Wszyscy listy pisżą - to i ja sobie pozwolę.
Pan Profesor
Władysław BartoszewskiSzanowny Panie ProfesorzeZamilcz Waść. Wstydu sobie oszczędź.Z poważaniem
Adam EmWarszawa, 12 listopada 2007 r.
Sobie oszczędź wstydu, a nam pozostaw złudzenie, że autorytety jeszcze istnieją, gdyż - parafrazując słowa ks. Twardowskiego - "tak szybko się dewaluują". Auto-dewaluują.
Co mnie skłoniło do tego rozpaczliwego kroku, jakim niewątpliwie jest wystosowanie "listu otwartego"? Ano taka wiadomość:
Popieram Jana Ołdakowskiego jako dyrektora Muzeum Powstania Warszawskiego, ale jeżeli prawo przewiduje, że nie może on łączyć swej funkcji z mandatem poselskim to powinien - przynajmniej póki prawo nie zostanie zmienione - zawiesić swoją działalność zawodową - powiedział Władysław Bartoszewski. Wcześniej politycy PiS zaapelowali do Bartoszewskiego, by ten zajął stanowisko w sprawie ewentualnego pozbawienia mandatu Ołdakowskiego.
Jedno zdanie, a jakże wyraziście ujawnia nędzę intelektualną Autorytetu. Nie ma żadnego "jeśli". Panie Autorytecie, zna Pan zapewne niepisaną Zasadę: CO PRAWEM NIE ZABRONIONE, TO DOZWOLONE. Tłumacząc dla ubogich duchem - jeśli coś nie jest EXPLICITE w prawie zabronione, to prawo na to zezwala. Interpretując ograniczenia praw przyjmuje się wytyczną zakazującą domniemania rozszerzajace je ponad konieczne i jednoznacznie przez prawodawcę ustanowione granice wyjątków (pisze o tym red. M. Szułdrzyński w Co łączy problemem z mandatem Jana Ołdakowskiego i Bronisława Geremka?).
Piszę powyższy List z wielką niewiarą w skuteczność - dlatego, iż ww. wypowiedź Autorytetu wpisuje się w coś, co ktoś trafnie nazwał Licencją po-etyczną, którą przyznali sobie wyznawcy Platformy ("licencję na zabijanie" zwykle ktoś nadaje, tę platformersi sami sobie przyznali).
Marszałek Niesiołowski dla Rzeczpospolitej:
Rz: Organizacje feministyczne, lesbijskie i gejowskie chcą spotkania z Donaldem Tuskiem. Tematem rozmowy miałaby być dyskryminacja środowisk, które reprezentują. Czy takie spotkanie jest potrzebne ?
Stefan Niesiołowski: Donald Tusk sam zdecyduje, czy zgodzi się na to spotkanie. Moim zdaniem jako przyszły premier nie ma czasu na takie głupstwa i zajmowanie się fikcyjnymi problemami. Inicjatorzy tej akcji powinni się zwrócić w tej sprawie najwyżej do sekretarzy Klubu Parlamentarnego Platformy Obywatelskiej.
- Czy uważa pan, że problemu dyskryminacji w Polsce nie ma?
- W Polsce nie ma żadnej dyskryminacji osób homoseksualnych. Twierdzenia o jej istnieniu nie mają żadnego sensu i nie są na niczym oparte. To stała taktyka tych organizacji, które okłamują społeczeństwo i próbują mu wmówić, że homoseksualiści są prześladowani. A tak naprawdę to oni domagają się dla siebie przywilejów – na przykład możliwości zawierania małżeństw homoseksualnych czy adopcji dzieci. To też sposób na reklamę i nagłaśnianie swojego stylu życia, który nie podoba się większości społeczeństwa.
- Ale organizacje te twierdzą, że walczą o prawa człowieka, które należą się każdemu bez względu na orientację seksualną.
