Albatros ... z lotu ptaka
Droga do Prawdy nie zawsze jest kręta.
70 obserwujących
1486 notek
1282k odsłony
202 odsłony

"Gruźliczanka" w ŁODZI czyli HIT PRL na upały w mieście

Wykop Skomentuj1

Co tam Koronowirus zwyczajny a nie import z Chin COVID-19 wszak od lat 50 piliśmy publicznie dla zaspokojenie potrzeby wody w organiźmie (ca 60% masy ciała) "Muszyniankę" czy "Nałęczowiankę" wodę z saturatora czy przysłowiową "GRUŹLICZANKĘ"

(W ciele dorosłego mężczyzny znajduje się około 60% wody, w ciele dorosłej kobiety około 50–55%. Wiąże się to z tym, że w ciele kobiety większa jest procentowa zawartość tkanki tłuszczowej. Z wiekiem zawartość wody w organizmie maleje.)

ZATRZĘSIENIE pet-ÓW CZYLI BUTELEK BEZZWROTNYCH q!

BABA Z WARSZAWY I SATUARATOR PUBLICZNY

https://pl.wikipedia.org/wiki/Saturator

W Polsce saturator najczęściej kojarzony jest z „wózkiem” do produkcji wody sodowej (przez nasycanie wody dwutlenkiem węgla), popularnym elementem krajobrazu ulicznego w czasach PRL-u, obecnie zaliczanym do ówczesnego folkloru. Te „punkty handlu detalicznego” oferowały albo „czystą” wodę sodową, albo z domieszką syropu owocowego. Saturator z oprzyrządowaniem składał się z:

image

wózka na dwóch kołach motorowerowych, z aparatem do saturacji i szafką

butli ze sprężonym gazem (najczęściej dużej, przemysłowej)

słojów z dozownikiem na syrop owocowy (standardowo dwóch, na dwa gatunki syropu – zwykle malinowy i cytrynowy)

węży do podłączenia wody

kilku szklanek.

Dodatkowe wyposażenie takiego urządzenia mogły stanowić:

https://wiadomosci.onet.pl/ciekawostki/gruzliczanka-z-sokiem-czyli-czar-saturatorow/vsb8s

Gruźliczanka z sokiem, czyli czar saturatorów

Wodą z saturatorów handlowały najczęściej kobiety. I tak jak woda nazywana była „gruźliczanką” (bo nalewana do tych samych, lekko tylko przepłukanych szklanek), tak sprzedawczynie nazywane były niekiedy „kacarkami”. Wszystko dlatego, że panie nierzadko obsługiwały skacowanych klientów. Ale nie tylko.

Maszyna Aleksandra Wypycha pochodzi z 1974 roku i, jak zachwala mężczyzna, w 99 procentach składa się z oryginalnych, dziś już równo czterdziestoletnich elementów. Zanim trafiła w ręce pana Aleksandra, przez lata rdzewiała w czyjejś piwnicy. Teraz dostała drugie życie. Trzy lata jej szukałem – wspomina Aleksander Wypych. – Nie działała, bo zżerała ją rdza, do wymiany nadawały się też wszystkie uszczelki. Na szczęście była kompletna, nie było potrzeby wymieniać części. Te są oryginalne. Podobnie jak szklanki, w których podawana jest woda. Nowe są tylko uszczelki i kilka śrubek – wylicza Wypych. Ta maszyna to saturator SW 4. Wzorowany na radzieckiej produkcji, ale wykonany już w Polsce, w warszawskiej Spółdzielni Mechaników. Nasi konstruktorzy nie silili się na oryginalność. Do saturatorów dokręcili np. kurki od starych, żeliwnych kaloryferów.

- Są identyczne – podaje przykład Aleksander Wypych, który sam odrestaurował saturator i teraz jeździ z nim po całej Polsce. Ubrany w obowiązkowy biały fartuch i czapeczkę serwuje wodę z saturatora na plenerowych imprezach i firmowych eventach. Oczywiście, z obowiązkowych szklanych kubków. – Ostatnio byliśmy w Starachowicach. Ludzie chętnie wspominali dawne czasy, kiedy saturatory stały na ulicach i w zakładach pracy. Dziś to tylko jakaś atrakcja – mówi nasz rozmówca. Aleksander Wypych nie jest wyjątkiem, bo takich zapaleńców, którzy wzięli się za odrestaurowanie starych i zapomnianych już saturatorów, jest co najmniej kilku, m.in. w Łodzi i w Szczecinie. Zresztą wspominane z sentymentem saturatory coraz częściej pojawiają się we współczesnej przestrzeni, choć traktowane są z lekkim przymrużeniem oka, trochę jak folklor z czasów Polski Ludowej. Zupełnie inaczej niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu.

parasol przeciwsłoneczny

łańcuch z kłódką (zabezpieczenie przeciw kradzieży).

Do lat 1980 były one produkowane przez fabrykę DOMGOS z Rudy Śląskiej[1].

image

Istniały też saturatory stacjonarne, usytuowane w tak zwanych pijalniach wody sodowej – jednak w Polsce saturatorem najczęściej nazywany był opisany wyżej zestaw przewoźny. Oprócz mobilności cechą wyróżniającą te obiekty „gastronomiczne” były również szklanki wielorazowego użytku, płukane pobieżnie metodą natryskową, przez co serwowany przez sprzedawcę napój bywał czasem nazywany „gruźliczanką”. Kolejną charakterystyczną cechą wózków saturacyjnych było źródło pochodzenia wody: miejska sieć wodociągowa (niekiedy hydranty przeciwpożarowe). Ten „punkt sprzedaży detalicznej” obsługiwany był przez pojedynczą osobę, pracownika przedsiębiorstwa będącego właścicielem urządzenia lub przez jego dzierżawcę (pracującego na własny rachunek).

Mimo że w okresie PRL dostępne były różne rodzaje wód mineralnych i innych napojów chłodzących (oranżada), a już od lat siedemdziesiątych na rynku polskim pojawiła się Coca-Cola i Pepsi-Cola, to jednak z powodu ilościowych braków tych napojów w sklepach praktycznie do czasów przełomu gospodarczego w 1990 roku można było jeszcze spotkać liczne wózki z wodą sodową.

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura