W rządzie Kiszczak i Siwicki a premier mówi o „odkreśleniu przeszłości grubą linią” - czy to mogło być odebrane inaczej, niż jako chęć zaczynania wszystkiego od zera? Bez rozliczeń, bez dochodzenia prawdy o zbrodniach minionego okresu, bez sprawiedliwości? W mojej opinii nie, ale ja nie jestem psychiatrą ani filozofem, wobec czego nie szukam ukrytych znaczeń w przekazywanej mi wprost treści. Odkreślenie przeszłości jest odkreśleniem przeszłości, wyrzuceniem jej z debaty do szkolnych podręczników i historycznych książek. Oczywiście nie całej, tylko tej oficjalnej i poświęconej przez kapłanów okrągłego ołtarza. Reszta miała zostać złożona w ofierze bożkowi pojednania.
Słowa premiera Mazowieckiego procentują po dziś dzień. Lustracji nigdy nie przeprowadzono, tych kilka nędznych procesów i trochę szumu wokół paru osób to były wyłącznie igrzyska ku uciesze gawiedzi. Niedawni wrogowie, przeciwko którym buntowały się tłumy zostali mianowani bohaterami (Wojciech Jaruzelski) i ludźmi honoru (Czesław Kiszczak), a sama historia, zwłaszcza ta najnowsza, znika ze szkół. Nie ma już zdrajców, wrogów, agentów – są zamiast tego różne opcje polityczne i decyzje życiowe a twórca stanu wojennego, mający na rękach krew Polaków jest przez prezydenta zapraszany na posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Wszystko to dzięki grubej kresce, która rzekomo miała dotyczyć wyłącznie działań pierwszego niekomunistycznego premiera i jego rządu. To i jeszcze więcej. Dziś dawni esbecy oskarżają przed sądem dziennikarzy i publicystów, którzy w swoich artykułach ośmielili się wytknąć ich przeszłość. Przykładem niech będzie ppłk. SB Edward Kotowski, który przed oblicze „sprawiedliwości” próbował pociągnąć ks. Tadeusza Isakowicza – Zaleskiego czy dziennikarze: Dorota Kania i Jerzy Jachowicz, skazani na wysoką grzywnę z oskarżenia płk. SB Ryszarda Bieszyńskiego za powiedzenie prawdy, która miała naruszyć „dobre imię” tego byłego esbeka. Gdyby nie odkreślono przeszłości, gdyby przeprowadzono lustrację tak, jak to uczynili Niemcy czy Czesi do tych kuriozalnych sytuacji nigdy by nie doszło. Niestety, okrągłostołowy kontrakt nie przewidywał rozliczenia zbrodniarzy, którzy przecież partycypowali w tworzeniu nowego układu politycznego.
Nie to jest jednak najgorsze w pookrągłostołowej rzeczywistości. Brak rozliczenia komunistycznych zbrodni, traktowanie przywódców reżimu niemal jak bohaterów spowodowało, że prawdziwych patriotów traktuje się jak kurioza chcące doprowadzić do (niemalże) wojny domowej. Wystarczy wspomnieć histeryczną niemal reakcję środowisk skupionych wokół „Gazety Wyborczej” i „Krytyki Politycznej” na organizację Marszu Niepodległości w dniu narodowego święta czy wojnę – bo inaczej się tego nazwać nie da – wypowiedzianą obrońcom krzyża ustawionego przez harcerzy przed pałacem prezydenckim po smoleńskiej katastrofie. Godne uczczenie jej ofiar było solą w oku rządzącego układu, przy czym ten sam układ przyczynił się do „godnego uczczenia” bolszewickich żołnierzy, którzy weszli w 1920 roku do naszego kraju z zamiarem niesienia płomienia rewolucji na zachód.
Najtragiczniejszym jednak skutkiem premierowskiej „grubej linii” jest zachowanie współczesnej polskiej młodzieży, dla której marionetkowy PeeReL był niemal oazą wolności. Na forach dyskusyjnych i w komentarzach pod artykułami na dużych portalach można niejednokrotnie spotkać się z opiniami, że „Żołnierze Wyklęci” byli zbrodniarzami, którzy podnieśli rękę na legalną władzę i spotkała ich zasłużona kara, że robotnicy występujący przeciwko państwu w Poznaniu, na Śląsku czy na Wybrzeżu byli zwykłymi wichrzycielami a o zapaść gospodarczą epoki późnego Gierka i wczesnego Jaruzelskiego oskarża się strajkujących, walczących o wolność członków „Solidarności”. To pokutuje właśnie to odcięcie się od przeszłości, brak rozliczenia z historią i brak rzetelnej edukacji na temat tego, czym była Polska Ludowa. Nawet dziś mówienie prawdy o tamtym czasie jest – w oczach wielu ludzi – próbą wichrzenia i tworzeniem podziałów w Narodzie.
Czy jest jeszcze szansa odkręcenia tego? Nie wiem, ale przyznam szczerze, że nie mam nadziei. Polityka zapomnienia, „zgody” i „wybaczenia” za bardzo już wgryzła się w naszą rzeczywistość. Kuriozalny wyrok w procesie twórców stanu wojennego, w którym sąd skazał Czesława Kiszczaka na karę w zawieszeniu zmniejszając mu ją w dodatku o połowę na mocy amnestii i wsadzenie za kratki represjonowanego przez nich Adama Słomkę jest jednym z dowodów na to, że kaci Narodu Polskiego mają się dobrze i są pod szczególną ochroną polskich władz. Myślę, że gruba kreska zniknie dopiero, kiedy wymrze ostatnie pokolenie pamiętające tamten ustrój. Kiedy już nie będzie kogo bronić ani karać można wreszcie będzie poddać osądowi szary czas PeeRelu...
Inne tematy w dziale Kultura