- Oczywiście, że takie prawa im przysługują. Jest sprawą oczywistą, że homoseksualiści nie powinni być prześladowani ani w pracy, ani w społeczeństwie. Nie ma jednak zgody na nadawanie im jakichkolwiek specjalnych przywilejów.
- Czyli legalizacja małżeństw homoseksualnych też nie jest możliwa?
- Oficjalna dyskusja na ten temat wewnątrz Platformy się nie odbyła, ale wypowiedzi liderów partii nie pozostawiają żadnych wątpliwości. To niemożliwe. Osobiście też na pewno będę przeciwny jakimkolwiek inicjatywom w tym kierunku. Dla mnie małżeństwo to związek między mężczyzną i kobietą i nikt mi nie wmówi, że może być inaczej. Nikt przecież nie broni homoseksualistom razem mieszkać i prowadzić wspólnego życia.
- Organizacje homoseksualne mówią jednak, że para gejów czy lesbijek nie może się na przykład razem rozliczać z urzędem podatkowym.
- Jakoś nigdy nie widziałem na tzw. paradach równości, aby geje i lesbijki wymachiwali zeznaniami podatkowymi na znak protestu. Widziałem za to obsceniczne parodiowanie Ojca Świętego czy geja przebranego za zakonnicę. Uczestnicy wykorzystują te manifestacje do prowokowania reszty społeczeństwa. Chodzi im o demonstrację pogardy dla Kościoła, norm moralnych i obyczajowych. Te środowiska, które dla siebie domagają się tolerancji, same słyną z nietolerancji dla innych i agresywnego zachowania.
rozmawiał Łukasz Cybiński
I komentarz internauty:
Prowokowanie reszty społeczeństwa? Demonstracja pogardy dla Kościoła i norm? I to mówi poseł Platformy Obywatelskiej? A kto nie tak dawno wespół z lewakami gardłował za wolnością demonstracji? Kto grzmiał o łamaniu praw człowieka?
Kto tych, co te demonstracje właśnie tak, jako PROWOKACJE widzieli - "faszystami" zwał? Krasnoludki?Jakaż ta pamięć krótka i wybiórcza u pana byłego senatora!
A może jednak nie, przecież sam stwierdza "Jakoś nigdy NIE WIDZIAŁEM na tzw. paradach równości". Widzi się, gdy się obserwuje będąc na paradzie, będąc gapiem na szlaku lub telewizorni. Skoro pamięć jest, więc dlaczego teraz taka zmiana frontu?A poza tym - co powie na to Europa?! Jak można być tak niepostępowym, łamać europejskie standardy?O zwykłej uczciwości wobec swoich wyborców już nie wspomnę, przecież na PiS i LPR to geje chyba nie głosowali? W taki absurd to największy nawet matoł nie uwierzy.A może to, co poseł Niesiołowski mówi Rzeczpospolitej to znowu taka LICENCJA POETYCZNA, jak stwierdził Grzegorz Schetyna w Radiu Zet w rozmowie z Moniką Olejnik, cyt.:"Monika Olejnik: No tak, ale przyzna pan, że jak patrzy się na język niektórych posłów Platformy Obywatelskiej no to ten język zdumiewa, pomimo tego, że to są barwne postacie, jak Stefan Niesiołowski, przypomnijmy, co mówił o premierze - przyrównywał go do Gomułki, do najgorszych czasów.Grzegorz Schetyna: Tak, no TAKI JEST Stefan Niesiołowski, taki jest język, którego używa. Oczywiście tak, to jest pewna licentia poetica Stefana Niesiołowskiego, ale co innego przyzna pani Stefan Niesiołowski zasłużony działacz Platformy, zasłużony polityk, a co innego premier, urzędujący premier państwa, to jednak jest różnica"
Licentia poetica Stefana Niesiołowskiego? Skromny niezmiernie ten Schetyna. Taka poetyka cechuje przecież nie tylko wypowiedzi Niesiołowskiego, lecz większość ludzi Platformy. O, w chwili gdy to piszę, w PR1 nawija, równie poetycznie, marszałek Komorowski.
"Co innego przyzna pani Stefan Niesiołowski zasłużony działacz Platformy, zasłużony polityk, a co innego premier, urzędujący premier państwa, to jednak jest różnica" - po-etyczny cymes, nieprawdaż? Zasłużonemu politykowi wolno więcej, wolno nie tylko jakiegoś tam Kaczyńskiego, ale nawet Prezydenta obrażać. Pełna zgoda.
Po-etyka tego nie zabrania. Tak jak niegdyś Kultura nie zabraniała kulturalnym Niemcom, robić polowań na ulicach Warszawy.
Ciekawe w jaką poetykę wpisuje się trawająca od dwóch tygodni kampania abonamentowa Platformy? No, niby sprawa ważna, ale w budowie 2. Irlandii chyba nie najważniejsza. Jeszcze nie ma rządu, jeszcze się wewnetrznie Sejm i Senat nie uformowały, a tu taka hucpa. Huczy aż uszy bolą. Wypowiedż goni wypowiedź. Jak egzekwować daninę na publiczne media? A może lekiem na całe zło w publicznych mediach jest prywatyzacja? A może i Krajową Radę eksterminować? Po co? W jakim celu ten hałas?
Czyżby roiły się "komuś" jakieś lody? Oj, żeby się z tego nie zrobiła sprawa typu "LUB ABONAMENT"! Zobaczymy. Na razie wygląda na to, że jest to pokazanie PAŁY nie dmuchającym w jedynie słuszną trąbę. Nu pogodi!
Kiedyś wołano: KOMUNO WRÓĆ!
Nie dała się długo błagać - wraca. Wraca "odnowa".
A opozycja winna wrócić tam, gdzie jej w komunie przyrodzone miejsce - do PODZIEMIA. Parlament to przecież miejsce dla jedynie słusznej linii, jedynie słusznej Partii.
2007-11-22 24:00
Czas dopisuje dopełnienia.
Dziś Machiavelli alias Jan Pobożny w Profesor Władysław Bartoszewski - mistrz życia popadł - na okoliczność powołania Autorytetu na sekretarza do specjalnych poruczeń - w taką apoteozę Profesora z Bawarii, że aż miło. Niestety, na mnie nie podziałało - zdanie o "wunderwaffe" mam wyrobione od lat kilkunastu. I wcale się go nie wstydzę. Tego zdania, oczywiście. Pozwoliłem więc sobie je tam wyrazić:
Władysław Wielki? Rzeczywiście, wielki WYGADANY SPRYCIARZ.
Władysław Wielki? Rzeczywiście, wielki WYGADANY SPRYCIARZ, umiejący robić wokół siebie dużo SZUMU.
Tę SPRAWNOŚĆ to trzeba mu przyznać.Przecież gdy wziąć pod lupę różne jego światłe wypowiedzi i dobrze WYCISNĄĆ Z FRAZEOLOGII - zostaje NIC, PUSTE BANAŁY. Komunały i moralizatorstwo.
Naprawdę, jest wielu mniej nagłośnionych naprawdę zasłużonych Polsce, skromnych ludzi, których warto wydobyć z niebytu i pisać PANEGIRYKI, niż temu PROFESOROWI SAMOCHWALE.
Okazuje się, że w tym swoim oglądzie wcale nie jestem osamotniony. Mistrz ciętego języka, Michalkiewicz, ujął to podobnie:
Władysław Bartoszewski jako minister zawiódł więc na całej linii. Za jego ministerium organizacje usztywniły swoje stanowisko wobec Polski, podobnie zresztą, jak rewanżystowskie środowiska w Niemczech. Jedynym trwałym śladem po Władysławie Bartoszewskim jest w Ministerstwie Spraw Zagranicznych groteskowe stanowisko pełnomocnika do stosunków z diasporą żydowską. Ponieważ członkowie „diaspory żydowskiej" są obywatelami państw, z którymi państwo polskie utrzymuje stosunki dyplomatyczne, taki specjalny pełnomocnik tylko deprecjonuje pozycję Polski wobec owej „diaspory". Dlatego między innymi mówię, że Władysław Bartoszewski stwarza wrażenie, jakby był rzecznikiem diaspory żydowskiej, a nawet Niemiec wobec Polski, niż odwrotnie.
W tej sytuacji swoją pozycję i reputację „cudownej broni" zawdzięcza w największym stopniu blagierskiej reklamie i autoreklamie. Ale tak już w Polsce jest, ze blagierzy mają wzięcie - ze wszystkimi tego konsekwencjami.
Całość tam: „Cudowna broń" strzela bez prochu?
Ale felieton, to forma lekka. Znany żydożerca J.R.Nowak potraktował zasługi Autorytetu poważniej - ugruntował szczegółami: Panie Bartoszewski, niech Pan odda ten medal!
Senat KUL postanowił przyznać doktorat honoris causa Władysławowi Bartoszewskiemu. Można tylko zdumiewać się decyzją ludzi, którzy postanowili tak mocno uhonorować Bartoszewskiego, akurat po wielkiej serii jego jakże niegodnych wystąpień polityczno-propagandowych, pełnych wrzasków i wyzwisk pod adresem ludzi inaczej niż on myślących. Szafowanie obelgami w stylu "dyplomatołków", którzy "szmacą kraj", można tylko tłumaczyć głębokimi kompleksami Bartoszewskiego, maturzysty, bezprawnie nazywanego profesorem. Za swe tak tendencyjne i wrzaskliwe zaangażowanie w kampanii wyborczej po stronie Platformy doczekał się Bartoszewski arcyhojnych pochwał Donalda Tuska. Został przez niego wywindowany jako rzekomy "najlepszy polski życiorys", "najlepsza polska biografia".
W tym miesiącu ukaże się moja prawdziwie szokująca książka "O W. Bartoszewskim bez mitów", która pokaże całą prawdę o tym historyku-polityku. Pokażę na bardzo mocno udokumentowanych przykładach, jak wielkie skazy zaciążyły w ostatnich paru dziesięcioleciach na tym "najpiękniejszym życiorysie". Skazy te jakże poważnie przyćmiły rzeczywiste wcześniejsze zasługi Bartoszewskiego z poprzednich lat. Pokażę w swojej książce samochwała, skrajnie wyolbrzymiającego kosztem innych swoje zasługi z doby wojny. Pokażę łowcę nagród i odznaczeń, robiącego to na naprawdę niebywałą skalę. Nieprzypadkowo w niemieckich kręgach naukowych od dawna nazywają Bartoszewskiego "Preisjäger" (łowcą nagród). Pokażę fatalnego ministra-nieudacznika, który zawsze starał się, jak mógł, unikać stanowczej obrony Polski i Polaków, tym chętniej za to prowadząc politykę "na klęczkach" przed Niemcami i Izraelem. W oparciu o rozliczne przykłady ...
( ... o Stresemannie ... )
Powtarzam z całą świadomością siły tego oskarżenia, że przyjęcie przez Bartoszewskiego medalu ku czci G. Stresemanna było aktem nieprzyjaznym wobec Polski. Stresemann był w latach dwudziestych niemieckim politykiem, najbardziej odpowiedzialnym za zepchnięcie Niemiec na drogę, która - za Hitlera - doprowadziła ten kraj do wywołania drugiej wojny światowej. Niemcy mogą oczywiście, nawet dziś, wybielać Stresemanna i robić arcy-Europejczyka z tego świetnie maskującego się nacjonalisty i szowinisty. Mogą nawet ustanawiać medal na jego cześć i wręczać wybranym Niemcom, a także szukać chętnych do udekorowania tym medalem "pożytecznych idiotów" poza granicami Niemiec. Uczciwy Polak powinien jednak natychmiast odrzucić z oburzeniem próbę uhonorowania go takim medalem. A jeśli już to zrobił kiedyś, to - zgodnie z wyznawaną w słowach przez Bartoszewskiego zasadą "warto być przyzwoitym" - powinien ten medal odesłać tym, którzy go nadali. Panie Bartoszewski, niech Pan odda ten medal, jeśli zostało w Panu choć trochę polskiej godności po latach antyszambrowania w roli "łowcy nagród i odznaczeń". Może do odesłania medalu namówi Pana sam Donald Tusk w imię ratowania resztek mitu o Pańskim "najpiękniejszym życiorysie!".
Prof. Jerzy Robert Nowak
Przytoczę również wpis Goski na forum Michalkiewicza:
Bartoszewski opublikował 18 grudnia 2004 w gazecie Rzeczpospolita swój artykół pt. "Moja Jerozolima, mój Izrael" - Wspomnienia W. Bartoszewskiego.
Rodzice Bartoszewskiego przeszli na katolicyzm jak np A.Hemar. Syn Bartoszewskiego tez jest obywatelem Izraela i mieszka w Izraelu. Bartoszewski miał trzy żony.
Bartoszewski jak był ministrem MSZ-u był w Izraelu w listopadzie 2000 roku. Miał wystapienie w izraelskim Knesecie (sejmie). W trakcie swojego wystąpienia UBLIŻAŁ Polakom używajac słów "... ciemniaków z prowincji, którzy dobrze pisać i czytać nie potrafią ..." oraz oczerniał oficjalnie Polaków w inny sposób. Elementarne zasady dyplomacji sprzeciwiają się temu, aby w obcym kraju OCZERNIAĆ naród, który się REPREZNTUJE, a historia światowej dyplomacji NIE ZNA przypadku, aby czynił to urzędujący minister. [Antypolskie wystąpienia w. Bartoszewskiego, Rzeczpospolita 278(5748), 29 listopada 2000, s. A6]
Bartoszewski jest UZURPATOREM i każe się tytułowac "profesor".
Władysław Bartoszewski swoja edukacje skoczył w wieku 17 lat i ukonczył tylko 3 lata szkoły sredniej. Mature zdobył w "podziemiu" w czasie wojny. Ten człowiek nie miał i NIE MA tytułu nawet "magister" a do profesora jest jemu daleko. W Krakowie był uważany za żydowskiego bohatera w kregach zydowskich, więc ułatwiono mu wykłady na KUL o holocoiscie, choć przy wątpliwej maturze okupacyjnej. Potem zapraszano jego na wykłady do róznych uczelni o holocouscie, ale NIGDY on NIE miał prawa EGZAMINOWAĆ studentów bo NIE MA KWALIFIKACJI. Potem po 1990 roku zydzi przy władzy w polsce KREOWALI jego na "profesora", ale nie ma tego tytułu,
Żydzi mu tego nie ZAŁATWILI, a przecież to dla nich to DROBNOSKA ale się NIE DAŁO tego zrobić.
Ten tytuł "profesora" to UZURPATORSTWO Bartoszewskiego jak jego zaczeli tak nazywac w telewizji i mediach, ale NIE na uczelniach.
Po wyzwiskach Bartoszewskiego w Knesecie pod adresem Polaków, 10 profesorów KUL zdezawuowało go jako rzekomego naukowca i napisało list otwarty do PAN za PROFANOWANIE tytułu "profesora" przez Bartoszewskiego co ma TYLKO skonczoną szkołę średnią i NIC WIĘCEJ.
Protestowali także, że Bartoszewski NIE MA kwalifikacji, aby być ministrem w polskim MSZ-e.
Bartoszewski jest tym tzw. "autorytetem moralnym", ale TYLKO dla żydów, gdyż należy do ŁOWCÓW tzw. antysemitów i tzw. "szmalcowników" bo jak twierdzi Bartoszewski jest ich pełno w Polsce.
Oto CAŁY Bartoszewski.
I to by było na tyle.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)