„Prof.” Władysławowi Bartoszewskiemu trzasnął dziewiąty krzyżyk. Nie byłoby o czym pisać, każdego z nas to czeka (chyba że wcześniej za sprawą polityków szlag nas trafi), gdyby nie dość osobliwe słowa premiera skierowane do jubilata: „Jest pan bezcennym dobrem nie tylko narodowym, ale też bezcennym dobrem w życiu wielu z nas”. Cóż, z drugą częścią mógłbym się nawet zgodzić, jako chrześcijanin każdego człowieka uważam za bezcenne dobro. Jednakowoż wrażenie odnoszę, że pierwszą część wypowiedzi podyktował premierowi min. Zdrojewski, do jego bowiem kompetencji należy dbanie o narodowe dobro i określanie co nim jest. Ciekaw jestem, czy przed każdą podróżą zagraniczną pan Bartoszewski musi się starać w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego o pozwolenie na wywóz własnej osoby. I gdzie zostaje przybita ewentualna pieczątka...
Swoją drogą takich „dóbr narodowych” posiadamy więcej, w samym Sejmie czterysta sześćdziesiąt eksponatów. Dodajmy do tego senat, prezydenta wraz z kancelarią, państwowych urzędników wystawionych w muzeach typu ZUS i będziemy mieli obraz kraju najeżonego „szczególnymi dobrami” bardziej niż Grecja, Włochy czy Egipt. W tym ostatnim podobno wystarczy wbić łopatę w piasek by znaleźć zabytek, w Polsce wystarczy otworzyć drzwi urzędu. Aż się prosi by sparafrazować słynne hasło z jeszcze słynniejszego filmu Stanisława Barei: „Każdy kilogram urzędnika państwowego szczególnym dobrem narodu!”.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)