Pewnie powiem rzecz niepopularną: niby heroiczny czyn Ewy Milewicz to szopka, ale bez większego znaczenia. Najbardziej podniecająca genetycznych przeciwników "GW", tych co to jej upadek ogłaszają raz w tygodniu przynajmniej od wiosny 2003 roku. Michnik umiera mniej więcej tak często jak kapitalizm w ZSRR. I w równie spektakularny sposób śmierć ta jest zatwierdzana na plenum par... no dobra...
Nie kupuję tłumaczeń w rodzaju: Gdy mnie odznaczał, to sądziłam, że reprezentuje Państwo Polskie i wznosi się ponad osobiste urazy, ale teraz wyszło szydło z worka, więc muszę oddać obywatelowi prezydentowi... Dziecinada i hipokryzja. Ostatni moment na podejmowanie decyzji w tym względzie, to chwila w którym główni zainteresowani dostają zawiadomienie o odznaczeniu. I ma to być ich osobista, prywatna sprawa, a nie pretekst do publicznych wystąpień. Potem, za przeproszeniem, morda w kubeł.
Trzeba sobie było odpuścić Pani Ewo. Albo w momencie odznaczania albo teraz. Pusty, niby emocjonalny a niestety wyrachowany, gest.
Kłopot polega na tym, że cała debata wokół IPN składa się w 90% z takich pozornie emocjonalnych, a tak naprawdę wyrachowanych zachowań. I nawet nie zawsze celem jest sam Instytut, czy szerzej - polityka historyczna. Obecna awantura wybuchła - oczywiście moim zdaniem - w sposób trochę niezamierzony. Tusk coś usłyszał o książce Zyzaka, jako że nie lubi Kaczyńskich, a Kaczyńscy Wałęsy, a że wróg naszego wroga jest przyjacielem, to palnął podwójne głupstwo. I lawina ruszyła. Ujawniając najgorsze cechy obu stron sporu, ale to temat na inną notkę.
Dzisiejsza impulsywność Ewy Milewicz przykryje choćby ciekawy tekst Friszkego w tejże "Wyborczej". Już sam, dowcipnie (no nie?) tendencyjny, tytuł (Jak hartował się radykalizm Kurtyki) powinien prowokować do dyskusji i polemik, a jakoś... Nie wiem, tekst zbyt długi, trudny, czy może jednak prawdziwy? Nawet biorąc poprawkę na fakt, że napisał go facet, który właśnie stracił wpływy w środowisku...
26
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (12)