Czasami jak czytam wiadomości ze świata, przecieram oczy ze zdziwienia. O ile krajowe newsy od dawna mnie nie szokują bo po naszych politykach można spodziewać się dosłownie wszystkiego, o tyle nawoływanie przez Putina do pokoju w Libii jest czymś zupełnie abstrakcyjnym i niezrozumiałym. To tak jakby Josef Ratzinger nawoływał do aborcji, coś kompletnie oderwanego od rzeczywistości.
Dlaczego o tym piszę. A dlatego, że Rosja to mimo wszystko wciąż największe zagrożenie dla naszego kraju, zupełnie lekceważone przez większość rodaków uważających że Rusek to ktoś z zacofanego wschodu, prostak i cham. Nie to co Polak, wielki Europejczyk, obywatel Unii Europejskiej, kraju NATO, normalnie światowiec.
Tymczasem sytuacja wygląda zupełnie inaczej niż się to przeciętnemu Kowalskiemu wydaje.
Po upadku ZSRR władzę w Rosji przejął Borys Jelcyn, sympatyczny amator ormiańskich winiaczy i człowiek dalece niechętny komunizmowi (został usunięty przez Gorbaczowa w 1987 roku ze stanowiska I sekretarza Komitetu Miejskiego w Moskwie po tym jak ośmielił się skrytykować jedynie częściowe reformy przeprowadzone przez KPZR). O ile na szczeblu moskiewskim jako reformator i liberał radził sobie całkiem nieźle, o tyle nad dużą (mimo odłączenia się kliku republik Rosja pozostała największym krajem na świecie) Rosją zapanować mu się nie udało. Gwoździem do trumny jego politycznej kariery okazała się niemożnośc poradzenia sobie z konfliktem w Czeczenii co oczywiście budziło uzasadnione niezadowolenie Rosjan natomiast doskonale wiemy z historii, że radzenie sobie z problemami po rosyjsku na ogół oznaczało wymordowanie jakiejś ilości ludzi tudzież terroryzowanie określonych grup społecznych.
No więc na miejsce Jelcyna przyszedł Władymir Putin. Człowiek wręcz skrojony by rządzić tym krajem, a w dodatku ze światowym obyciem (jako agent KGB przebywał na pięcioletnim wypadzie "rekreacyjnym" w NRD gdzie zajmował się między innymi gnębieniem niemieckich naukowców). Ponieważ jednak po zjednoczeniu Niemiec ostro rozprawiono się z ekipą Honeckera Putin nie mógł liczyć na politykę opartą o znajomości w kręgach rządowych naszych zachodnich sąsiadów (w Polsce miałby z tym o wiele łatwiej, nie mniej jednak Polska nigdy nie była atrakcyjnym partnerem dla Rosji).
Szczęśliwie dla niego, w okresie kiedy przejął rządy, kanclerzem Niemiec był Gerhard Schröder, który współpracę z Rosją bardzo sobie cenił a jego rusofilia była większa niż rusofilia Chiraca czy Kwaśniewskiego. W międzyczasie Putinowi udało się rozwiązać problem w Czeczeni wyżej wymienionymi metodami, za co jest na ogół chwalony przez Rosjan bo tam rozwiązywanie problemów odbywa się jedynie siłowo i nie ma nawet prób załągodzenia konfliktu metodami dyplomatycznymi, gdyż to od razu oznacza 'słaby, nie nadaje się do rządzenia' (tak było w przypadku Jelcyna).
Współpraca Schrödera z Putinem przebiegała nadzwyczaj dobrze. W dodatku w 2001 roku koalicja SPD i partii "Zielonych" przepchnęła ustawę która nakazywała zamknięcie wszystkich elektrowni jądrowych na terenie Niemiec do 2021 roku co oznaczało, że wzrośnie zapotrzebowanie na "ekologiczny" rosyjski gaz (tak tłumaczył to ciemnemu ludowi z Niemiec Joschka Fischer zwykły komuch z odchyleniami maoistycznymi szef "Zielonych"). Jak stwierdził później mój niemiecki kolega, były mason "Niemcy w znakomitej większości to skończeni durnie i nie będzie ich obchodziło nawet jeśli ich krajem będzie rządził rosyjski agent". Ale zostawny na chwilę rozważania na temat ułomności umysłowej naszych zachodnich sąsiadów bo warto skoncentrować się na dalszej karierze Schrödera, który po okresie wątpliwej jakości rządów nad ludem germańskim dostał dobrze płatną posadkę w .... rosyjskim Gazpromie.
Co ciekawe, jest Schröder chwalony w Europie za 'wzorowe dbanie o interesy swojego kraju' w momencie kiedy powinien stanąć przed niemieckim sądem, za działanie na szkodę swojego kraju uzależniając go w stopniu znaczącym od Rosji na której de facto rzecz działał.
I zdajmy sobie z tego sprawę bowiem Niemcy nie są dla nas obecnie żadnym zagrożeniem, no chyba że komuś sen z powiek spędza najazd niemieckich gejów na Warszawę. Największym zagrożeniem jest rosnąca w siłę Rosja, która załatwia sprawy 'po swojemu', a na dodatek przeciętny Rosjanin jest o wiele mądrzejszy niż się to nam wydaje i bez trudu znajdzie siłę do walki nawet z najbardziej zislamizowaną Europą.
My nie jesteśmy w żadnych kleszczach jak w 1939 roku. My stoimy przed wysoką górą i czekamy na zejście lawiny.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)