38 obserwujących
316 notek
621k odsłon
  3335   9

Białoruś - pisane z rana 2.08.2022 na ulicy Sowieckiej w Brześciu

Cztery dni temu.

Z kraju zmagającego się - mam nadzieję z sukcesem - z pułapką średniego dochodu, średniego zarobku i średniej marży wylądowałem w kraju niskiego dochodu i niskiej marży. Jestem w Mińsku. Przejście w tą stronę jest co najmniej przyjemne. Czujesz się dobrze, czujesz się zaopiekowany a dodatkowo portfel nie płacze po dobrych kolacjach z winem czy zakupach w markecie. W hotelu w czasie śniadania przy wrzątku i pięknym pudełku z torebkami herbaty czeka uśmiechnięta dziewczyna i pyta: "kakij czaj wam nużno?"

Przed tygodniem córka wróciła z Indianapolis gdzie mieszkała przez ponad miesiąc u średnio sytuowanej rodziny amerykańskiej. Prawie codziennie wychodzili na wieczorne posiłki. Przed restauracjami często były kolejki ale nie dlatego, że brakowało stolików, brakowało kelnerów do obsługi. Przeskok do krainy wysokiego dochodu i wysokiego zarobku bywa stresujący.

Ostatnio przekraczałem granicę z Białorusią w październiku ubiegłego roku. Wtedy obowiązywały wizy i strach przed podróżą. Na granicy byliśmy sami w jedynym samochodzie z Polski, ale odprawa i tak trwała długo bo Białorusini utrudniali wjazd niemiłosiernie. Dziś wiz nie ma, po trzech godzinach w Bobrownikach wjechaliśmy na część białoruską, po następnych dwóch po kontroli paszportowej ustawiliśmy się do celnej. Przed nami było pięć-sześć samochodów. Coś się zatkało, celnicy kręcili się obok nas jak muchy w smole, kolejka nie malała. Ktoś rzucił, że zawiesił się program. Dzieciaki  z pobliskich samochodów wrzeszczały i szukały jakiegoś ruchu. Było ciepło i wszystkie drzwi samochodów były otwarte. Ludzie potulnie tkwili obok wozów, celnicy co jakiś czas wychodzili ze swojej budki, ale nikt nie śmiał im zadać żadnego pytania. Godziny mijały i ta potworna zgoda na taką bezsilność narastała we mnie jak dobrze napompowany balon. Było blisko eksplozji, przynajmniej dziś mi się tak wydaje. W duty free znajdującym się nieopodal znalazłem półlitrowego Burbona za 9 euro w plastikowej butelce i korzystając z przywileju bycia pasażerem oddaliłem się duchowo. 

Białorusini żyją w zawieszeniu. Co odważniejsi wyjechali, mój księgowy najpierw do Turcji a potem do Wietnamu. Co tam robi nie wiem, nie chwali się, ja nie pytam,  nie zamierza wracać. Z pozostałymi w Mińsku menedżerami kontakt jest jak przez mgłę. Nie chcą nic planować bo uważają, że to nie ma sensu. Wkurzam się i pieklę choć w duchu przyznaję im rację. Opieprzam ich bo tak wypada i pewnie oni też tego oczekują po czym szybko zwijam manatki i pędzę do hotelu. Tam już butelka tyle, że szklana i nie w tamtej cenie znowu oddala mnie duchowo od ich i moich zmartwień.

Mam taki zwyczaj, że biorę w podróże na wschód jakiegoś audiobooka nawiązującego do wschodniej natury, tym razem wybrałem "Zbrodnię i karę". Zbrodnię przebrnąłem z wysiłkiem,  do kary już nie dojechałem, coraz trudniej mi próbować zrozumieć ich pokrętną naturę. Ta łatwość w usprawiedliwianiu przechodzenia od dobra do zła, ta współczująca postawa wobec słabości prowadzącej do występków, wreszcie to rozmycie, celowo prowadzone piórem Dostojewskiego, między wartościami jednoznacznie pojmowanymi przez nas jako absolutnie ludzkimi a tymi spoza, ze świata zwierzęcego. Wszystko to z maksymalną dozą empatii i zrozumienia. No chciałoby się walnąć pięścią w stół i powiedzieć: hola panie i panu podobni,  czy wiecie co to Katyń?, czy byliście w Auschwitz? albo Srebrenicy? czy nie widzieliście co zrobili wasi rodacy w Ołeniwce?

W Brześciu natknąłem się na 30 godzinne oczekiwanie na wjazd do Polski. Nie było wyjścia podkuliłem ogon i udałem się do hotelu, może jutro będzie znośniej. Spotkałem tu Wierę, Rosjankę z Moskwy a właściwie Polkę, bo skończyła u nas studia, mieszka w Polsce i jest szczęśliwą matką dwójki dzieci. Wróciła z Mińska gdzie spotkała się po raz pierwszy od trzech lat ze swoją siostrą, mieszkającą w Moskwie. Po zniesieniu wiz otworzyła się szansa na spotkanie. Wkrótce po serdecznym przywitaniu doszło do nieuchronnych nieporozumień, obie panie zarzuciły sobie, że żyją pod wpływem propagandy. W końcu to Putin jest rześkim bogiem a nie stetryczałym fajtłapą Bidenem. Minuty do odjazdu pociągu z Mińska do Moskwy dłużyły się niemiłosiernie. Wiera kocha swoją siostrę choć dziś to trudne.

Wiera pyta mnie co słucham, bo wcześniej widziała mnie ze słuchawkami w uszach. Słucham "Zbrodnię i karę", po prostu jak jadę na wschód to słucham podobne rzeczy. Po co? - pyta. Próbuję zrozumieć rosyjską naturę. Zapada długie milczenie, próbuję się z niego wyrwać: biez flaszki tego nie razbieriosz. Patrzy na mnie oschle; nie, to nie o to chodzi, jak nie czytasz po rosyjsku to nic nie zrozumiesz.

Teraz mi dopiekła, zbieram się w sobie by jej wygarnąć, zarzucić miałkość i nicość myśli  tych Dostojewskich, Tołstojów czy Sołżenicynów, tych piewców duszy rosyjskiej i narodu rosyjskiego. Trzeba by wam jakoś zdrowo dopieprzyć, przywalić z grubej rury byście się ogarnęli i zwrócili ku rzeczywistości. Nie chlejcie tyle tylko zajmijcie się własnym obejściem, miast bombardować innych bombardujcie własne głowy jak tu zagospodarować tą całą przestrzeń życiową, którą posiadacie, jej bogactwa, zasoby i tereny zanim Kitajcy dobiorą się wam do skóry.

Tak jej chciałem powiedzieć, ale było już późno a rano czekało nie lada wyzwanie. Dotarcie do Polski.











Lubię to! Skomentuj45 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka