25 obserwujących
483 notki
339k odsłon
  280   3

Generał Tadeusz Rozwadowski o przygotowaniach do bitwy warszawskiej (fragment powieści).

Przegramy czy wygramy a właściwie przegram czy wygram bo wszystko zależy od tego jak skonstruowałem plan bitwy. Kości rzucone. Co będzie jak przegramy? Ojciec mój dowodził oddziałem jazdy w powstaniu styczniowymi nigdy o tym nie opowiadał, może dlatego, że poległ stryj Tadeusz. Ale o bitwie pod Mołożowem jeden z jego a żołnierzy opowiedział mi dokładnie. W tamtejszym folwarku zorganizowaliśmy szpital polowy. Musieliśmy się wycofać a wtedy kozacy spalili naszych rannych żywcem. Niedawne informacje od służby sanitarnej świadczą o powszechności takiego postępowania kozaków Budionnego i dzisiaj. Ustrój Rosji się zmienił a obyczaje wcale.
Jeśli ich odeprzemy spadnie na mnie splendor zwycięskiego wodza. Od wieków marzyli o tym wszyscy w mojej rodzinie: Maciej Rozwadowski walczący pod Wiedniem, Kazimierz Rozwadowski, który dowodził brygadą u Kościuszki i dziad Wiktor oraz mój ojciec, bohaterowie kolejnych przegranych powstań. Z tym splendorem to bzdura, ile razy wygrywałem zarówno dla cesarza Franciszka Józefa jaki i dla najjaśniejszej Rzeczpospolitej spotykała mnie za to szykany. Nieważne bo teraz musimy wygrać. Jednak taki jest los zwycięskiego generała. Na początku moja kariera w c.k. armii rozwijała się dobrze. Może dlatego, że jako Polak musiałem być najlepszy. Szkoła wojenna we Wiedniu ukończona z wyróżnieniem i praca w sztabie. Kolejne awanse a tuż przed wybuchem wojny stopień generała.
A potem były Gorlice, mój największy triumf. Koncepcję walca ogniowego rozważałem jeszcze przed wojną. Zamiast walić z armat w jedno miejsce jak robili to wszyscy, należało przesuwać ogień artylerii jak walec przed atakującą piechota. Łatwo powiedzieć ale żeby nie pozabijać własnych żołnierzy wszystko to należało z zegarmistrzowską precyzją skoordynować. Niewielki błąd w wyliczeniu i własna artyleria zabija setki własnych żołnierzy. Nikt nie chciał brać za to odpowiedzialności. W sierpniu 1914 roku zostałem komendantem XII Brygady artylerii w 12 Krakowskiej Dywizji Piechoty, która w maju 1915 roku ruszyła zdobywać Gorlice. To była okazja, walec ogniowy zrobił wyłom w liniach rosyjskich przez który piechota zajęła Gorlice. Moskale oczywiście kontratakowali ale powstrzymał ich ogień mojej artylerii. Dostałem za to najwyższe austro- węgierskie odznaczenie Order Marii Teresy, który nadawano jak mówi statut za waleczność i zakończone powodzeniem śmiałe czyny podjęte z własnej inicjatywy, także wykonane bez rozkazu lub wbrew rozkazowi. Oczywiście tylko tym, którzy podejmując owe śmiałe czyny wygrali, w przeciwnym wypadku czekał ich pluton egzekucyjny. Wtedy byłem pewien, że po zajęciu Galicji przez Austro- Węgry zostanie jej namiestnikiem tym bardziej, że szef kancelarii wojskowej cesarza generał Bolfras zapewnił mnie o osobistym poparciu ze strony samego cesarza. A jednak nie, zrobili namiestnikiem generała Colarda. Działania osób mi przychylnych we Wiedniu nic nie dały. Głównodowodzący arcyksiążę Ferdynand i jego kamaryla skutecznie zablokowali moja kandydaturę. Jak to powiedział ten latrinengeneral Bohm-Ermolii, Rozwadowski to "pełen temperamentu wybitnie stronniczy Polak." Nigdy nie interesowałem się polityką tą pożałowania godna bijatyką partyjek i stronnictw politycznych. Wówczas jednak zrozumiałem, że polityczne plany wielu Polaków z Galicji w tym moje i mojego ojca o stworzeniu trójnarodowej monarchii austro- węgiersko-polskiej po berłem Habsburgów to mrzonki. Cesarz może i by na to poszedł ale Węgrzy i Niemcy woleli zniszczyć swoje państwo niż pójść na ustępstwa wobec Polaków. Ciekawe kto wymyślił ten idiotyzm: Polak Węgier dwa bratanki.
Tak więc za zwycięstwo zostałem nie pierwszy i nie ostatni raz w mojej karierze ukarany, na początku 1916 roku udzielono i dymisji z wojska i mogłem już tylko bezradnie się przyglądać jak gromada błaznów z generalskimi epoletami przegrywa wojnę. Zawsze ci dyletanci u władzy, z jednym z nich właśnie rozmawiałem. Piłsudski, Wódz Naczelny, kompletny dyletant naczytał się o wojnie prowadzonej prawie sto lat temu w zupełnie innych warunkach i ubrdał sobie, że jeśli chodzi o wojskowość to wszystkie rozumy pojadł. Czy on nie rozumie jak wielkie zmiany zaszły w sztuce wojennej od 1830? Dobrze, że obejrzał przed naszą rozmową bitwy pod Grunwaldem Matejki, jeszcze kazałby by czekać na heroldów z mieczami. Ciągle powoływał się na "Pamiętnik" Prądzyńskiego. Na sam widok tej książki dostaję bólu zębów. Nieudany generał, nieudanego powstania listopadowego, wszystko wiedział zawczasu, wszystko przewidział tylko głupi wodzowie naczelni nie dali mu działać tak jak chciał. Ale jak zaproponowali mu to stanowisko to odmówił. Jeszcze przed wojną w Krakowie każdy studencina chodzi z tym jego pamiętnikiem, zachwytom nie było końca. Im kto miał mniejsze pojęcie o wojskowości tym bardziej był zachwycony, oto powiada wystarczyło posłuchać tego genialnego generała i szast prast w 1831 byłoby po Moskalach. Najgorsze, że gdziekolwiek sie pojawiłem zawsze znalazł się ktoś kto mnie jako oficera zasypywał pytaniami o Prądzyńskiego. Na początku zawsze tłumaczyłem, że to bzdury a wywołanie powstania listopadowego było skończonym idiotyzmem, jak można przystępować do wojny z przeciwnikiem wielokrotnie silniejszym. A skoro podejmuje się działania sprzeczne z elementarną logiką to cokolwiek sie potem zrobi jest i tak skazane na klęskę. Na co liczyli niedouczeni chłopaczkowie z tej całej szkoły podchorążych, że zwyciężą bo mieli rację? A może zastępy archaniołów spłyną z nieba i pogonią Moskali. Piłsudski i cała ta jego banda czczą ich jak świętych co nie powinno dziwić bo głupcy zawsze mają głupców za bohaterów.
Dla tego skończonego dyletanta to co dzieje się teraz to powtórka powstania ataku Rosjan w czasie powstania listopadowego. Dla mnie jako fachowca to dokładna powtórka ofensywy z czerwca 1916, można ją było przewidzieć nawet w szczegółach ale wojną zajmowali się ci wszyscy niekompetentni von und zu, z arystokracją tak zawsze, nasz aktualny wódz to też zdaje sie książę litewski, Ginajtis czy jakoś tak. W drugim roku wojny, która wywołali Anglicy i Niemcy a w która nie wiadomo po co weszła Francja, Rosja i nieboszczka monarchia Habsburgów sytuacja dla aliantów była niewesoła. Francuzi ledwo zipali po bitwie pod Verdun a Anglicy prowadzący ofensywę nad Somma utknęli. Cała nadzieja była w Rosjanach. Generał Brusiłow zaplanował ofensywę w Galicji i zyskał poparcie Mikołaja II. Siły były wyrównane po około 40 dywizji z każdej strony. ale Rosjanie po przygotowaniu artyleryjskim dali naszym dyletantom łupnia. Ich celem był Lwów tak jak dzisiaj, zresztą autorem ofensywy bolszewików jest nie kto inny jak właśnie Brusiłow, który przystał do nich. Dowódca jednego frontu może być były kapitan armii carskiej Tuchaczewski a drugiego były pułkownik Jegorow ale coś takiego mógł zaplanować tylko prawdziwy fachowiec, sztabowiec z wieloletnią praktyka jak Brusiłow. Oczywiście jego dzisiejsi mocodawcy nie dopuścili go do bezpośredniego dowodzenia, co to nie ale jak wygrają to będzie to głównie jego zasługą. Dlaczego to robi? To chyba oczywiste, ustrój nie ma dla niego znaczenia. liczy sie Rosja a jak zajmą Polskę i być może kawał Europy to obali sie bolszewików i matuszka Rasieja zapanuje nad Europą na wieki.
Żeby ich teraz powstrzymać po rozmowie z Bonapartem Partaczem dokładnie przeanalizowałem ich ofensywę z 1916 a więc przede wszystkim cele. Ich główny atak szedł na południe i miał na celu opanowanie Lwowa jako głównego węzła komunikacyjnego w tej części Europy. Dokładnie tak jak chce to teraz zrobić Jegorow ze swoim Południowo- Zachodnim frontem. Jest jednak jedna różnica, Dla Tuchaczewskiego głównym celem jest Warszawa, gdyby atakowali w jednym kierunku byłoby już po nas. Jedyna szansa to to, że tego nie zrobią. Gdyby Jegorow ruszył pod Warszawę to byłby koniec i żadne mądre pomysły Prądzyńskiego nic by nie dały. Skoro jednak tego nie robią to kontratak znad Wieprza może mieć sens. Dlaczego znad Wieprza? Ponieważ tylko stamtąd można wyprowadzić uderzenie. Nie da się tego zrobić na północy.
Siedziałem nad tym przez wiele godzin. Trzeba było z dwóch istniejących frontów zrobić trzy. Dowódca Północnego został Haller. Powinien dać sobie radę, co prawda odszedł z armii austro-węgierskiej w 1910 w stopniu kapitana a na generała awansował go dopiero Komitet Narodowy we Francji ale zdążył dowodzić II Brygada Legionów a więc kompletnym dyletantem w przeciwieństwie do co poniektórych nie jest. Skoro bandyta napadający na pociągi został głównodowodzącym to i z kapitana można zrobić generała. Jeżeli wszystko stanie się tak jak przewiduję to kluczowa rolę odegra 5 armia Sikorskiego, która musi powtórzyć manewr Hannibala spod Kann- okrążyć prawe skrzydło nieprzyjaciela. Dokładnie tak jak uczono w akademii wojskowej we Wiedniu. Studiowaliśmy wtedy poczynania pruskiego feldmarszałka Von Moltkego we Francji w 1870, korpusy maszerują oddzielnie i łączą się oskrzydlając przeciwnika. Prusak uważał zdobycie Sedanu za Kanny XIX wieku. No to my musimy zrobić Kanny XX wieku.
Frontem Środkowym dowodzić będzie osobiście Bonaparte Partacz i tu sie nic nie da spartolić. Chyba, że nie będzie w stanie, jak z nim rozmawiałem to sprawiał wrażenie jakby ledwo trzymał się na nogach. Ale pewnie dojdzie do siebie zanim skoncentruje sie wojsko nad Wieprzem w Kocku i Lubartowie. No i Front Południowy pod dowództwem generała Iwaszkiewicza mający bronić Lwowa. Tu nie powinni być żadnych niespodzianek, żeby tylko bolszewicy zgodnie z planem Brusiłowa atakowali Lwów i nie pomyśleli o wspomożeniu Tuchaczewskiego pod Warszawą.
Dzisiaj jest 6 a wszystkie trzy fronty muszą znaleźć się w wyznaczonych miejscach najpóźniej do 12 sierpnia. To wszystko elegancko wygląda na mapie ale wątpię czy jakikolwiek dowódca w dziejach miał do czynienia z przedsięwzięciem w takiej skali. Jak to pisał von Moltke: maszerować osobno, uderzać razem. Tyle, że do przemarszu dla wyczerpanych walka żołnierzy będzie jakieś od 150 do 300 kilometrów. No i trzeba sie jeszcze oderwać od nieprzyjaciela w trakcie walki co może szybko sie zakończyć się panicznym odwrotem. Cała nadzieja w morale naszych żołnierzy. Jeżeli to sie uda to historycy napiszą o cudzie. Nie wierzę w cuda tylko w liczby. Każda jednostka musi trafić w określone miejsce w określonym czasie, jedno opóźnienie i cały plan diabli w właściwie bolszewicy biorą. Moje pobieżne wyliczenie czasu się zgadzało. Skoro udało się wszystko przekalkulować pod Gorlicami uda sie i teraz. Według von Moltkego podstawowe czynniki operacyjne to siła, czas i obszar. Siły mamy mniejsze niż bolszewicy, czasu mało a obszar ogromny. Wygrać możemy tylko wówczas jak wszystko będzie działało jak w zegarku. Sztabowcy pracują teraz nad szczegółami, jak skończą idę z gotowym planem operacji po podpis Piłsudskiego.

Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura