Wielkanoc tuż tuż, więc i jaja jak berety. W kancelarii premiera niemieckiego szpiega odkryto. Wielka mi sensacja - toż od października to tajemnica poliszynela, trzeba było czytać. Pecha ma ten agent, gdyby pracował dla Amerykanów, medal by mu do piersi przypinano. A tak jeździ po świecie i tylko Polsce szkodzi.
Prawdziwi mężowie stanu czym innym się zajmują. Jeden rejtana na jarmarku odgrywa, drugi z formami scenicznymi eksperymentuje. W jego interpretacji kazanie brzmi jak orędzie, a orędzie wygląda jak widowisko multimedialne. Na szczęście konieczna awangardowość programu nie przykrywa treści, a jest ona jak zwykle niezwykle ważka. Pan Prezydent, bo to o Nim mowa, w odwiecznym sporze między Polakami a zdrajcami stanął po stronie tych drugich. I ku Moskwie spogląda.
Czyni to w sposób jeszcze w czasach antypaństwowej konspiracji poznany, gdy władzy się słuchało, ale prawdziwej wiedzy w niuansach i słownych lapsusach doszukiwało. Niby mówi coś zupełnie innego, Polski i Jej honoru broni, ale to tylko słowa słowa słowa... Prawdziwy przekaz w podkładzie muzycznym się skrywa. Któż nie zna tego motywu? Tam, param param pam tam. Z serialu o trudnej drodze młodzieńca ku genetycznym patriotom z Armii Krajowej, odysei w ramionach Armii Ludowej zakończonej.
Piękna przenośnia, wspaniała parabola. Cóż za czytelny sygnał! Jak ten młodzieniec, Niemcom nie ufamy, Londynowi nie wierzymy, oparciem naszym... Czytajcie miedzy słowami, wsłuchujcie w muzykę i wszystko zrozumicie. Biedny kraj, którym szpiedzy i agenci władają!



Komentarze
Pokaż komentarze (3)