adas wraca nowe adas wraca nowe
29
BLOG

Libicki agentem!

adas wraca nowe adas wraca nowe Polityka Obserwuj notkę 4

Może przyzwoitość nakazywałaby opatrzenie tytułu pytajnikiem. Ale dlaczego miałbym się powstrzymywać? Bo istnieje domniemanie niewinności? W sumie warto zacytować cały tekst z Dziennika:

Miał pomagać bezpiece w akcji przeciwko zachodnim dyplomatom. I choć europoseł PiS Marcin Libicki temu zaprzecza, to IPN twierdzi, że o jego współpracy z SB świadczą ujawnione właśnie akta sprawy o kryptonimie "Odra". "Sprawdzamy prawdziwość oświadczenia lustracyjnego pana posła" - mówi prokurator Anna Kraśnicka Wilczyńska z poznańskiego IPN. A to oznacza, że wkrótce ze swej przeszłości, Libicki będzie musiał się tłumaczyć przed sądem.

Co prawda, IPN może sprawę Libickiego umorzyć, ale wszystko wskazuje na to, że europosła czeka proces lustracyjny przed sądem. Bo, w październiku, Instytut znalazł w swoich zasobach akta sprawy o kryptonimie "Odra II", którą służby specjalne na początku lat 60. prowadziły przeciwko dyplomatom Wielkiej Brytanii i Kanady w Poznaniu. Dokumenty mają świadczyć o agenturalnej przeszłości. "Marcin Libicki jest imiennie wymieniony na liście kontaktów poufnych tej sprawy" - tłumaczy IPN. Instytut nie po raz pierwszy zarzuca Libickiemu agenturalną przeszłość. Dokumenty na temat ewentualnej współpracy z SB Marcina Libickiego, IPN opublikował 19 listopada 2007 roku. Libicki miał być w 1966 r. "operacyjnie wykorzystywany" przez wywiad PRL. W 1981 r. odnotowano, że wywiad wykorzystywał Libickiego "z uwagi na posiadane kontakty w Radiu Wolna Europa". W publikowanych katalogach zachowały się też informacje na temat opozycyjnej działalności Libickiego. Poseł komentując opublikowane wtedy dokumenty, stwierdził, że był zarejestrowany bez swojej wiedzy i zgody. Komentując najnowsze dokumenty w jego sprawie napisał w oświadczeniu dla prasy: "W czternastu tomach dotyczących wyżej wymienionej inwigilacji, które jak sądzę zawierają m.in. szczegółowe relacje agentów, nie ma żadnych innych śladów dotyczących mojej rzekomej działalności poza wymienieniem mojego nazwiska jako tzw. kontaktu poufnego" - pisze Libicki. "Jeszcze raz podkreślam, że nigdy nie zobowiązywałem się do współpracy, a w aktach IPN nie ma żadnego mojego podpisu - odmówiłem podpisania nawet tzw. lojalki" - podsumował swe oświadczenie europarlamentarzysta. Pierwsze primo To chyba pierwszy przypadek, gdy w lustracyjny mechanizm na styku IPN-politycy-media zostaje wciągnięta osoba tak dobitnie popierająca lustrację - wnioskuję po publicznych wypowiedziach Libickiego - i tak radykalna. Olbrzymie zaskoczenie.Drugie primo Tego typu artykułów w ostatnich - powiedzmy - trzech latach było multum. Jakieś 90 kilka procent odpowiadało prawdzie, to nawet ja - absolutnie nie fan IPN i lustracji poprzez "niezależnych badaczy" - przyznaję.Więc Libicki ma problem. Gigantyczny problem. Trzecie primo Nie tylko Libicki. Bo dla lobby prolustracyjnego - fajne zapożyczenie - lepiej by było, gdyby się okazało że Libicki współpracował czy że jest niewinny? Podobnie dwuznaczną sytuację mieliśmy przy okazji Zyty Gilowskiej.Czwarte primo Ciekawe kto pierwszy zakrzyknie, że w tym wypadku zbyt wcześnie wydano wyrok, a IPN nie jest niezależny? I poddawany naciskom. A w ogóle takie artykuły, i to jeszcze w prasie niemieckiej, to DZIKA LUSTRACJA! 
Brak podpisu najlepszym dowodem... a rejestracja bez wiedzy najlepszą obroną...

wzmacniam lewą nogę tylko czego? -- Trzeba patrzeć PO na ręce. Uff, jak dobrze... żeby jeszcze było na co... (już jest! ale nie w sensie pozytywnym, oj nie) -- Aha, blogi polecane, to te do których (aktualnie) chcę mieć szybki dostęp. Często kompletnie obce mi ideowo i nie tylko. Proszę ich nie łączyć z moją pisaniną! Autorzy mi się poobrażają.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka