adas wraca nowe adas wraca nowe
33
BLOG

Kup Pan

adas wraca nowe adas wraca nowe Polityka Obserwuj notkę 0

Jak się robi kłopot z chlebem, a igrzyska to odległa przyszłość i w ogóle chciejstwo, to trzeba jakoś inaczej zabawiać opinię publiczną. Można na przykład posprzeczać się o dotacje z budżetu dla partii politycznych. Przez tydzień wszyscy będą się zarzekać, że trzeba coś zmienić, aż w końcu wszystko zostanie po staremu. A nie, przepraszam - zgodnie z zapisem ustawy stawki pewnie na ten rok wzrosną, a szefowie kolejnych partii będą robić szerokie oczy ze zdziwienia: tak jest zapisane w prawie! Nic nie możemy z tym zrobić...

Kłopot jest. To prawda. Jednak nie rozwiąże go nośny w czasach kryzysu populizm oszczędnościowy. Bo nie na tym polega podstawowy problem z finansowaniem z budżetu. Rzecz nie leży w zmniejszeniu puli (choć by taki zabieg nie zaszkodził, ale o tym jeszcze za chwilę) - umówmy się to nie są aż tak wielkie sumy. Gwóźdź  programu, a raczej do trumny, leży w zasadach ich przyznawania i - przede wszystkim - rozliczania.

Finansowanie z budżetu musi zostać. Ma wady, ale to lepsze rozwiązanie od sponsorów, działalności gospodarczej (PSL chyba tak się utrzymywał? wynajem?) czy bardzo nieciekawego pomysłu z odpisaniem z podatku. Ok, nie likwiduje zachowań korupcyjnych i innych cudów wyborczych, ale wprowadza jako taką przejrzystość. Gdyby jeszcze wszelkie przekroczenia limitów (chyba najprostszy sposób to organizowanie "pikników" z "gościnnym występem" Znanego Polityka, zupełnie przypadkowo w okresie wyborczym...) były naprawdę zagrożone sankcjami, a nie tylko wskazaniem palcem przez nieuświadomionego politycznie konkurenta... jak się nazywał ten poseł PO od billboardu w centrum za grosze? Dziwnym trafem PiS nie ciągnął tematu...

Należałoby obciąć limity na działalność "reklamową", wszystkie te billboardy i spoty. To nie może być tak, że 3/4 (a pewnie więcej) dotacji idzie na spoty przed "Faktami" i "Wiadomościami" albo kółka filmowe w których wyżywają się co bardziej artystycznie usposobieni posłowie. Gdzieś mi się obiło o uszy, że kilka procent dotacji ma służyć think tankom, i te pieniądze nie są wydawane. Wracają do budżetu. Od polityków, rozumiecie? Cuda nie z tej ziemi. Jeśli struktura wydatków ma pozostać bez zmian, to może rzeczywiście najlepiej by było drastycznie zmniejszyć dotację.

Naprawdę kluczowa jest jednak inna sprawa. Trzeba, po prostu trzeba, obniżyć próg finansowania z budżetu. Teraz wynosi 3%. Jakąś forsę powinny dostawać już listy, które zdobędą 1% w kraju. Przed wyborami można by premiować komitety, które zarejestrują się we wszystkich okręgach i też im dać kilkaset tysięcy. Ok, to pieniądze wyrzucone w błoto (jakieś Buble i promocje Gretkowskiej itp.), ale w tej chwili złamać dyktatu czterech partii nie da się. Ja rozumiem, że jednym z podstawowych mitów polskiej sceny politycznej jest potrzeba jej maksymalnej stabilizacji (aż dziw, że twierdzą tak z reguły ci sami ludzie, którzy na każdym innym polu walczą z korporacjami, oligarchią i oligopolami), ale to przegięcie w drugą stronę jest.

Zasada "niech się w takim razie finansują sami" także nie jest taka fajna jak się na pierwszy rzut oka wydaje. Premiuje największe partie i możnych (awanturników). Nie tak trudno sobie wyobrazić, że obok PiS i PO do sejmu w następnym rozdaniu wchodzą jedynie np. Ugrupowanie Finansowane przez Irlandczyka oraz Nowa Partia im. Janusza Palikota. Kup Pan cegłę. 20 kilo cegiełek...

wzmacniam lewą nogę tylko czego? -- Trzeba patrzeć PO na ręce. Uff, jak dobrze... żeby jeszcze było na co... (już jest! ale nie w sensie pozytywnym, oj nie) -- Aha, blogi polecane, to te do których (aktualnie) chcę mieć szybki dostęp. Często kompletnie obce mi ideowo i nie tylko. Proszę ich nie łączyć z moją pisaniną! Autorzy mi się poobrażają.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka