(a) Mam dzisiaj urodziny.
(b) Kiedy na ekranie zaprzysięgał się Obama – właśnie, po półrocznym remoncie, zacząłem rozkładać nową wykładzinę. Change has come!
(c) Raz na jakiś czas mam przeczucie, że w 2009. roku przytrafią mi się jakieś przyjemne rzeczy. Jest to przeczucie egocentryczne i prywatne... a może ma związek z wczorajszym maratonem w BBC World? [Brytyjski korespondent na żywo z Waszyngtonu: „Jeżeli jest coś, co Amerykanie robią naprawdę dobrze, to są to parady”].
W związku z powyższym, w Internecie czytam głównie to, co najpierw zostało gdzieś wydrukowane. Innymi słowy: do blogów zaglądam sporadycznie, salonowych czy jakichkolwiek innych. Jeżeli coś się wydarza w „rodzimej blogosferze” (brzmi jak „domowe ognisko” – niby przytulnie, ale pachnie tragedią) – ja dowiaduję się o tym jako ostatni.
Ostatnio ostatni dowiaduję się o wszystkim – włącznie z tym, że portal Salonu – chyba w ramach lokalnego christmas (?) egg – podmieniono zupełnie na żywca. [spostrzeżenie sprzed dwóch tygodni]
„Kto ma wiedzieć o istnieniu bloga Barta czy mojego bloga, ten wie. Tamte dupki [ludzie przeglądający www.blogroku.pl – wypomina N.]i tak nie są w stanie nawiązać rozmowy na poziomie, bo po prostu za nami nie nadążają - robimy za dużo skrótów myślowych, za dużo nawiązań do książek, których oni nie przeczytali, do tekstów piosenek, których oni nie rozumieją itd.”.
A taki fajny był z niego herbatnik...



Komentarze
Pokaż komentarze (5)