Naprawdę zdziwiło mnie to. W wywiadzie Joanny Lichockiej z Jarosławem Kaczyńskim, Pan Prezes Wszystkich Prawdziwych Polaków stwierdził mniej więcej, że w wyborach PiS może wygrać, choćby wiosną 2011. Jak może to może, jednak jakim cudem wiosną?
Pamiętam. Każda ekipa zaczyna sprawować władzę z hasłem - kolejne wybory zrobimy na wiosnę, by w następnej kadencji było łatwiej z budżetem, ale to się nigdy nie zdarzyło. PO już dawno siedzi cicho w tej sprawie. Więc co ten Kaczyński bełkocze?
Ano - wyjątkowo - ma rację, a jam kretyn. Polska w drugiej połowie 2011 przewodzi Unii. Wybory to może mniejsza, ale zmiana rządów w trakcie rezydencji to już spora głupota. Zmarnowane minimum trzy miesiące.
Co na to Tusk? Też dla "Rzepy" stwierdził, że chciałby aby premier w 2011 odszedł dopiero pod koniec roku. Ponoć konstytucyjnie to niemożliwe, ale nawet jeśli jest (nie takie sprawy przepychano), to co to za głupie gry?
Rozumiem, że maestro Nowak - nawet jak Tusk będzie Preziem - ma już pewnie przygotowany plan jesiennej kampanii pod hasłem: Co pomyśli Europa? Głosujcie na Platformę! Tylko my możemy... z przebitkami z uśmiechniętym premierem Komorowskim na szczycie (oby jednak nie).
Nie może być zgody na przedłużanie kadencji. Nie w kraju demokratycznym nie zagrożonym klęską jakąkolwiek (a nawet wtedy można się zastanawiać czy wstrzymanie wyborów to najlepsze rozwiązanie). A tej to chyba Polsce nikt nie życzy?


Komentarze
Pokaż komentarze (4)