Nie potrafię zrozumieć. Gruzini sami ogłosili, że pierwsi wkroczyli do Osetii Południowej (dobra, nie jest to do końca adekwatne określenie), więc jako ofiary rosyjskiego imperializmu ciężko będzie ich sprzedać. No może w Polsce...
Jakoś mi się przypomniały działania junty argentyńskiej, która umyśliła bardzo podobny sposób ucieczki do przodu. Różnica jest taka, że Argentyńczycy ponoć mieli szansę zwyciężyć w tym starciu, Gruzini - absolutnie nie. No chyba, że jak w Czeczenii. W sumie teraz mogą się modlić, żeby Rosjanie bratnią pomoc zatrzymali w granicach Osetii... To że bardzo szybko zmobilizowali 150 pojazdów chyba nikogo nie dziwi?
Bo chyba nie ma to być kolejna manifestacja z krwi dla ruszenia sumień Zachodu? Ech...
---
Wojna na ekranie telewizora jak każda inna od 20 lat, ale jednak... inna. Brat jest pod Elbrusem, w weekend mieli wchodzić na szczyt. Za kilka dni przenieść się pod Kazbeg, a potem połazić po Gruzji. Tak, takie coś zmienia odbiór zdjęć płonących czołgów...


Komentarze
Pokaż komentarze (1)