To nie tylko wrażenie, to dowody.
OBY SŁUŻYĆ W DOBREJ SPRAWIE PANIE PREMIERZE
D.T. i J.K.
błedem jest przeceniać Rosję a i Jej nie doceniać !
Trzeba się układać. Inaczej żaden pociąg nie dojedzie na groby do Katynia, Charkowa i Miednoje.
Trochę tych krzeselek było za mało.
anatomy of fall - documentary about Smolensk crash investigation
On April 10,2010 a military plane crash ended lives of many notable Polish politicians, statesmen, and leaders. The victims included the President of Poland, military officials, clergy members, and an American citizen.
This movie aims to explain the questions that were left unanswered by the official Russian MAK commission, and its Polish equivalent Millers's Commission.
I do not own any of the materials listed. Any inappropriate comments will be removed, if needed. Please refer to the links below:
http://solidarni2010.pl/15584-smolens...
http://prawdaczypravda.blogspot.com/
Katastrofa w Smoleńsku, czyli zamach na zlecenie. Wywiad z Grzegorzem Braunem.
Dedykacje dla:
1) wszystkich obrzucających błotem ofiary zamachu i ich rodziny
2) "prezydenta" RP Bronisława Komorowskiego
>>>
JAK BYŁO W NASZEJ HISTORII przecenianie przyjaźnie z Wielką Brytania i Francją w roku 1939. Historia Krystyny Skarbek czy ma się powtórzyć?.
5 LAT PO SMOLEŃSKU - REPORTAŻ KAROLINY TOMASZEWICZ
Znakomity film Telewizji Polskiej TV1 pokazujący wiele ciekawych zdarzeń związanych z katastrofą w Smoleńsku. Więcej informacji j: ...
>>>
Ziemiaństwo polskie jako ludzie wolni i niezależni zostali totalnie spacyfikowani.
Zabrano im nie tylko dobra doczesne ale i życie.
KRYSTYNA SKARBEK
'Smoleńsk'. Chaos, niechlujność, drewniana gra - recenzje dalekie od entuzjazmu. Także na prawicy
Na „regularne” recenzje „Smoleńska” musimy poczekać do weekendu, kiedy film Antoniego Krauzego wejdzie do kin. Dystrybutor nie zdecydował się bowiem na zwyczajowy pokaz prasowy.
Film przed poniedziałkową uroczystą premierą w Teatrze Wielkim w Warszawie mieli okazję zobaczyć tylko niektórzy publicyści mediów kontrolowanych przez obóz rządzący albo rząd popierających. Dziennikarze nie mieli także wstępu na samą premierę, choć kilkorgu udało się jednak dostać na seans.
"Podczas tworzenia obrazu zapoznał się ze zdarzeniami i opiniami"
Pierwsze recenzje „Smoleńska” wydrukowały w poniedziałek prawicowe tygodniki.
Piotr Zaremba we „wSieci” niemal jednoznacznie film wychwala. Podoba mu się zarówno jego „przejrzystość, prostota”, jak i wydźwięk – „przypomnienie całej masy kłamstw, półprawd i manipulacji, jakimi zalano nas od 10 kwietnia 2010 r.”, oraz dodaje: "W atmosferze, którą wspominam dziś jak koszmar, ludzie dobrej woli skrzyknęli się, aby nakręcić film po prostu przyzwoity”.
Wicenaczelny „wSieci” nie ma też zastrzeżeń wobec sposobu, w jaki Krauze pokazał samą katastrofę (w filmie tupolew zostaje rozerwany przez dwa wybuchy). Reżyser, jak podkreśla Zaremba, „sam dochodził do takiego finału, zapoznając się podczas tworzenia obrazu ze zdarzeniami i opiniami”. Wersja katastrofy u Krauzego jest „z grubsza rzecz biorąc, zgodna z twierdzeniami wielu naukowców współpracujących z zespołem Antoniego Macierewicza”.
Sam mam wątpliwości wobec pary [tak w oryginale] szczegółowych domniemań czy hipotez autorów scenariusza, ale (...) równie spójnego i przekonującego wywodu nikt inny nie dokonał. Jeśli wszystkie wersje smoleńskiej tragedii wydają mi się pęknięte lub niepełne, to akurat ta Krauzego jest stosunkowo najbardziej kompletna
Piotr Zaremba z jednej strony pisze, że brakuje mu w filmie „czytelnych symboli”, „efektownych zwrotów akcji”, pełnokrwistych bohaterów, że Krauze „być może poczuł się zbyt skrępowany, gdy trzeba było opowiadać o autentycznych postaciach zaledwie kilka lat po zdarzeniach”, choć na Zachodzie potrafią to robić efektownie (seriale „American Crime Story: Sprawa O.J. Simpsona”, „Królowa”). Z drugiej uważa jednak, że „powstał film zgodny z wielką tradycją światowego kina. Zaglądającego za kulisy wielkiej polityki, ale też upominającego się o pamięć”.
Rzeczywistość, ale fabularyzowana
"Smoleńsk - rekonstrukcja" - taki tytuł nosi tekst Cezarego Gmyza (czy Cezarego „Trotyla” Gmyza, jak sam tytułuje się na Twitterze) z poniedziałkowego „Do Rzeczy”. "Najnowszy film Antoniego Krauzego to dzieło bez wątpienia odważne" - pisze, choć nie wyjaśnia, dlaczego tak uważa.
Gmyzowi podoba się wprowadzenie do filmu postaci granej przez Jerzego Zelnika. Tajemniczy Dyplomata, uosobienie ciemnych sił dążących do ukrycia rzekomej prawdy o katastrofie to, zdaniem Gmyza, "pewnego rodzaju złowroga klamra konstruująca warstwę spiskową smoleńskiej tragedii. (...) 'spisek' nie jest w tym przypadku słowem pałką z wokabularza 'Gazety Wyborczej', lecz opisem rzeczywistości, choć w tym przypadku fabularyzowanej" - wywodzi.
Gmyz ubolewa, że Zelnik, Redbad Klijnstra odtwarzający rolę innego czarnego charakteru - szefa prywatnej telewizji czy Lech Łotocki (Lech Kaczyński) tak krótko goszczą na ekranie. Ma też problem z główną bohaterką graną przez Beatę Fido, która wzorowana jest na "o wiele bardziej wyrazistszych" dziennikarkach - Anicie Gargas, Joannie Lichockiej czy Marii Dłużewskiej.
Publicysta ma też „złą wiadomość" dla tych, którzy w recenzjach scenariusza zwracali uwagę na finałową scenę "Smoleńska".
Scena, w której oficerowie pomordowani strzałem w tył głowy w Katyniu spotykają się z ofiarami smoleńskiej tragedii, nie jest kiczowata. Jest wzruszająca.
"Człowiek z marmuru" to to nie jest
Znacznie więcej zastrzeżeń do "Smoleńska" zgłasza, także w "Do Rzeczy",Andrzej Horubała; jego zdaniem film "chciał chyba spełnić zbyt wiele oczekiwań i postulatów". Zdaniem Horubały twórcy byli blisko znalezienia pomysłu na opowiedzenie o katastrofie, ale zmarnowali szansę na "wielkość". Powinni bowiem skupić się na historii wyzwalania się z "kłamstwa" [cudzysłów - red.] dziennikarki Niny i pokazać sprawę smoleńską z jej perspektywy. Stało się jednak inaczej:
Stąd (...) Lech Łotocki i Ewa Dałkowska w rolach prezydenckiej pary, stąd dość drętwe rozmowy załogi i eleganckie kadry prezentujące przystojnych pilotów Tu-154M. Z punktu widzenia fabuły te pracochłonne zabiegi, obarczone ryzykiem śmieszności, wcale nie były konieczne (...)
Także Horubała zwraca uwagę na mało wyrazistą rolę Beaty Fido ("na pewno nie jest to Janda z 'Człowieka z marmuru'") i nie jest to tylko problem jej warsztatu aktorskiego - "Krauzemu nie udaje się zrobić z Niny pełnowymiarowej bohaterki", jej życie emocjonalne, rodzinne, seksualne pozostaje "zaledwie naszkicowane".
Pisarz i doświadczony człowiek telewizji w jednym punktuje dalej: *film jest mocno spóźniony; *"nie pokazuje mechanizmów - czy to wewnętrznych, czy międzynarodowych - które zaowocowały kwietniem 2010 r."; *apologia NATO i Stanów Zjednoczonych jest nietrafiona. Wreszcie:
Niedowłady polskiego państwa, otwarta nienawiść między prezydentem a premierem, sojusz mediów z rządzącymi - to wszystko znika z pola widzenia, twórcy filmu wolą, by całe zło ucieleśniali ruski agent, telewizyjny karierowicz i bawiący na nartach w Dolomitach Tusk.
Zdaniem Horubały "Smoleńsk" jest jednak "miejscami solidną robotą filmową" i "pokazuje, że można w sposób niekarykaturalny odgrywać polityczne zdarzenia".
Azjaci na Wawelu
"Znaczące artystyczne potknięcia" twórców "Smoleńska" zauważa też Łukasz Adamski w portalu wPolityce.pl . Oprócz zastrzeżeń do "nierównego poziomu" prezentowanego przez Beatę Fido (co ma wynikać z "chaotycznej konstrukcji roli") Adamski wylicza też "niechlujstwa", od poważniejszych, scenariuszowych i realizacyjnych, po całkiem drobne, jak to, że statystami, którzy protestują przeciw pochówkowi Kaczyńskich na Wawelu, są Azjaci.
Wydźwięk jego recenzji dobrze zapowiada dość asekurancki tytuł: "Był potencjał na polskiego 'JFK'. Film broni się na wielu płaszczyznach".
Oglądając film Krauzego, wciąż miałem zresztą przed oczami jednoznaczny w wymowie i publicystyczny obraz Stone’a. Krauze zrobił równie drobiazgowo i klarownie budujący teorie spiskowe film, choć oczywiście nie można obu filmów artystycznie ze sobą zestawiać. Krauze nie był wcale tak daleki, by zrobić równie spełniony film. Przy większym budżecie 'Smoleńsk' byłby krytykowany przez niektóre media wyłącznie za wymowę polityczną.
Adamski zaznacza, że nie jest zwolennikiem tezy o zamachu. Przemawia jednak do niego "artystyczna wizja tego zdarzenia [pokazana w 'Smoleńsku']. Zupełnie jak w 'JFK' Stone’a, którego wizji przyczyn śmierci prezydenta USA nie podziela".
Nierówny, ale wierny faktom
W podobnym tonie utrzymana jest recenzja Grzegorza Wierzchołowskiego(filmoznawcy i autora książki "Musieli zginąć" o katastrofie) na Niezalezna.pl. "Smoleńsk to "film nierówny, chropowaty, momentami pozbawiony dramaturgicznego oddechu, ale jako całość zdecydowanie się broni".
Wśród "ułomności" Wierzchołowski wylicza rolę Fido, drętwe dialogi, nierówne tempo, sceny bezsensowne, niepotrzebne albo źle zrealizowane. Ale zaznacza, że Krauze pozostał wierny faktom.
Autentyczne są dialogi pilotów i obraz rosyjskich dezinformacji. Na kimś, kto podejdzie do filmu bez uprzedzeń, nagromadzenie faktów na temat medialnych manipulacji, tajemniczych śmierci i naukowych ustaleń ws. katastrofy powinno zrobić wrażenie.
A poza mediami prawicowymi?
"Smoleńsk" udało się też obejrzeć kilkorgu innym dziennikarzom. Oceny są druzgocące.
Katarzyna Janowska, szefowa działu kulturalnego Onetu , powiedziała po premierze:
Co do wymowy można dyskutować i się spierać, jeśli film niesie emocje i prawdziwy ładunek artystycznych przeżyć. A tego w tym filmie zabrakło. Jeśli miałabym oceniać pod kątem artystycznym, to na sześć możliwych gwiazdek nie dałabym żadnej.
Była szefowa TVP Kultura zauważa, że wbrew intencjom Antoniego Krauzego, który nie chciał zrobić filmu politycznego, "Smoleńsk" będzie interpretowany właśnie pod kątem politycznym. Dla zwolenników tezy o zamachu będzie jego fabularyzowanym potwierdzeniem. A przeciwników będzie odpychał wyraźnym wskazywaniem rzekomych winnych rzekomego zamachu.
Wiktoria Beczek z Gazety.pl wylicza natomiast pięć powodów, dla których "Smoleńsk" to "najgorszy film, jaki miała okazję widzieć w kinie". To:
- Narzucenie tezy o zamachu od samego początku.
- Chaos: "Tajemnicze postacie rzucają urwane zdania, a niektóre sceny (...) pojawiają się zupełnie 'od czapy'".
- Łopatologiczny podział na dobrych (Kaczyńscy, ludzie spod krzyża na Krakowskim Przedmieściu) i złych (Rosjanie, dziennikarze mainstreamu).
- Fatalna gra aktorska.
- Finałowa scena spotkania duchów smoleńskim z katyńskimi.
Przypomnijmy na koniec, że na łamach "Wyborczej" "Smoleńsk" zrecenzowałRoman Pawłowski.
W innych okolicznościach politycznych ten film można by odczytać jako fantazję na temat polskiej, szalonej mitologii romantycznej, która uruchamia się w momentach, kiedy rzeczywistość przekracza nasze wyobrażenia. (...) Artysta ma prawo do własnej interpretacji, a nawet fantazji na temat wydarzeń historycznych. Kiedy jednak fantazje stają się narzędziem polityki, kiedy zmyślenie podaje się jako niepodważalną prawdę, kończy się sztuka, a zaczyna propaganda
Przeczytaj całą recenzję Romana Pawłowskiego .
