25 obserwujących
235 notek
456k odsłon
2511 odsłon

Kto poniesie sztandar Polexitu?

Wykop Skomentuj156

Skoro rozpoczęliśmy na poważnie rozważać czasy Polexitu to warto poświęcić trochę miejsca na dywagacje o tym jakie siły polityczne mogą się tym zająć, albo raczej jakie powinny się tym zająć.

Najpierw sformułuję minimalne wymagania wobec takiego ugrupowania. Otóż powinni to być politycy mocno zakorzenienie w transatlantyckiej współpracy, świadomi, że to NATO i obecność wojsk amerykańskich jest głównym gwarantem naszego bezpieczeństwa. Jakiekolwiek majstrowanie w naszej obecności w Unii przez siły kwestionujące pozycję wojsk amerykańskich jest nie tylko niebezpieczne dla naszego kraju, ale przede wszystkim skazuje te dążenia, do ewentualnego wyjścia z Unii, na zarzuty sowieckiej agentury. Jakkolwiek by się bronić przed takimi zarzutami pozostaną one w fazie intencjonalnej w pełnej zgodzie z sowieckimi planami. Tak więc przejęcie haseł Polexitu przez siły głoszące jakiś rodzaj symetryzmu w naszej polityce międzynarodowej miedzy Rosją a USA to tak naprawdę śmierć tej idei.

Zanim zrobimy krótką analizę tego z jakimi siłami politycznymi mamy do czynienia w Polsce, zdolnymi ponieść sztandar Polexitu, warto jeszcze chwilę poświęcić czas na polemikę z tymi opiniami, które głoszą, że to Bruksela, a w szczególności Niemcy chcą nas wypchnąć poza obszar Unii. Co dziwne opinie te są konstruowane z przesłaniem, że skoro rozwijamy się szybko, szybciej niż Niemcy, to za jakiś czas zaczniemy im zawadzać, a skoro Niemcy kalkulują wiele lat do przodu to umyśliły sobie wyrzucenie nas z Unii.

Nic bardziej mylnego. Niemcy są jak najbardziej zadowoleni, że szybko się rozwijamy, że nasz rynek popytowy rośnie, pomimo tego, że rosną płace i nasza pozycja poddostawcy ze względu na wzrost kosztów nieco się obniża. Z niezadowolonego niewolnika nie ma pracownika. A zdolność absorbcji np. nowych niemieckich samochodów, a jak nie nowych to używanych, też jest coraz wyższa. Niemieckie sieci sprzedażowe notują w Polsce coraz większe zyski, a rodzina Schwartz została obecnie najbogatszą niemiecką rodziną w znacznej mierze dzięki ich polskim sklepom pod marką Lidl i Kaufland.

Rozgrywka, która się teraz toczy dotyczy tego, że w Polsce pojawiły się siły działające  niezależnie od brukselskiego mainstreamu, niezależnie od niemieckich interesów. Dotychczas obserwowali budowę naszego gazoportu, potem ideę Międzymorza, potem zmagania Trumpa i próbę przesunięcia akcentu w polityce europejskiej z Niemiec na Polskę, aż w końcu powiedzieli basta! Amerykanie zastopowali planowane biznesy niemieckie stania się europejskim hubem dystrybuującym rosyjskie nośniki energetyczne. Ba, powiedzieli, że to Polska stanie się taki hubem. Uczynili to w dobrze rozumianym własnym interesie, jako że muszą upłynnić na rynkach swoje nadwyżki gazu, ale jednocześnie też w interesie tej części Europy, która leży w strefie zgniotu, którą będą starali się wzmocnić gospodarczo (1 mld na inwestycje w krajach Międzymorza, pewnie z zastrzeżeniem, że mają być skierowane na infrastrukturę przesyłową gazu z północy na południe) i wzmacniają militarnie.

Zbliżające się wybory w Ameryce okazały się dla Niemców czasem próby odzyskania inicjatywy. Tuż przed tymi wyborami urzędująca pani minister obrony złożyła na forum Bundestagu wiernopoddańczy gest wobec USA, uznając ich niekwestionowane prawo do hegemonii militarnej w Europie i zapowiadając, że jeżeli Amerykanie zechcą to Niemcy podejmą się roli strażnika interesów USA w regionie. Czyli rzecz ujmując prosto: my wam poprowadzimy interesy w Europie ale dajcie nam decydować jak to będzie wyglądało. Zwiększymy też nakłady na bezpieczeństwo we wschodniej flance NATO, w domyśle tak jak oczekujecie do 2% PKB, tylko pozostawcie nam decyzje jak to zorganizujemy np. możemy wybudować na naszym wybrzeżu gazoporty do odbioru waszego gazu. Jak ktoś nie wierzy to niech sobie wygoogla to przemówienie Annegret Kramp-Karrenbauer, kiedyś typowanej na następczynię Merkel.

Tak więc niemiecka prezydencja realizuje to co w niemieckiej polityce zamyślono. Poukładać się z Amerykanami Bidena, Macronowi wobec jego idei rozciągnięcia parasola atomowego nad Europą i budowy europejskich sił militarnych mówią sorry, bo za tą propozycję Macrona musieliby konsekwentnie zapłacić uwspólnotowieniem długu strefy euro, a Polskę przywołują do porządku ideą praworządności i nieustannym czołganiem na forum PE , żeby zohydzić obecne prawicowe rządy w naszym kraju.

Tyle co do Niemiec. Wracamy na krajowe podwórko. Jeśli się dobrze zastanowić nad niezbędnym warunkiem do noszenia sztandaru Polexitu to wychodzi, że najbardziej wydawałoby się predysponowana do tego Konfederacja nie nadaje się do tego. Warunku podstawowego nie spełniają. Jeśli podniosą ten sztandar to tylko go ośmieszą.

Co dalej? Po prawej stronie zostaje Kaczyński, Ziobro i Gowin. Ten ostatni z oczywistych względów też się do tego nie nadaje, niezależnie od tego, że pewnie nigdy by nie chciał tego sztandaru nosić. Mamy Kaczyńskiego, trzeba też obok niego postawić Morawieckiego, którego siła polityczna niewątpliwie pochodzi z woli Kaczyńskiego ale też dorobił się już całkiem niezłej samodzielnej pozycji wynikającej z sukcesów gospodarczych rządu pod jego kierownictwem. Oni obaj też się do tego nie nadają. Nie dlatego, że nie byliby w stanie ponieść tego sztandaru ale przede wszystkim dlatego, że nie powinni go nosić politycy aktualnie rządzący krajem.

Wracam do Polexitu, ma to być narzędzie w polskich rękach do wywierania nacisku na Brukselę, ma służyć temu, żeby urzędnicy brukselscy mieli "z tyłu głowy" przeświadczenie, że mamy ten wariant w zanadrzu. Tylko tyle i aż tyle. Jak go nie będziemy mieli to nas zjedzą.

Pozostaje Ziobro i jego Solidarna Polska. Wszystko do nich pasuje poza jednym, współrządzą Polską  a nie powinni być z rządzącymi utożsamiani.





Wykop Skomentuj156
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka