Wiele gorzkich słów padło ostatnimi czasy na Salonie na temat zakłamania Gazety Wyborczej, morze łez wylali blogerzy nad kolejnymi majstersztykami manipulacji rodem z Czerskiej. Nigdy nie lubiłem iść z prądem zatem dziś stanę w obronie tego, jakże zasłużonego dla elit III RP, tytułu wychodząc z założenia, że nic nie jest absolutnie złe i wszędzie drzemią jakieś pokłady dobra. Nawet w klubie Adama M.
Nie tak dawno, nieco ponad miesiąc temu, przez stolicę naszego kraju przeszła wrzeszcząca dzicz zwąca sama siebie nieco na wyrost „Wielką Manifą Warszawską”. Złożona głównie z feministek, jednak trafiło się tam parę rodzynków – na przykład niosący znany wszystkim transparent redaktor wymienionego we wstępie opiniotwórczego dziennika. Transparent wielce wymowny, gdyż – co za chwilę udowodnię – głoszący prawdę. I właśnie o to się rozchodzi, gdyż skoro napis na tablicy niesionej przez Seweryna Blumsztajna (bo on to właśnie był jednym z rodzynków manifowych) był prawdziwy to – siłą rzeczy – nie można powiedzieć, że redaktorzy i dziennikarze Gazety Wyborczej zawsze kłamią. Otóż nie, redaktor Blumsztajn nie zawsze kłamie, co udowadnia zdjęcie poniżej.
"Pierdolę, nie rodzę” - krzyczał ów napis a wrażenie na mnie zrobił takie, jakby to sam rzeczony redaktor wrzeszczał na całe gardło chwaląc się, co robi w alkowie. I prawda w owym zdaniu najprawdziwsza, bo przecież choćby nie wiem jak się Blumsztajn nap... to dziecka nie urodzi. Jest ono co prawda wynikiem owej, opisanej w sposób mało obrazowy – acz dosadny – czynności to jednak ostateczny akt sprowadzenia na świat potomka należy do kobiety. W związku z tym – co zostało udowodnione – Seweryn Blumsztajn, gwiazda klubu z Czerskiej, przynajmniej raz w życiu powiedział prawdę. Maszerując w manifie. Choć – jak Bóg na Niebie – nie mam pojęcia co facet (bądź, co bądź) robił na sabacie czarownic. Ale jego sprawa, może smali cholewki do pewnej posłanki co to też jeszcze nie dawno chłopem była, a może chciał się zakręcić wokół byłej żony swojego kumpla po fachu, czarującego Czarusia Michalskiego? Któż to wie? I chyba mało kogo to interesuje.
Swoją drogą napis niesiony przez Blumsztajna głosił dwie prawdy naraz, co jest doprawdy zadziwiające w przypadku wspomnianego redaktora. Czytałem niejeden tekst jego autorstwa i muszę przyznać, że zaimponował mi samokrytyką niesamowicie, nie wiem czy sam byłbym do takowej zdolny. Otóż po przeczytaniu tychże tekstów mogę powiedzieć jedno – Seweryn Blumsztajn pier... i to zdrowo. Podobnie jak cała gazeta, którą ma zaszczyt reprezentować.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)