Helmut Kohl się skończył przez tajne finansowanie własnej partii. Z tej perspektywy totalną błahostką, acz w Polsce szczególnie smaczną, są udane próby blokowania publikacji własnej teczki... Stasi, wywalczone przed sądem. François Mitterrand? Ha, po śmierci pojawiły się nie tylko nieślubne dzieci, ale także coraz mocniejsze dowody, że za jego prezydentury do perfekcji opanowano państwowe procedury... korupcyjne. Choćby na styku państwo-państwowe koncerny-partia-państwa "trzecie". O tym, że polityczną karierę zaczynał w zasadzie w strukturach rządu Vichy zamilczmy. Syna Margaret Thatcher kilka lat temu złapano na akcji rodem z Forsythe'a - organizował mały zamach stanu w którymś z krajów afrykańskich. Za rządów matki był młodym, rzutkim biznesmenem. Chyba nawet - o dziwo! - z sukcesami. O Ronaldzie Reaganie źli ludzie mówią, że za drugiej kadencji nie bardzo kontaktował. Tylko dlatego Iran-Contras zdarzyła się? Czy na niebotyczne kompetencje George'a Busha seniora absolutnie nie rzutuje kariera życiowa jego synów, zwłaszcza jednego?
To tylko te obrazki z cywilizowanego Zachodu, które do nas dotarły.
Się mogę założyć, że dla wielu ludzi u nas to i dzis są symbole. Niezależnie od politycznych preferencji czy nawet narodowych sympatii. Nie tylko miłe wspomnienia z czasów młodości, ale nadal wzorce politycznych liderów. Mężowie stanu. Postaci, które weszły do historii. Zasłużenie.
Ach, gdybyśmy to my mieli takich polityków! Zaraz skończyłyby się afery. Zapanowałaby przejrzystość, nepotyzm odszedłby do lamusa. W końcu mielibyśmy demokratyczne standardy, a moze nawet... WOLNY RYNEK! A nie namiastkę wolności, jaką dziś dysponujemy, głosując na tych samych ponurych facetów i sfatygowane, acz zliftingowane kobiety z ekranów telewizorów.
Tak naprawdę polską polityką rządzi zaledwie kilka uniwersalnych mitów. Jeden z nich całą winę za taką, a nie inną jakość naszej sceny partyjnej (oraz wszystkiego - biznes, media, sport, kultura - innego), zwala na nie tak dawną historię. Po prostu nie doczekaliśmy się odpowiednich procedur, które na Zachodzie wypracowywano przez pokolenia. I zanim te nasze tłuki się nauczą, czeka nas też Zachód, ale Dziki. Trzeba przeczekać, aż ludzie skażeni PRL-em wymrą śmiercią naturalną. Swoistą wariacją tego myślenia była idea IV RP. Tutaj udało się całą odpowiedzialność za taki stan rzeczy przerzucić na mitycznych komuchów. Co złego to nie my (solidaruchy), a oni... Dla porządku - myśl na salony wprowadziła PO, do perfekcji rozwinął PiS. Opłaciło się.
Do czego zmierzam? Ano do tego, że Pawlaki i Misiaki to nie wyjątki na mapie świata, a po prostu koszta wpisane w cenę sprawowania władzy. Także demokratycznej. A może zwłaszcza? Od Syberii po zachodnie wybrzeże USA. Na każdym szczeblu, od poziomu dzielnicy czy wsi, wokół człowieka obdarzonego władzą pojawia się klientela. W tzw. krajach cywilizowanych mechanizm ten jest po prostu ładniej schowany. Za 20 lat u nas też tak będzie.
Konkubina Pawlaka nie będzie obsługiwać strażaków, a stoczniowców. Za to firma senatora Misiaka stanie się znaczącą siłą na rynku specjalistycznych wozów gaszących. Takich ładnych, czerwonych. Może nawet z drabiną?


Komentarze
Pokaż komentarze (3)