie nowego zarządu Radia Maryja i Telewizji Trwam.
W mediach pojawiło się mnóstwo spekulacji na temat sierpniowego spotkania biskupów na Jasnej Górze. Mówiło się, że obrady były burzliwe, że wyłoniły się dwa obozy, że szczególnie mocne wystąpienie miał kard. Dziwisz i że podjęto rozstrzygające decyzje. Coś musiało być na rzeczy, skoro głos autorytatywnie zabierali biskupi oraz dziennikarze dobrze zorientowani w sprawach Kościoła.
Kluczowa okazała się jednak interpretacja całego zdarzenia, którą podczas konferencji prasowej po obradach wygłosił przewodniczący Konferencji Episkopatu. Mówił bardzo ogólnie i ostrożnie, podkreślając, że wszystko wymaga namysłu, bo Radio Maryja wnosi wiele dobra w życie polskiego Kościoła. Nie mogły więc dziwić komentarze, że Rydzykowi znowu się upiekło. I że w jego sprawie biskupi tradycyjnie nie są w stanie podjąć jakiejkolwiek decyzji.
Musiało to wywołać sprzeciw wśród innych uczestników jasnogórskich obrad. Postanowili przejść do kontrnatarcia. "Tygodnik Powszechny" opublikował wystąpienie swojego metropolity - jak napisano - "bez wiedzy Autora". Na ten "przeciek" jakby tylko czekał przewodniczący Episkopatu. Udzielił trzech podobnie brzmiących wywiadów: Katolickiej Agencji Informacyjnej, "Dziennikowi" i tygodnikowi "Niedziela".
Kulisy kościelnej polityki
Abp Michalik ostro polemizował z tezami kardynała, broniąc Radia Maryja. Ale żaden z jego argumentów nie odnosił się do głównego problemu, jaki postawił krakowski metropolita: jedności Kościoła w Polsce i utrzymania w rękach hierarchii odpowiedzialności za linię duszpasterską, społeczną i polityczną Kościoła. Przewodniczący Episkopatu oświadczył też, że mocą swojego urzędu zmienia decyzje Rady Stałej i żadnego listu do generała redemptorystów nie będzie.
Z abp. Michalikiem nie zgodził się ks. Adam Boniecki, redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego” („Po burzy, przed burzą”, „Tygodnik Powszechny”, 16 września 2007). Tak napisał o motywach publikacji wystąpienia swojego metropolity: „Ten »przeciek « udowodnił, że w Episkopacie toczy się poważna dyskusja i że problemy są tam postawione jasno. Z oficjalnych komunikatów nie dało się tego wyczytać. Raczej - wprost przeciwnie”.
I chyba nie tylko w swoim imieniu pytał abp. Michalika: „Nie wiem, jaki zachodzi związek między odwołaniem podjętej kolegialnie decyzji zwrócenia się polskich biskupów do generała redemptorystów a opublikowaniem głosu kard. Dziwisza w »Tygodniku «. Jeśli Przewodniczący Konferencji ma władze odwoływania decyzji kolegialnych, to nie sposób zrozumieć, dlaczego odwołał akurat tę. I czemu pretekstem miało być akurat upublicznienie wypowiedzi Metropolity, znanej już biskupom, gdy podejmowali decyzję o wysłaniu listu do generała. Związek tych dwóch faktów pozostaje dla mnie niedocieczony”.
Nie tylko w polityce może nas czekać gorąca jesień - jeśli tylko kard. Dziwisz i jego zwolennicy okażą się konsekwentni i nie dadzą się uwieść głosom o potrzebie zawarcia kompromisu. W myśl poglądu, że po kilku latach nikt nie będzie pamiętał o Rydzyku.
W tej historii główni protagoniści mają do udowodnienia wiele rzeczy. Kardynał Stanisław Dziwisz to, że po latach sekretarzowania Janowi Pawłowi II jest dobrze przygotowany do strzeżenia jego dziedzictwa. Że dzięki autorytetowi, jaki płynie z charyzmy zmarłego papieża oraz doświadczeniu, jakie nabył w Watykanie, podoła roli przywódcy religijnego Polaków. I że następcom papieża Wojtyły będzie ułatwiał rozwiązywanie polskich problemów.
Arcybiskup Józef Michalik musi pokazać, że dojrzał do roli przewodniczącego Episkopatu, który łączy, a nie dzieli. Mówi, że broni jedności biskupów, konfidencji ich obrad oraz całości Kościoła. Nie jest tajemnicą, że nie darzy sympatią o. Rydzyka, ale jest mu bliski w poglądach na miejsce Kościoła we współczesnym świecie. Zbliżyła ich także sprawa kościelnej lustracji. Po sprawie arcybiskupa Stanisława Wielgusa toruńskie media broniły duchownych oskarżanych o współpracę z SB, wśród których znalazł się również przemyski metropolita.
Obaj hierarchowie mogą też spojrzeć na całą sprawę nie jako na pole do konfrontacji, lecz zgodnej współpracy. Abp Michalik podkreśla, że chodzi mu o to, by nikt nie likwidował toruńskiej rozgłośni. Ale nikt tego nie żąda. Chodzi przecież nie o modlitwy płynące z toruńskiej rozgłośni i pokrzepianie serc spragnionych miłości i opieki. Idzie o "odpowiedzialność za duszpasterstwo, które stopniowo wymyka się spod kontroli i przechodzi w inne ręce" - jak to ujął kard. Dziwisz.
Ołtarz posłuszny tronowi
Mnie interesuje przede wszystkim aspekt polityczny całej sprawy. Abp Michalik powinien pamiętać o słowach premiera Jarosława Kaczyńskiego, który zawyrokował: "Radio Maryja umocniło polski Kościół, czynny polski katolicyzm i przywróciło realne prawa obywatelskie niemałej grupie Polaków". Dla pełnej jasności dodał: "Radio Maryja jest radiem jednego człowieka. Zabrać tego człowieka - to nie ma tego radia".
Interes premiera jest oczywisty - sam go wyłożył w niedawnym wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" ("Wyciągamy łosia z bagna", "Rzeczpospolita",13 września 2007): "PiS jest partią, która chce superpozytywnego celu społecznego, jakim jest wyrwanie Polski z postkomunizmu, skupić wszystkie siły, które się za tym opowiadają. A Radio Maryja się dzisiaj za tym opowiada. Wzmacnia nasze siły do walki z postkomunizmem".
Za owo wzmocnienie gotowy jest sporo zapłacić, jak choćby umorzeniem przez prokuraturę sprawy antysemickich wypowiedzi o. Rydzyka podczas jego głośnego wywiadu.
Ten fakt posłużył abp. Michalikowi do zbicia koronnego dowodu krytyków o. Rydzyka. W jednym z wywiadów powiedział: "Kiedy wrócimy do konkretów, np. w sprawie prezydenta i jego żony czy zarzutów o antysemityzm, to okazuje się, że prokuratura uchyliła zarzuty, nie wszczęła w tej sprawie postępowania, nie stwierdziła też, czy taśmy z nagraniem są prawdziwe. Jeśli prokuratura nie widzi problemu, to czy Episkopat ma prawo ją poprawiać?".
Przewodniczący Episkopatu nie wie, że o. Rydzyk nigdy nie zaprzeczył autentyczności nagrań i na odczepnego coś bąknął jako formę zadośćuczynienia dla żony prezydenta? Nie jest świadom tego, że działania prokuratury nie tylko w tej sprawie są podporządkowane interesom partii rządzącej? Że tylko niezorientowany cudzoziemiec mógłby ją podejrzewać o bezstronność i ferowanie sprawiedliwych orzeczeń?
Od kiedy to w sprawach etyki i publicznej moralności dla katolickiego hierarchy wyrocznią jest świecka prokuratura? Sam nie potrafi wyrobić sobie właściwego poglądu? Tak mu się spodobał lansowany przez PiS i Radio Maryja sojusz tronu i ołtarza, że postanowił unicestwić sferę, której autonomii i niezależności Kościół strzeże, jak źrenicy w oku, bo to fundament jego powołania i prawdziwości misji poruczonej przez Założyciela?
Co znajduje się na końcu drogi
Czyżby abp Michalik nie dostrzegał, że ceną, jaką PiS wystawia za te przywileje, jest polityczne poparcie i rodzimy model historycznego józefinizmu? Opieka i pomoc państwa dla Kościoła w zamian za wprzęgnięcie go w służbę.
Czy ksiądz arcybiskup nie widzi, że za swoje materialne przywileje Radio Maryja płaci cenę poparcia udzielanego rządzącym, kiedy tylko chcą i jak tylko chcą. Rządzący nauczyli się bowiem rozmawiać z ojcem dyrektorem językiem czystego biznesu. "My wam to, a wy nam to".
Prokuratora odmawia wszczęcia postępowania nie tylko w sprawie wypowiedzi ojca dyrektora, lecz również w kwestii zniknięcia środków finansowych zebranych dla rzekomego ratowania Stoczni Gdańskiej. A także innych interesów toruńskiego holdingu. Nie tylko Antoni Mężydło wspomina, że o. Rydzyk stał się członkiem obozu rządzącego, chociaż nie przeszedł procedury weryfikacji. Standardowej dla członków i sojuszników PiS-u.
Czy abp Michalik i sprzyjający mu hierarchowie zadali sobie pytanie, co się stanie, gdy prokuratura odmrozi te sprawy i zacznie egzekwować przestrzeganie prawa? Uznają, że państwo ma do tego prawo, czy też ogłoszą, że to brutalny atak na Kościół? Jeśli to pierwsze, to potwierdzą, że handlowali z prawicową władzą na cztery fajerki. Jeśli to drugie, to kto im uwierzy? Bo rzekomo nie wiedzieli o co chodzi i nie dostrzegali konsekwencji swoich zaniechań?
Tym łatwiej będzie powiedzieć, że nie warci są szacunku i wyrozumiałości. Stali się bowiem takim samym uczestnikiem gry politycznej, jak każdy inny.
Czy biskupów nic nie nauczyły rozgrywki rządzących z właścicielami mediów? W najbardziej dogodnym dla rządzących momencie znajdują się kwity jako sygnał, by zwierzchnicy uśmierzyli temperament swoich dziennikarzy. Biskupi nie dostrzegają analogii? Nie rozumieją, że to naczynia połączone, z których nie ma ucieczki? Bo ta władza nie raz już pokazała, że nie szanuje autonomii i niezależności Kościoła i państwa. A wręcz czuje się powołana, by nie dostrzegać takiej koniunkcji.
Kościół polski okazał się wyjątkowo źle przygotowany na nadejście władzy, która mami go swoim ostentacyjnym katolicyzmem i chce go syrenim śpiewem zwabić na swoje wody, by utopić w objęciach. Najpierw była powszechna lustracja, która niby nie z winy rządzących uderzyła w Kościół. I to bez rzetelnego postępowania dowodowego. Potem przyszła ostentacja we włączaniu o. Rydzyka jako czwartego podmiotu w koalicji. Umowę sojuszniczą podpisano w jego mediach, ministrowie nie wychodzili z jego rozgłośni. W zamian otrzymali zaproszenie do przemawiania od strony ołtarza. Dzisiaj przyszły słowa, że toruńskie media podlegają ochronie, bo są użyteczne w walce politycznej.
Czy Kościół zapytał sam siebie, co jest na końcu tej drogi?
Cena Kościoła, cena państwa
Spór przewodniczącego Konferencji Episkopatu arcybiskupa Józefa Michalika z kardynałem Stanisławem Dziwiszem widowiskowo potwierdził, że Kościół katolicki w Polsce znalazł się na rozstajach dróg. Może przypieczętować definitywnie pożegnanie z epoką Jana Pawła II. Pożegnanie personalne i programowe.
Personalnie, bo zasadnicze wystąpienie jego najbliższego współpracownika w sprawie toruńskiej rozgłośni i jej dyrektora może nie znaleźć posłuchu wśród Episkopatu. Abp Michalik i znacząca część biskupów mogą nie dopuścić do tego, by o. Tadeuszowi Rydzykowi stała się jakakolwiek krzywda. Siłę i autorytet toruńskiego redemptorysty przedłożą nad autorytet kustosza pamięci papieża Wojtyły. Stwierdzą, że kardynał Dziwisz powinien znać swoje miejsce - ma pozostać żywym wspomnieniem pontyfikatu zmarłego papieża. I nic ponadto. W kraju jest tylko jednym z biskupów, którego głos liczy się o tyle, o ile znajduje akceptację wśród pozostałych hierarchów.
Kościół może pożegnać się z epoką Jana Pawła II również programowo, bo dominującym nurtem w polskim katolicyzmie stanie się rodzima wersja integryzmu. Zamknięcie na współczesny świat, okopanie się w ludowej pobożności i podporządkowanie duszpasterstwa celom politycznym. Dla dużej części Episkopatu to szczególnie swojskie klimaty - doskonale znajome, ciepłe jak bambosze w zimowe wieczory i niewymagające jakiegokolwiek wysiłku intelektualnego. Wystarczy pielęgnować to, co jest, a nie szukać nowinek, które w kryzysie pogrążyły Kościół na Zachodzie Europy.
Większość kościelnych decydentów chce problem Radia Maryja przeczekać. Wielu z nich podziela poglądy toruńskich mediów, wspiera te same partie i po cichu kibicuje przebiegłości mało skromnego mnicha, który ze swojej chytrości potrafi wyciągać wiele korzyści dla Kościoła. Liczą na to, że Rydzyk i jego współpracownicy nie wywołają sporu doktrynalnego i nie zaprzeczą dogmatom. Co najwyżej skrytykują kościelnych liberałów - nie lubych i dla nich nowinkarzy.
Kościół może jednak podążyć inną drogą. Taką, jaką w swoim wystąpieniu wskazał krakowski kardynał. Będzie to dobre dla Kościoła i dla państwa. Bo państwo również płaci wysoką cenę za współczesną wersję józefinizmu. Ceną Kościoła będą puste świątynie w następnym pokoleniu. Ceną państwa - zepsucie demokracji i zmarnowane lata dla modernizacji kraju oraz nadrabiania historycznych opóźnień.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Tak sobie myślę, że może i Socdemokraci zyskają trochę głosów wiernego betonu, ale ile stracą tych normalnych, to się przy urnie okaże.
Czy Czech tak z własnego konceptu, czy ludzie Rozumni to wymyślili, trudno powiedzieć. Bo wierzyć mi się nie chce, by Gazeta to wymyśliła.
Oj, drogo będzie ten czeski błąd kosztował młodą polską demokrację.
III. No i clou programu na dziś:
B’nai B’rith otwiera nową lożę w Warszawie
9 września 2007
Ambasador Victor Ashe z działaczami B’nai B’rith – prezesem Moishem Smithem i wiceprezesem Danem Mariaschinem. 9 września przy okazji otwarcia nowej loży B’nai B’rith w Warszawie ambasador Victor Ashe spotkał się z działaczami tej organizacji – prezesem Moishem Smithem i wiceprezesem Danem Mariaschinem. Omówiono m.in. sprawę ustawodawstwa dotyczącego zwrotu mienia oraz kwestie związane z Radiem Maryja i Telewizją Trwam. Otwarcie warszawskiej loży B’nai B’rith oznacza odrodzenie się tej organizacji żydowskiej w Polsce po niemal 70 latach nieobecności.
Ktoś się spyta z głupia frant, co wspólnego ma Wielgus, Demokraci, Gazeta Wyborcza z reaktywacją B'nai B'rith - paramasońskiej loży?
Odpowiem szczerze, po katolicku - nie wiem.
Może by kogoś obytego w świecie spytać?
Może Drogiego Bronisława ...
PS. A tym co egzotyczna nazwa nic nie mówi polecam bryk w ND Sobota-Niedziela, 22-23 września 2007, Nr 222 (2935): Nowy odłam masonerii w Polsce
Niestety Wikipedia polska zaspała sprawę. :D





Komentarze
Pokaż komentarze (2)