Joanna Racewicz po premierze "Smoleńska": Skąd pomysł uśmiechów na ściance?!
"Pozowanie i uśmiechy na ściance z napisem: 'Smoleńsk'? Zacytuję Poetę: 'wszystko jest kwestią smaku'. A ja dodam: i przyzwoitości" - napisała na Twitterze Racewicz.
Chwilę później dodała zdjęcie aktorki Anny Lucińskiej, która uśmiechnięta pozuje do zdjęć na tle ścianki, z komentarzem: "Takie i sto innych z premiery. Skąd odwaga, żeby stanąć na ściance z napisem 'Smoleńsk' i uśmiechać się promiennie?".
Pod wpisem rozgorzała dyskusja. "To ciągły lans PiS na grobach katastrofy lotniczej", "Nie widzę problemu. Przecież to tylko film. Filmy robi się dla rozrywki" - spierają się ze sobą internauci. "Brak wyobraźni, wrażliwości i myślenia" - konkluduje Racewicz.
Niektórzy zwracają uwagę, że oburzać powinno przede wszystkim to, że część rodzin ofiar katastrofy nie została zaproszona na premierę. Między innymi Paweł Deresz, mąż Jolanty Szymanek-Deresz, Barbara Nowacka, córka Izabeli Jarugi-Nowackiej, oraz Małgorzata Szmajdzińska, żona Jerzego Szmajdzińskiego.
- Brak zaproszeń dla części rodzin to polityczna decyzja. Tak jak i film, który jest polityczny. To film propagandowy z tezą, którą formułuje PiS, tezą bez jakichkolwiek podstaw - komentowała Barbara Nowacka.
Takie i sto innych z premiery. Skąd odwaga, żeby stanąć na ściance z napisem "Smoleńsk" i uśmiechać się promiennie?twitter.com/majewskimichal…
Przypomina to wojnę pozycyjną miedzy Rosją Carską (wówczas) a Cesarstwem Niemieckim (także i wtedy).
Tusk: Prawda o Smoleńsku bez wojny z Rosją
ROK 1915 BITWA NA RAWKĄ

Kalendarz Brahiłowski : na ... rok : ilustrowany kalendarz dla wsi i miast / ułożył i wydał Feliks Sznarbachowski
- Tytuł:
Tytuł odmienny:
Współtwórca:
Temat:
Opis:
- Opis na podst. nr: na 1915 rok ; Rocz. ; Jedyny znany nr: na 1915 rok ; Daty wyd. niepewne. Na okł. i s. tyt. inf.: wydawnictwa kalendarza rok trzeci
w kopcach zostało "zakopcowanych" 70 tysięcy chłopa z naboru, byli to chłopacy ze Śląska, Wielkopolski ale i Mazowsze oraz Podlasia.
Obie strony brały REKRUTA z siły żywej NARODU POLSKIEGO.


http://www.sbc.org.pl/dlibra/doccontent?id=83499
Bracia Towarzysze! Warszawa, rok 1915. Polska Partja Socjalistyczna ...
Bracia Towarzysze! Warszawa, rok 1915. Polska Partja Socjalistyczna. Związek Chłopski. Title: Bracia Towarzysze! Warszawa, rok 1915. Polska Partja ...


Jeszcze wtedy wszystko było jasne: KTO WRÓG, KTO PRZYJACIEL
TERAZ BEZ WÓDKI NIE RAZBIRIOSZ,
LUB INNĄ METODĄ RZUĆ MONETĘ, LUB WRZUĆ MONETĘ.
A JEDNORĘKI BANDYTA WYPLUJE CZĘŚĆ TWOJEJ KASY LUB PUŚCI CIĘ Z TORBAMI.
Jednoręki bandyta – Wikipedia, wolna encyklopedia
Jednoręki bandyta (inaczej: maszyna wrzutowa) – maszyna hazardowa dobierająca losowe konfiguracje różnych symboli (najczęściej są to owoce). Wygrana ...


Chyba, że jak wyżej i państwo wygrzebie się z ponad bilionowego DŁUGU.
ŚWIATYNIA PRAWDY SEJM
Tusk: Prawda o Smoleńsku bez wojny z Rosją
http://wyborcza.pl/1,76842,8973371,Tusk__Prawda_o_Smolensku_bez_wojny_z_Rosja.html
cbdo.
http://wyborcza.pl/1,76842,8974365,Kaczynski__Zadna_wojna_nam_nie_grozi__Rosja_slabnacym.html
Kaczyński: Żadna wojna nam nie grozi, Rosja słabnącym państwem
http://newsbook.pl/2016/05/30/dziewczyna-spod-sochaczewa-byla-pierwowzorem-bonda/
Dziewczyna spod Sochaczewa była pierwowzorem Bonda
Ian Fleming zafascynowany jej losami, w nich znalazł inspirację do stworzenia agenta 007. Historia Krystyny Skarbek pięknej Polki, która w czasie II wojny światowej pracowała dla brytyjskiego wywiadu jest w Sochaczewie praktycznie nieznana. Ponoć zginęła, bo znała tajemnicę śmierci gen. Władysława Sikorskiego, zamierzała go nawet ostrzec. Mało kto wie, że „ulubiona agentka Churchilla” urodziła się w Młodzieszynie.
Barwne życie Krystyny Skarbek będzie wkrótce tematem holywoodzkiego filmu „Christine: War My Love” (Krystyna: wojna to moja miłość) w reżyserii Agnieszki Holland. W postać agentki ma wcielić się Kate Winslet, zdobywczyni Oscara. Inną kandydatką jest francuska aktorka Eva Green, która otrzymała nagrodę Bafty za rolę Vesper Lynd w filmie „Casino Royale” według książki Iana Fleminga pod tym samym tytułem. Filmowa Vesper Lynd, to nie kto inny, jak Krystyna Skarbek, z którą autor przygód Jamesa Bonda miał roczny romans. To niezwykłe losy pięknej Polki były inspiracją do powstania postaci Jamesa Bonda.
Piękność z Młodzieszyna
Krystyna Skarbek urodziła się w Młodzieszynie, koło Sochaczewa w 1915 roku (niektóre źródła błędnie podają 1908 rok i Warszawę, jako miejsce urodzenia). Ukochana i rozpieszczona córka magnata, Krystyna, dojrzewała w majątku swego ojca pod Piotrkowem, „jeździła na szlachetnych koniach, zimą zaś na nartach w Karpatach, zdobyła też nagrodę na zimowym konkursie piękności”. Jej rodzicami byli Jerzy Skarbek, polski hrabia oraz Stefania z domu Golfeder, córka zasymilowanego żydowskiego bankiera. Małżeństwem tym hrabia Skarbek chciał ratować się przed problemami finansowymi. Był po prostu bankrutem. Żydowskie korzenie były przez lata dla Krystyny tematem wstydliwym. Tak pisze na ten temat we „Wspomnieniach Polskich” Witold Gombrowicz: „Szlachta, arystokracja, łączyła się z Żydami, aby pozłocić swoje korony, ale nigdy te związki nie przestały zawstydzać, nigdy owe nieszczęsne istoty zrodzone z tych mariażów nie zostały zalegalizowane na terenie salonów. Po prostu – udawało się, że się o niczym nie wie, dobre wychowanie nakazywało wystrzegać się w towarzystwie takiej istoty najlżejszej aluzji do Żydów, nie mówiło się o tym jak o szubienicy w domu powieszonego… Krysia Skarbek, śliczna panna, której bohaterska rola podczas wojny jest znana, tragicznie zmarła przed paru laty w Londynie, należała do tej właśnie kategorii tragicznych mieszańców. Ojciec hrabia, matka Goldfederówna… Unikano przy niej tematów żydowskich, ona sama, biedaczka, nigdy o tym nie mówiła, i jakoś długi czas to się udawało…”.
W przeciwieństwie do pochodzenia uroda Skarbek nigdy nie budziła żadnych wątpliwości. Gustaw Herling-Grudziński, gdy przy nim wspomniano o Krystynie Skarbek, na samo wspomnienie aż się rozpromieniał. Nic dziwnego, że gdy w 1930 roku piętnastoletnia Krysia wzięła udział w konkursie Miss Polonia, to została wicemiss Polski.
Temperament wykazywała od najmłodszych lat do tego stopnia, że siostry zakonne prowadzące w Szwajcarii szkołę dla „panienek z dobrego domu” odesłały ją, nie mogąc sobie poradzić z jej szokująca niezależnością, w tym czasie wyrażająca się „szokującym” zwyczajem wspinaczek na drzewa. Do Polski powróciła z biegłą znajomością francuskiego, posługując się tym językiem, niczym rodowita Francuzka.
W 1930 roku, po śmierci ojca, rodzina Skarbek przeniosła się z majątku w Trzepnicy pod Piotrkowem Trybunalskim do Warszawy. Tam młodziutka Krystyna, w 1933 poślubiła pabianickiego przemysłowca Karola Gettlicha; małżeństwo rozpadło się już po pół roku. W listopadzie 1938 wyszła za mąż po raz drugi, za podróżnika i pisarza powieści dla młodzieży, Jerzego Giżyckiego (1889-1970). W 1939 oboje przebywali w Kenii, gdzie Giżycki jako dyplomata miał pracować w stolicy Abisynii. Na wieść o wybuchu wojny niezwłocznie wyjechali do Francji, skąd już sama (w separacji z mężem) przedostała się do Anglii.
Ukochany szpieg Churchilla
Tu Skarbek przekonała brytyjski wywiad, aby ją zatrudnił. Pod przybranym nazwiskiem Christine Granville uczestniczyła w misjach specjalnych brytyjskiej organizacji SOE (Special Operations Executive) powołanej przez Winstona Churchilla w celu dywersji w krajach okupowanych przez Niemcy, m.in. we Francji. W technikach walki z użyciem broni przeszkolił ją Kim Philby, podwójny brytyjsko-sowiecki agent, który zbiegł do Moskwy w 1963 r.
W grudniu 1939 r. SOE wysłało ją do Budapesztu jako dziennikarkę. Pomagała tam polskim żołnierzom internowanym w ucieczce do tworzącej się we Francji armii. Współpracował z nią jej przyjaciel Andrzej Kowerski (1912-1988) – świetny kierowca i spadochroniarz, mimo że miał drewnianą nogę. Z Węgier, między innymi z kurierem Jerzym Marusarzem, wielokrotnie przechodziła przez Tatry do okupowanej Polski. Przekazała do Londynu doniesienia o koncentracji niemieckich czołgów, co umożliwiło Churchillowi ostrzeżenie Stalina przed inwazją Hitlera na ZSRR. Wiadomo, że w czerwcu 1940 Krystynie udało się odwiedzić w getcie, w Warszawie matkę. Jednak nie zdołała namówić jej do ucieczki z okupowanej Polski. Stefania Goldfeder – Skarbek zginęła w warszawskim getcie.
Po powrocie z jednego z wypadów do Polski w 1941 roku, została. aresztowana wraz z partnerem Andrzejem Kowerskim przez węgierską policję, która zamierzała ich wydać Gestapo. Podczas przesłuchania Skarbek umyślnie ugryzła się w język i kaszląc, pluła krwią. Niemcy sądzili, że jest chora na gruźlicę. Skarbek pamiętała, że pracując przed wojną w biurze Fiata, które mieściło się nad garażem, zatruła się spalinami, miała wyraźne zmiany w płucach. Dlatego węgierski lekarz, który zrobił jej na polecenie Niemców prześwietlenie, uznał, że Skarbek stoi nad grobem. Gestapo wypuściło ją i Kowerskiego. Z Węgier uciekła w bagażniku samochodu brytyjskiego dyplomaty Owena O’Malleya, który potem powiedział o niej, że „z dynamitem potrafi zrobić wszystko, z wyjątkiem połknięcia go”.
W 1944 roku została zrzucona na spadochronie do Francji, gdzie organizowała ruch oporu, jako Pauline Armand i uwolniła swego dowódcę, belgijskiego agenta Francois Cammaertsa z rąk Gestapo. Stało się to na kilka godzin przed planowaną egzekucją. Posłużyła się przy tym nieprawdopodobnym wręcz wybiegiem i niesłychaną brawurą, oświadczając niemieckiemu lokalnemu dowódcy Gestapo, że jest żoną Cammaertsa i siostrzenicą brytyjskiego generała Montgomery’ego. Obiecał, że za uwolnienie aresztowanych gwarantuje gestapowcowi życie po wkroczeniu aliantów. Mimo polskiego akcentu Skarbkówny Niemiec uwierzył w jej rodzinne koligacje, uwolnił pojmanych, a nawet dał pistolet i samochód, którym przejechali na drugą stronę frontu, do aliantów. Niebawem jednak mistyfikacja się wydała i Niemcy wyznaczyli wysoką nagrodę za jej wydanie – rozlepili plakaty z jej zdjęciem na stacjach kolejowych.
W końcu sierpnia 1944 roku, gdy w Warszawie trwało powstanie, Krystyna dotarła do Londynu. Wielokrotnie składała prośby o przerzut do Polski, ale zawsze spotykała się z odmową. Pod koniec roku, kiedy do Polski miała udać się brytyjska Misja Wojskowa, uzyskała wreszcie zezwolenie, ale w ostatniej chwili Churchill odwołał wszystkie loty do Polski.
