24 obserwujących
442 notki
317k odsłon
667 odsłon

Pisarz, który był sumieniem Rosji

Wykop Skomentuj4

W Rosji od niepamiętnych czasów ważną społeczną rolę pełnił stariec, człowiek niekoniecznie wiekowy ale prawy i uczciwy. Diametralnie różnił się od jurodiwego, miewającego wizję, nawiedzonego szaleńca Bożego. Źródłem jego niezwykłej mądrości było nie tylko mistyczne natchnienie ale cierpienie, ciężko doświadczony przez los był dla swojego otoczenia czymś w rodzaju przewodnika, nauczyciela. Nigdy nie narzucał się ze swoimi radami i był bardzo skromny zdając sobie sprawę, że jest jedynie niedoskonałym przekaźnikiem woli Bożej. Szanowano go choć nie zawsze słuchano. Dokładnie kimś takim był urodzony 11 grudnia 1918 a zmarły 5 lat temu Aleksander Sołżenicyn, powtarzana w kółko w rosyjskiej telewizji formułka, że był on sumieniem Rosji jest prawdziwa.

Aleksander Isajewicz Sołżenicyn doszedłby w Związku Radzieckim do najwyższych stanowisk, miał ku temu wszelkie dane, wszechstronnie uzdolniony i wierzący w ideały marksizmu-leninizmu. Nieopatrzna uwaga dotycząca sposobu dowodzenia Armią Czerwoną w Prusach Wschodnich spowodowała, że młody i odznaczony kapitan w 1945 roku wprost z frontu trafił do łagru. I tak miał sporo szczęścia ponieważ początkowo trafił do szaraszki – specjalnego łagru dla naukowców pracujących na chwałę socjalistycznej ojczyzny. Było to miejsce wręcz ekskluzywne, pobyt tam zaliczyli najwybitniejsi uczeni i konstruktorzy tacy jak twórca sowieckiego programu kosmicznego Siergiej Korolew.

Władza radziecka zapewniła jednak przyszłemu pisarzowi zapoznanie się z wszystkimi kręgami łagrowego piekła. W „Archipelagu Gułag” autor bez ogródek pisze jak został obozowym stukaczem- szpiclem o pseudonimie Wietrow i jak zerwał hańbiąćą współpracę. Za tą szczerość trudno go nie szanować zwłaszcza jak się czyta o „Bolku”.

Po wyjściu z łagru Sołżenicyn został nauczycielem w Kazachstanie, wkrótce w ramach postalinowskiej odwilży zezwolono na mu publikację. Sławę literacką zapewniło mu opowiadanie Jeden dzień Iwana Denisowicza w którym pozornie beznamiętna narracja ukazuje nieludzki koszmar łagrowego świata. Charakterystyczny jest główny bohater, prosty, obdarzony zdrowym rozsądkiem człowiek, kolejna wersja tołstojowskiego Płatona Karatajewa. Dla mnie najwybitniejszym dziełem Aleksandra Isajewicza jest „Oddział chorych na raka”. Można w nim odczuć szeroki oddech wielkiej rosyjskiej prozy Tołstoja i Dostojewskiego traktującej o sprawach ostatecznych- sensie życia i śmierci, chorobie, samotności i przede wszystkim o miłości. Ta genialna powieść jest właściwie mało znana, chociaż zarówno w Rosji jak i w Polsce i Ameryce zdarzyło mi się spotkać ludzi uważających historię łagiernika i pięknej lekarki za dzieło kultowe.

Najbardziej znana książka rosyjskiego pisarza to wielotomowy „Archipelag Gułag” opisujący system sowieckiego terroru. W Rosji to dzieło było nie do zaakceptowania, na Zachodzie gdzie znalazł schronienie autor trafiło na swój czas. W latach 50-tych nikt w „wolnym świecie” przyjmował do wiadomości tego co opisał Herling- Grudziński w „Innym świecie”. Lewicowi intelektualiści zarzucali mu antykomunizm i antyrosyjska fobię. Dwadzieścia lat później książka rosyjskiego pisarza traktującego o sprawach w gruncie rzeczy znanych stało się dla wielu objawieniem. Aleksander Isajewicz, który musiał szukać schronienia na Zachodzie o trzymał literackiego Nobla i odegrał istotna rolę w okrywaniu prawdziwej twarzy komunizmu wobec licznych pożytecznych idiotów w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych.

Stariec to w rosyjskiej tradycji przede wszystkim „lekarz duszy” potrafiący dotrzeć do najgłębszych obszarów ludzkiej psychiki i wykryć tkwiący w niej grzech. Aleksander Isajewicz postanowił odnaleźć w duszy swojego narodu przyczyny trapiącego ją zła jakim był komunizm. Trudno jednak zgodzić się z diagnozą przedstawiona w słynnej mowie harvardzkiej. Sołżenicyn powtarza argumentacje Dostojewskiego, że wszystko to wina Zachodu, który popadł w ateizm i materializm i co gorsza zainfekował tym Rosję. Komunizm w tym ujęciu byłby czymś zupełnie obcym Rosjanom i importowanym z zewnątrz. Teza ta jest jedynie pozornie słuszna ze względu na fakt, że marksizm był wytworem myśli zachodniej. Analiza praktyki realnego socjalizmu wskazuje jednak, że stanowił on bez wątpienia kulminację kultywowanego przez carów mongolsko- bizantyjskiego zamordyzmu. Czerwony carat różnił się od białego jedynie pseudonaukowym szyldem i ilością ofiar.

W Stanach Aleksander Isajewicz osiadł w lesistym Vermoncie przypominającym mu ojczyste strony gdzie napisał największe dzieło swojego życia- monumentalny „Czerwony Krąg” traktujący o upadku caratu. Ten liczący tysiące stron tekst nie znalazł uznania czytelników, ze względu na swoje rozmiary okazał się nie do przebrnięcia nawet w Rosji. Okazało się jednak, że można z niego wyciąć niezwykle interesujące fragmenty, jeden z ciekawszych „Lenin w Zurychu” został nawet przetłumaczony na język polski.

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura