Do 4 listopada do Sądu Najwyższego wpłynęło 157 protestów z czego 17 poza terminem, a 140 w terminie. Po rozpoznaniu 113 protestów, 82 pozostawiono bez dalszego biegu, 4 protesty uznano ale stwierdzono, że nie miały wpływu na wynik wyborów, 26 uznano za niezasadne, a w 1 przypadku umorzono postępowanie.
Ww. informacja zdaje się wskazywać, iż sędziowie Sądu Najwyższego, mimo ewidentnych nieprawidłowości wyborczych (więcej głosów w urnach niż formalnie wydano, nie dopuszczenie Nowej Prawicy do wyborów w ponad 20 okręgach, itd) postanowili faktycznie nie rozpatrywać zgłoszone protesty, a same wybory zostaną uznane za ważne.
Prawdopodobnie SN także zignoruje wnioski o złożenie zapytań prawnych do Trybunału Konstytucyjnego ws. niezgodności z konstytucją - przepisów Kodeksu Wyborczego ws. progów wyborczych oraz braku możliwości zaskarżenia decyzji PKW ws. odmowy rejestracji list wyborczych do Sądu.
Sposób rozpatrywanie protestów wyborczych świadczy, iż standardy w Polskim sądownictwie nie różnią się wiele od Rosji, Białorusi czy Ukrainy.
Sposób w jakim traktowane są protesty wyborcze, jedynie potwierdzają tezę iż należy obalić nie tylko ten rząd ale także obowiązujący patologiczny ustrój polityczno-sądowniczy.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)