AlexanderDegrejt AlexanderDegrejt
279
BLOG

Dylematy pana Janeczka

AlexanderDegrejt AlexanderDegrejt Polityka Obserwuj notkę 0

Wiatr dął w ulicę jak w fujarkę przepychając przez jej wąską przestrzeń całe zimno jakie przyniosła ze sobą spóźniona zima. Panu Janeczkowi wydawało się, że świat się skończył a lodowe piekło jakiego doświadczał to czyśćcowe męki zesłane nań za całokształt grzesznego żywota. I jeszcze ta szyba. Niby zwyczajna, szklana szyba jakich wiele w życiu widział. Tyle, że za tą konkretna szyba oddzielała go od raju, niedostępnego świata marzeń.

- Panie Janeczku! Co pan tak sterczysz na mrozie?

Głos starego Grzelaka, który z szuflą do odgarniania śniegu wyłonił się nie wiadomo skąd i nie wiadomo jak zabrzmiał jak armatni wystrzał. Pan Janeczek wzdrygnął się, złapał za serce i odwrócił z miną wskazującą co najmniej na wściekłość.

- Aleś mnie pan wystraszył! Że panu się tak chce znienacka wyskakiwać i porządnych ludzi napadać?!

- Jakie napadać? Stoję tak już dobre pięć minut, tylko pan bożego świata nie widzisz. Coś pan takiego za tą szybą wypatrzył, że stoisz, nie przymierzając, jak pomnik?

Pan Janeczek z godnością wzruszył ramionami i przez chwilę jeszcze milczał, nie mogąc wzroku oderwać od niedostępnej rzeczywistości.

- A bo widzisz pan, jak tak patrzę to jakbym wiadomości w telewizorze oglądał. Patrz pan, toż to cały sejm.

- Co pan gadasz?! Jaki sejm? Wóda sama stoi, suszy pana to zwidy masz!

-Jakie zwidy, panie! - obruszył się pan Janeczek. - O, ta gruba flaszka, tam. Co to na niej napisane stoi? Miód pitny? Toż Kalisz jak żywy! Pękaty, słodki i z czerwoną chorągiewką na łbie. Albo tamto, o, co to? To chude i mętne? Siwucha, taki bimber lepszy. Jak nic Pawlak. Też mętny prymityw tyle, że w garnitur ubrany. I szumienie we łbie mam zawsze, jak się odezwie.

- A wiesz, że masz pan rację? Cholercia... - stary Grzelak pokręcił głową – nigdy tak nie myślałem, wypić i z głowy. Ale żeby filozoficznie? Nigdy! O! Gin! To jak nic ten, jak mu tam, co cyrk z lekarzami narobił? O! Arłukowicz! Śmierdzi jak lekarstwo a na nic nie pomaga, tylko łeb boli potem! Albo whisky, drogie toto i jak perfumy francuskie smakuje. Minister finansów jak żywy! A to, co to to jest?

- Które?

- To tam, na tym kartonie. - Grzelak pokazał palcem. - Bo przeczytać nie poradzę.

- Te – tequilla! To z Meksyku. - pan Janeczek popisał się wiedzę.

- Premier jak nic. Meksyk, Peru to obok siebie jakoś leżą. W Ameryce. Żółta jak słoneczko. Albo tamto, to szampan jakiś? O! Dom Pierdą...

- Minister budownictwa...

- Jest taki?

Pan Janeczek wsunął rękę pod czapkę uszankę i podrapał się w głowę.

- Musowo jest. Ktoś te stadiony, autostrady i inne supermarkety buduje przecie, nie?

- No niby buduje... I myślisz pan, że one pierdą?

- Coś pan, z choinki się urwał? - Mina pana Janeczka przypominała psa, któremu przeszkodzono podczas stawiania garba - Pan myślisz, że to co oni budują to wieki przetrwa? Panie! Przecie to ma tylko do tego całego Euro wytrzymać! A, właśnie, euro! Jak pan myślisz, ta cała minister sportu to która? Kształtna babka, to może jakaś taka lepsza flaszka? O! Wino jakieś lepsze?

- Mescal. - wypalił stary Grzelak bez zastanowienia.

- Jaki mescal?! Czemu mescal? Co to jest?

- Taka gorzała z glizdą w środku. Pasuje. Ona Mucha, a to też robal jakby nie patrzeć. Jak ta glizda.

- No. Pasuje. Ale to jednak kobieta...

- A glizda to chłop?

- No nie chłop, prawda. A ten tam, Napoleon, to prezydent chyba, nie?

- Kaczyński prędzej. Też ledwo od ziemi odrośnięty i wszystkich wkoło wkur... wkurzył. A Żubrówka Cimoszewicz. Jak nic. Siedzi w tej swojej białej wieży...

- Białowieży chyba?

- Toż mówię. Siedzi z żubrami to pasuje. Mamy tam jeszcze kogo?

- Taki Miller jeszcze został...

- To czysta jak nic. Stary komuch niczego innego nie pije. Wiem, bo kiedyś cieciowałem w komitecie miejskim. - wspomnienie kombatanckich czasów wprawiło starego Grzelaka w nostalgiczny nastrój. - Młody byłem, głupi. A teraz wnuk mi wypomniał, że się partii wysługiwałem... Ech...

- Zomowcemś pan nie był, się pan głupim smarkaczem nie przejmuj. Takie czasy były. Może i komuna, ale żeśmy stać by przed szybą nie musieli tylko spokojnie sobie flaszke obalili.

- Ano co prawda to prawda... Ale wiesz pan co? Stoi u mnie jeszcze flaszka z Sylwestra, wypić z kim nie było to się ostała. Chodź pan, nie będziemy tu o suchym pysku marznąć...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka