Niedawny zgrzyt pomiędzy naszymi przedstawicielami z Wiejskiej: Grodzką i Dziedziczakiem uświadomił mi, że określenie płci w naszych dokumentach jest mało precyzyjne. Bo skąd legitymujący nas, na ten przykład, policjant ma wiedzieć, o jaką płeć chodzi? Czy genetyczną, czy społeczną, czy być może jeszcze inną? Ta nieprecyzyjność może być powodem wielu nieporozumień, czego poseł Dziedziczak osobiście doświadczył. Gdyby płeć posła(nki) Grodzkiej była precyzyjniej określona zainteresowane strony uniknęłyby problemów a społeczeństwo niesmaku.
Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Dawniej było łatwiej, sprawdzano po prostu tuż po urodzeniu co delikwent (delikwentka) nosi między udami i już, sprawa załatwiona. Ale dziś? Który z cudownie rozmnożonych rodzajów płci wybrać? Społeczną? Cóż, nie bardzo, można sobie przecież wyobrazić mężczyznę przebierającego się w sukienki i wykonującego kobiecy zawód. Może więc lepszym wyznacznikiem byłaby płeć mózgu? Ale co w przypadku człowieka chorego psychicznie z objawami osobowości wielokrotnej? Przecież nie jest powiedziane, że wszystkie z tychże osobowości muszą być tej samej płci. Płeć gonadalna też nie bardzo się nadaje, bo jak ją określić w przypadku kastrata nie posiadającego żadnych gonad? Ciężka sprawa, ale jest nadzieja.
Żyjemy w czasach triumfu nauki, może więc czas aby to nauka decydowała co mamy wpisane w dowodzie osobistym, paszporcie, metryce i innych dokumentach? A ściślej – genetyka. Może wyrabiający je obywatel powinien w urzędzie złożyć próbkę DNA, na podstawie której określi się jego płeć? Geny nie kłamią a my dzięki temu uniknęlibyśmy nieporozumień. Pytanie, co na to pan Grodzki? Chromosomalny pan Grodzki, ma się rozumieć, będący posłanką z ramienia partii głoszącej postęp i nowoczesność.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)