AlexanderDegrejt AlexanderDegrejt
1155
BLOG

Prezydent Wałęsa i "nocna zmiana"

AlexanderDegrejt AlexanderDegrejt Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 7

Po ustąpieniu Wojciecha Jaruzelskiego z urzędu Prezydenta Rzeczypospolitej, a raczej po wyrażeniu przez niego samej woli ustąpienia rozpisano pierwsze powszechne wybory prezydenckie. Kandydatów było kilku, między innymi premier Tadeusz Mazowiecki, szef „Solidarności” Lech Wałęsa, szef KPN Leszek Moczulski, Włodzimierz Cimoszewicz z ramienia SdRP – czyli przekształconego PZPR, Roman Bartoszcze wysunięty przez PSL i kandydat całkowicie egzotyczny, przybyły z ciepłych krajów Stanisław Tymiński.

 

Pierwsza tura, która odbyła się 25 listopada 1990 roku, nie przyniosła rozstrzygnięcia, żaden z kandydatów nie przekroczył pięćdziesięcioprocentowego progu uprawniającego do objęcia urzędu bez dogrywki w drugiej turze. W dodatku wyniki były mocno zaskakujące: największą liczbę głosów uzyskali Lech Wałęsa (czego można się było spodziewać) i egzotyczny Stan Tymiński, który pokonał „pewniaka” Tadeusza Mazowieckiego. Po mobilizacji środowisk solidarnościowych, które mimo wystawienia różnych kandydatów dogadały się i poparły kandydaturę Wałęsy w drugiej turze (9 grudnia) udało się go posadzić na prezydenckim stolcu. Jednak sukces Tymińskiego dał (albo raczej powinien dać) do myślenia rodzimym politykom i uświadomić im, że część (duża) Polaków chce się odciąć od zamieszanych w układy z komunistami kandydatów.

 

Wałęsa rozpoczął urzędowanie 22 grudnia 1990 roku, w tym samym dniu przestał pełnić funkcię pierwszy prezydent III RP Wojciech Jaruzelski. Od samego początku wysoką pozycję w kancelarii nowej Głowy Państwa uzyskał Mieczysław Wachowski, najpierw jako podsekretarz stanu, sekretarz i wreszcie minister. Ten awans byłego kierowcy przewodniczącego „Solidarności” stał się jedną z przyczyn konfliktu pomiędzy prezydentem a ludźmi z jego otoczenia, takimi jak bracia Kaczyńscy. Wachowski budził wiele kontrowersji, był m.in. oskarżany o współpracę z SB i przyjęcie w 93-cim roku łapówki w wysokości 150 000 $, w zamian za którą Lech Wałęsa miał zastosować prawo łaski wobec Andrzeja Zielińskiego vel. Andrzeja Banasiaka, ps. „Słowik”, jednego z przywódców gangu pruszkowskiego. Czy oskarżenia były prawdziwe nie wyjaśniono po dziś dzień.

 

Jednym z priorytetów prezydentury Lecha Wałęsy było wyprowadzenie z naszej ojczyzny bratniej do niedawna Armii Czerwonej. Trzeba przyznać, że to się dokonało, choć można zapytać ile w tym zasługi prezydenta a na ile powodem była niechęć Rosjan do utrzymywania swojego wojska w państwie, którego aspiracją było przyłączenie się do przeciwnego obozu. Śmiem twierdzić, że to raczej koszty sprawiły, że sowieckie wojsko tak ochoczo opuściło nasze granice, a nie polityczny i dyplomatyczny geniusz któregoś z naszych polityków. Zwłaszcza, że suwerenna Polska nie była już skłonna do utrzymywania „miłych gości” i musieli oni na to utrzymanie łożyć z własnej kieszeni. Dodać można jeszcze tylko, że dopiero rząd Jana Olszewskiego (powołany 23 grudnia 1991 roku) rozpoczął z Rosjanami negocjacje w sprawie wycofania wojsk (a więc stało się to po roku od wyboru Lecha Wałęsy na urząd Prezydenta Rzeczypospolitej).

 

Zostawmy jednak Sowietów, pozbycie się ich wojsk z naszego podwórka nie jest – mimo szczerych chęci ze strony samego zainteresowanego – clou prezydentury Wałęsy. Z przykrością muszę napisać, że stała się nim (clou) niesławna „nocna zmiana”, czyli obalenie rządu Olszewskiego w tajnym głosowaniu, nocą 4 czerwca 1992 roku. Stało się to tuż po wykonaniu przez Antoniego Macierewicza – ówczesnego ministra spraw wewnętrznych – uchwały Sejmu o ujawnieniu tajnych współpracowników PeeReLowskiej Służby Bezpieczeństwa spośród posłów, senatorów i wysokich urzędników państwowych. Premier wraz z I Prezesem Sądu Najwyższego Adamem Strzemboszem chcieli powołania niezależnego organu oceniającego prawdziwość ujawnionych materiałów dowodzących współpracy z SB, jednak Sejm nie zajął się tym wnioskiem. 4 czerwca Lech Wałęsa złożył własny wniosek (obok wniosku Unii Demokratycznej) o odwołanie premiera. Czy przyczyną jego decyzji była teczka dowodząca, że w latach siedemdziesiątych był płatnym współpracownikiem reżimowych służb? Nie wiem, jednak dziwić może fakt, że prezydent podjął decyzję o złożeniu wniosku o odwołanie rządu tuż po tym, jak otrzymał tzw. „listę Macierewicza” zawierającą nazwiska osób zewidencjonowanych przez SB jako współpracownicy. Do listy była dołączona druga, zawierająca dwa nazwiska osób „o szczególnym znaczeniu dla bezpieczeństwa państwa”: ówczesnego Marszałka Sejmu Wiesława Chrzanowskiego i jego samego. Powtórzyć trzeba, że nie była to lista tajnych współpracowników, którym tą współpracę (świadomą) udowodniono, a jedynie lista osób, których bezpieka wpisała do swojej ewidencji. Wiadomo nie od dziś, że pracownicy służb PeeReLowskich dość dowolnie traktowali rzetelność prowadzonej dokumentacji i wiele osób trafiło na listy bez wiedzy i, co ważniejsze, nie podejmując żadnej współpracy – czy to świadomej, czy też nieświadomej. Czego zatem Lech Wałęsa wystraszył się tak bardzo, że doprowadził do upadku pierwszego całkowicie demokratycznego rządu? Możemy się tylko domyślać, jednak jego reakcja dowodzi, że nie miał czystego sumienia a wiarygodność materiałów dowodzących, że był on agentem SB zarejestrowanym pod kryptonimem „Bolek” jest bardzo duża.

 

Na koniec można jeszcze tylko dodać, że gdyby wówczas Lech Wałęsa stanął na wysokości zadania i do końca wyjaśnił wątpliwości dotyczące swojej rzekomej współpracy – przyznając się bądź poddając procesowi lustracji – dziś nikt nie zaprzeczałby jego wkładowi w obalenie komuny i nie kwestionował jego bohaterstwa. Mógł się przecież zachować jak wspomniany wyżej marszałek Chrzanowski, który spokojnie i rzeczowo wyjaśnił wszystkie okoliczności swoich kontaktów z komunistyczną bezpieką i dziś nikt już nie próbuje wyciągać mu dawnych spraw. Wałęsa nie potrafił się na to zdobyć, zrobił wszystko by ten epizod ze swojego życia wymazać i mamy co mamy: pierwsza demokratyczna prezydentura zamiast być wzorem dla kolejnych i przykładem przemian ustrojowych upłynęła pod znakiem „nocy teczek” i wojny na górze. A w rezultacie ułatwiła postkomunistom powrót do władzy. Ale to już zupełnie inna historia.

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Kultura