Jan Rokitazostał wczoraj wyprowadzony w kajdankach z samolotu na lotnisku w Monachium po awanturze z załogą. Informację o tym przekazał nam serwis Alert24.pl. Policja potwierdza.
(...)
Pan Jan chciał samowolnie umieścić swój i żony płaszcz w szafce w klasie biznes, a jechał - w ekonomicznej - opisuje pasażer. Jak mówi, stewardessa po chwili przeniosła płaszcze do klasy ekonomicznej. Jan Rokitazaczął się sprzeciwiać i kłócić. Stewardessa poszła więc do kapitana i powiedziała mu, że na pokładzie jest awanturujący się pasażer. Kapitan powiedział pasażerom, że w samolocie doszło do incydentu i że jedna osoba musi opuścić pokład. - Próbowano przekonać pana Jana, by dobrowolnie opuścił samolot. Niestety, pan Jan kurczowo trzymał się fotela - mówi Halny. Ok. 22.30 pojawili się panowie w zielonych mundurach - musndury takie w Niemczech nosi policja. Według świadka, skuli oni b. posła i wyprowadzili z samolotu.
Nic dziwnego, w Monachium mają przecież długie tradycje nie tylko katolickie, ale i, hmm, inne... A Pan Jan ma nauczkę, żeby nigdy nie latać wrażymi liniami. W narodowych, polskich, by nie było żądnego problemu. Czysta inteligencja Pana Jana starczyłaby do przekonania polskiej załogi, by go traktować jak innych pasażerów. Tych, którzy prawie byli premierami. I to ze trzy razy.
O ile jednak Pana Jana można traktować jako, ekskluzywną bo ekskluzywną, osobę prywatną, to takie potraktowanie płaszcza posła na Sejm RP jest skandaliczne. Żeby się nie płaszczyć?! Polskie służby dyplomatyczne powinny natychmiast zadziałać, nie bacząc na to, że obrażono przedstawiciela opozycji. Mam tylko nadzieję, ze protest nie ograniczy się do przyjmowania przedstawicieli strony niemieckiej przez marszałka Borusewicza w najbliższych dniach. W grę wchodzi honor. Nas wszystkich.
PS Kategoria to nie pomyłka. To będzie wydarzenia dnia.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)