Pani Bogna Janke chce podciągnąć frekwencję na głosowaniu jakimś przemawiającym do rozumu i emocji apelem i woła o propozycje takiego zgrabnego tekstu.
To wołanie na puszczy. Żadne apele niewiele dadzą, jeśli wyborcy - czyli paskudnie i mylnie zwany elektoratem ludek - nie mają czegoś naprawdę dość i/lub chcą coś konkretnie osiągnąć.
Dwa lata temu wyborcy mieli dość rządów postkomuny i pociągających sznurkami zza jej pleców układów, dlatego frekwencja była dość wysoka. I wiadomy wynik - zesłanie socliberalnych demokratów tam, gdzie ich miejsce - na margines.
Dziś sytuacja jest inna. Przez dwa lata elektorat znieczulany był medialnie w dysonansie poznawczym. Z jednej strony był medialny wrzask, z drugiej nie najgorsze realia. Nie ma sensu opisywać tego co wszyscy znamy z autopsji, tu w S24 nie raz to czyniono i dużo trafniej niż ja bym to teraz uczynił.
Znieczulenie na tym polega, że się już nie reaguje.
Nie reaguje się ani na efektowne i bombowe transfery, na pijackie ekscesy ex-prezydentów. Tak, obu, bo czym jak nie podrinkowym oszołomieniem objaśnić dziwaczne pogróżki powrotu do polityki Lecha Wałęsy?
Nie reaguje się też na głupawe spoty, wielkie odejścia gwiazd medialnych i rzucanie błotem na potencjalnych powyborczych koalicjantów.
No dobrze, a co z tymi konkretami o które niby wyborca miał głosując powalczyć?
Też mizeria. Wszystkie naprawdę ważne sprawy zgłuszone zostały wrzaskiem mediów o istotnie bzdurne sprawy typu: czy jakaś Beger zapłaciła czy nie zapłaciła po 3 złote za głos (notabene coś tanio). Nawet nasz Salonowy pistolet maszynowy siejący wpisami na prawo i lewo się w to włączył.
Kandydaci na posłów i senatorów też tych ważnych kwestii unikają jak diabeł wody święconej. Ogólniki, ogólniki, ogólniki. A kwestii takich przecież jest sporo, poczynając na Konstytucji Europejskiej Pod Przykrywką Traktatu (czy winna być poddana referendum, czy ochroni nas przed żarłocznością roszczeniowców zza Odry i Oceanu, czy zachowana zostanie suwerenność Państwa i Narodu we wszystkich istotnych obszarach: polityki, obronności, kultury, religii etc.), a na rozliczeniach z przeszłością kończąc.
Jak widać nie bardzo jest przeciw czemu głosując protestować i za czym istotnym się opowiedzieć. Frekwencji więc spodziewać się należy mizernej. W tym obawy Pani Janke podzielam.
Nawet podkupienie sobie Kościoła, co z przeszłości dobrze znamy, niewiele pomoże. Bo Kościół, wbrew obiegowym opiniom, to my a nie hierarchia i reszta duchownych: Dziwisze, Pieronki, Bonieckie i Rydzyki. Skuteczność ich apeli (albo przeciw-apeli) będzie taka sama, jak skuteczność apelu wymyślonego zbiorowym wysiłkiem pod kierunkiem Pani Janke. Czyli żadna.
Co więc może zdecydować o frekwencji? Stawiam hipotezę, że pogoda. Pogoda i utrwalone od lat w stereotypach niechęci.
Tu należy zrobić pewną klasyfikację "elektoratu" i to wcale nie z punktu widzenia meteopatii.
Grupa 1. Elektorat żelazny.
Grupa 2. Magma elektoralna.
Grupa 3. Elektoralni olewacze.
Nic odkrywczego w tym podziale nie ma, jak widać. Opisywał nie będę, każdy intuicyjnie wie o co chodzi. Każdy też wie, że w każdych wyborach bój toczy się o grupę drugą. O to by magmę ukształtować na swój obraz i podobieństwo (taki polityczny akt stwórczy).
Wię co z tą pogodą?
Twierdzenie 1: Jeśli pogoda będzie zbyt ładna, to frekwencja będzie mniejsza, gdyż ludek wyborczy pociągnie na łykend na dacze, łykać resztki babiego lata.
Twierdzenie 2: Jeśli pogoda będzie zbyt paskudna, to frekwencja będzie mniejsza, gdyż ludek będzie wolał śledzić wybory w domowym ciepełku.
Twierdzenie 3: Najbardziej sprzyjającą frekwencji wyborczej pogodą jest pogoda nijaka.
Wniosek: Módlmy się wszyscy o nijaką pogodę. Zachęcam do tego również niewierzących. Macie przecież tam tych swoich bożków: Postęp, Wolność, Tolerancję, Równość, Kasę znaną pod imieniem Szmal, etc. etc.
No dobrze. Na razie kończę. Może jeszcze potem coś uzupełnię (o niechęci i o żelaznym elektoracie).



Komentarze
Pokaż komentarze (2)