Jako zaślepiony amerykanofil byłem bardzo za tarczą. Jakieś dwa lata temu. Później entuzjazm stygł i dziś jestem umiarkowanym, ale zwolennikiem tej instalacji. Nie, nie pod względem wojskowym, a politycznym.
Kłopot w tym, że nie bardzo idzie się połapać jak Amerykanie traktują cały interes. Już pal licho, że to idee fix poprzedniej w zasadzie ekipy, ale czy to nowy priorytet Jankesów? Nie widać tego. Bardziej rodzaj eksperymentu, jak uda się to dobrze, jak nie, to zwiniemy zabawki. I pod względem techniczno-militarnym i niestety politycznym też. Amerykanie mają na świecie podobnych zaworów bezpieczeństwa dziesiątki, jeśli nie setki.
A jak dobrze wszyscy wiemy są u nas środowiska, które teraz zachłysną się "sojuszem" z Amerykanami. Więcej, będą budować w oparciu o niego długofalowe strategie, choćby w polityce zagranicznej. I to jest niebezpieczne dla Polski. Tarcza, ba sama umowa, poprawia nasze bezpieczeństwo, ale nie aż na tyle by kozaczyć. Nawet więcej - teraz tym bardziej trzeba zwiększyć robotę dyplomatyczną choćby w UE. Przydałoby się też na Bliskim Wschodzie czy Afryce Północnej.
Jeśli chodzi o nasze kochane bajorko. Nie podoba mi się jak "negocjowały"
obie nasze ekipy. Natężenie głupoty i zwykłej złośliwości wprost niewyobrażalne. W
imię słupków sondażowych, w najlepszym razie na skutek jednostronnej wizji świata. I druga rzecz - teraz już chyba można rozpocząć kampanię informacyjną tzw. Narodu, dlaczego tarcza powinna być w Polsce? Tak by pod bazą Jankesów protestowały jedynie Senyszyn z Piekarską?
PS Tusk już w lutym w Moskwie otrzymał instrukcje, by projekt tarczy storpedować, prawda? A w czerwcu ZdRadek zaniósł tę dobrą wiadomość Ronowi, prawda?
Na szczęście Gruzja pomogła obu stronom, prawda?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)