Mimo, że Winston Churchill odznaczył ją jako swego „ukochanego szpiega”. Dostała m.in. Order Imperium Brytyjskiego i francuski Krzyż Wojenny, po wojnie Skarbek była pozostawiona przez Brytyjczyków samej sobie. „Christine miała więcej wstążek z odznaczeniami niż generał. Cechowała ją jakaś niezwykła magia, która odróżniała ją od innych osób (…). Jej osobowość wydzielała jakąś magnetyczną siłę. Jest bardzo ważne, by zachować jej pamięć (…), była żywym ucieleśnieniem odwagi” – napisał „The Guardian” o Krystynie Skarbek.
Agent 007 to ona
Przez niemal cały 1947 rok Krystyna była związana romansem z Ianem Flemingiem, twórcą postaci Jamesa Bonda. Związek ten trzymany był jednak przez nich w tajemnicy. Krystna była bowiem jednocześnie w związku także z Kowerskim.
Ci, którzy czytali lub oglądali „Casino Royale”, pamiętają zapewne postać bohaterki i partnerki James’a Bonda, w której on się zakochał. Vesper Lynd mówiła po francusku, jakby z Francji pochodziła, była odważna i znakomicie przygotowana do roli agentki. Podobno, ojciec Krystyny, hrabia Jerzy Skarbek, nadał swojej nowo narodzonej córce przezwisko Vesperale, „ponieważ przynosiła mu na myśl gwiazdę wieczorną”. „Casino Royale” (1953), z Vesperą Lynd to debiutancka powieści o agencie 007. Bez niej i dziewczyny spod Sochaczewa nie byłoby kolejnych losów Jamesa Bonada.
Skarbek ubierała się w skromne bluzki i spódnice. Rzadko się malowała. Była delikatna. Jednemu ze znajomych przypominała syjamskiego kota. Wywoływała duże emocje. W Budapeszcie dziennikarz Radzimiński, nieszczęśliwie w niej zakochany, postanowił popełnić samobójstwo – skoczył z mostu i połamał sobie nogi, gdyż Dunaj skuł lód. Brytyjskie władze wojskowe z Kairu wspominają w filmie dokumentalnym o Skarbek, że gdy wchodziła do ich biura, to nawet pułkownik, który świata nie widział poza dokumentami, zrywał się, aby ją adorować. Jeden z agentów, który znał ją z okresu wojennej współpracy, powiedział, że posiadała „wyjątkową kombinację żywego temperamentu, kokieterii, osobistego uroku i osobowości”. Mężczyźni nie potrafili się jej oprzeć. Ona sama miała trudności z dochowaniem im wierności. To właśnie powodzenie wśród płci przeciwnej doprowadziło do jej śmierci.
Krystyna mogła osiąść w Anglii, ale nie potrafiła żyć spokojnym życiem, ani pracować za biurkiem. W cywilu pracowała jako sprzątaczka, telefonistka i sprzedawczyni u Harrodsa. Potem zaciągnęła się jako stewardesa na statki turystyczne. W 1950 roku Krystyna przyjęła pracę stewardesy na pokładzie statku płynącego do Australii. Po jakimś czasie przeniosła się na linię do Płd. Afryki. Niektórzy twierdzą, że będąc stewardesą pełniła również rolę agentki wywiadu, zbierając informacje o nastrojach w szybko zmieniającym się świecie. Czy tak było, nie dowiemy się prawdopodobnie nigdy. Podczas rejsu do Australii przypadkowo poznała stewarda Muldowneya, prostego Irlandczyka, który zakochał się w niej bez wzajemności. Przez kilka miesięcy nachodził ją, śledził jej wszystkie ruchy, stawał się coraz bardziej chorobliwie zazdrosny i napastliwy. Kiedy 15 czerwca 1952 Krystyna po powrocie z rejsu z Cape Town miała wyjechać do Liege, żeby połączyć się z ukochanym Andrzejem Kowerskim, Muldowney dopadł ją wieczorem i w przypływie złości ugodził nożem w serce. Zmarła, zanim dojechała karetka pogotowia.
Tak opisał to wówczas magazyn „Life”: „Około północy w ubiegłą niedzielę kobieta zameldowana jako Christine Granville weszła do hoteliku „Shelbourne” w Kensington pod Londynem. Była to osoba szczupła, piękna, o czarnych włosach i jasnej cerze; miała 37 lat i pracowała ostatnio na parowcu pasażerskim na linii Anglia-Afryka Południowa. Pełna rezerwy, małomówna i niewątpliwie niezbyt zamożna, nosiła się, jakby owinięta w niewidoczny szal – w patrycjuszowską godność urodzonej arystokratki. Gdy dama wchodziła po schodach do swego pokoju zawołał na nią pewien mężczyzna. Było to spotkanie nie przewidywane przez Christine. Po paru minutach portier, usłyszawszy krzyk pani Granville: „Zabierzcie go stąd!” wpadł do pokoju wraz z dwoma innymi mężczyznami i razem obezwładnili człowieka, który rozmawiał z Christine. Był to Dennis Muldowney, członek załogi parowca, na którym zatrudniona była Christine. Ona sama leżała na podłodze w kałuży krwi, z nożem o drewnianej rączce, pogrążonym w piersi: zmarła w parę minut potem. Dochodzenie, wszczęte przez Scotland Yard odkryło niezwykłą przeszłość ofiary (…)”
Morderca przyznał się do winy i został powieszony w trzy miesiące później. Przed samą egzekucją powiedział: „Zabicie jest ostateczną formą posiadania”. Zdjęcie ciała Skarbek można zobaczyć w filmie dokumentalnym, jaki w 2003 r. nakręciła o niej Mieczysława Wazacz – angielska Polka. Ta niezwykła kobieta potrafiła walczyć z potęgą Hitlera, ale nie obronił się przed natrętnym żigolakiem.
Życie jak film
Według niektórych źródeł śmierć Skarbek nie była jedynie efektem zawiedzionych uczuć. Są jawne sugestie, które prowadzą do wniosku, że Skarbek znała fakty, które brytyjski wywiad chciał ukryć, Dlatego wykorzystano zakochanego Muldowneya, jako narzędzie zbrodni. Dlaczego „ulubienica Churchilla” nie dostała nigdy obywatelstwa brytyjskiego, chociaż o nie zabiegała? Być może była dla Anglików niewygodna?
Jeden z biografów Iana Fleminga upiera się, że twórca Jamesa Bonda, który sam też służył w wywiadzie, rozmawiał wielokrotnie ze Skarbek o kulisach lotu Rudolfa Hessa do Wielkiej Brytanii i śmierci generała Sikorskiego. Ponoć Krystyna miała lecieć do Algierii tym samym samolotem, którym poleciał generał Sikorski, została jednak ostrzeżona, że to może być niebezpieczne. Są tacy, którzy twierdzą, że Krystyna Skarbek wiedziała, kto planował zamach na generała Sikorskiego i z tego powodu została zamordowana, żeby tajemnicę zabrać ze sobą do grobu.
Krystynę Skarbek pochowano na katolickim cmentarzu w Kensal Green, w północno-zachodnim Londynie. W 1988 r. obok niej złożono prochy Kowerskiego.
Po jej śmierci rozgłos wokół Skarbek wyciszyli czterej jej współpracownicy – Cammaerts, John Roper, Patrick Howarth i Andrzej Kowerski, którzy przysięgli sobie, że do końca życia będą strzec jej dobrego imienia. Sprawiło, to że ukazywały się ocenzurowane wersje jej biografii.
Zapewne tak barwna szpiegowska przeszłością zakończona melodramatyczną śmiercią, to idealny materiał na scenariusz filmowy. Taki film przygotowuje właśnie Agnieszka Holland ma on kosztować 14 milionów dolarów. Niezależnie serial o losach Krystyny Skarbek przygotowuje TVP. Pojawiły się też 44 informację o mającym powstać w Kanadzie filmie na temat jej życia. Wymieniana przy tym była Liliana Komorowska, polska aktorka mieszkająca w Montrealu, odtwórczyni wielu ról m.in. Jewdohii w filmie „Austeria” Jerzego Kawalerowicza.
Odpryski losów Krystyny Skarbek znaleźć można w innych kinowych fabułach, np. w „Obfitości” (1985) Freda Schepisi, z Meryl Streep w roli angielskiej agentki, która nie umie sobie ułożyć życia po wojnie, czy w „Charlotte Gray” (2001) Gillian Armstrong, z Cate Blanchett, która jako brytyjski szpieg szuka w okupowanej Francji swego ukochanego lotnika.
Powstało także wiele książek i biografii Skarbek. W Polsce ukazały się „Miłośnica” Zofii Nurowskiej, „Krystyna. Ulubiona agentka Churchilla” Madeleine Masson oraz „Krystyna Skarbek Agentka o wielu twarzach” Jana Lareckiego.
Janusz Szostak





















Komentarze
Pokaż komentarze