Alex_Disease Alex_Disease
68
BLOG

Ustawa o artystach czyli marksizm antykulturowy w natarciu

Alex_Disease Alex_Disease Rząd Obserwuj temat Obserwuj notkę 5

  I tym oto sposobem dobrnęliśmy do granic absurdu. Ale się porobiło, formacja antykulturowa chce dotować kulturę, jaja jak berety, jednak problem jest głębszy. Argumenty przeciwników ustawy o statusie artysty zawodowego są logicznie spójne i oczywiste. Chodzi o to żeby nie dawać przywilejów tej konkretnej grupie zawodowej kosztem innych grup zawodowych. I tutaj można bić pianę na różne sposoby, ale nie da się obronić rządowego pomysłu posługując się kryterium konstytucyjnym, że tak to ujmę. Ale na tak zwany chłopski rozum też się to nie spina, stąd szeroki sprzeciw ponad podziałami politycznymi. Po co więc rząd widząc, że nie ma poparcia społecznego dla kontrowersyjnego projektu forsuje go z takim maniackim uporem? Odpowiedź może być tylko jedna, zapotrzebowanie własnego zaplecza środowiskowego, bo większość twórców zawsze popierała formacje liberalno lewicowe. A to więcej niż tylko elektorat, to tuba propagandowa władzy zawsze gotowa do krytyki partii prawicowych z pozycji piewców kultury. Tylko co to za kultura? Niektórzy przy okazji tej debaty wyciągnęli wątpliwej jakości twórczość niejakiego Jasia Kapeli robiąc z niego twarz ustawy. Od razu odezwały się głosy, że to skrajny przykład prowokatora i nie chodzi o Jasia Kapelę, a o wartościowych twórców. Szkoda, że przy okazji nie padły żadne nazwiska, można by wówczas skonfrontować to całe zamieszanie z głównymi zainteresowanymi. Ja jednak będę się upierał, że nie chodzi o kulturę, a o antykulturę. Z dwóch powodów. 

 Po pierwsze, kultura da sobie radę bez pomocy państwa, a ta która sobie nie da (np. niektóre formy kultury uznawanej za wyższą) i tak nie jest w kręgu zainteresowań żadnej władzy liberalno lewicowej. Po drugie zaś, i to jest ważniejsze, lewicy potrzebna jest antykultura, nie żadna kultura. Tutaj zrobimy sobie mały wykład skąd w ogóle wzięło się to pojęcie i co za nim stoi. Otóż 5 lat po I wojnie światowej pojawiła się w Europie formacja marksistowska zrzeszona się wokół projektu tzw szkoły frankfurckiej. To byli młodzi marksistowscy idealiści tacy jak Herbert Marcuse (twórca teorii krytycznej) czy Max Horkheimer, którzy wysnuli tezę, że zmiana społeczeństwa z tradycyjnego na postępowe nie może się dokonać drogą rewolucji, a poprzez zmianę standardów kulturowych. Innymi słowy trzeba zmienić człowiekowi myślenie, zamiast go naprostowywać do założeń doktryny, której i tak nie zrozumie. Jak już pisałem na początku akapitu, prawdziwa kultura obroni się sama swoją realną wartością artystyczną, ponieważ pod pojęciem kultury kryje się coś więcej niż tylko talent, pod nim kryje się przede wszystkim praca. Wysiłek włożony w naukę tej czy innej dziedziny sztuki. Nie chodzi nawet o perfekcję i wirtuozerię. Ktoś kto obiektywnie może zostać uznany za słabego wokalistę, zrobi karierę, bo włożył wysiłek w wypracowanie własnego stylu, wypromowanie go, często za swoje pieniądze i ta praca się opłaciła. Czy może dziwić, że wśród lewaków, którzy krzyczeli już w latach 60 rewolucyjne hasła w rodzaju "nigdy nie pracuj" czy "praca zniewala", takie pojęcie kultury musi budzić sprzeciw?

  Ma być łatwo lekko i przyjemnie. Antykulturowe "dzieła" zaczęły być promowane jako niezależne i zmuszające do krytycznego myślenia. A każdy kto ośmielił się skrytykować beztalencie i brak warsztatu, czy po prostu zwykły idiotyzm forsowany pod przykrywką sztuki, miał być piętnowany jako tradycyjny, zamknięty, zaściankowy, nie rozumiejący zmieniającego się świata przeżytek muzealny. Zaś kadry nowych "artystów" pozbawionych talentu, miały mieć pełne wsparcie państwa robiącego za mecenasa kultury. Ktoś zapyta, ale po co nowym marksistom coś takiego, przecież nikt normalny nie będzie się zachwycał miernotą pseudoartysty. W ten sposób nie da się kupić dusz mas. Trzeba jednak pamiętać, że ci ludzie operowali niczym szachista, przewidując kilka ruchów do przodu. Przede wszystkim wsparcie mają dostawać prowokatorzy podważający ogólnie przyjęte normy, a ponieważ nic innego nie potrafią, będą wierni jednej idei która ich karmi. Są bezpiecznym wentylem zawsze i wszędzie, choćby tylko do odwracania uwagi społeczeństwa od tematów ważnych. Poza tym, takich pseudoartystów z czasem będzie więcej niż prawdziwych artystów, bo ci z dotacjami od państwa namnożą się niczym komary w dżungli po dobrym deszczu. A zawsze jakaś rada mędrców wybrana przez formacje antykulturowe wybierze takich, co spełniają powyższe kryteria i na pewno nie będzie dotowała pieśni patriotycznych ani innych wartościowych, acz niszowych eventów. To zawsze będzie "satyra" na poziomie rynsztoka i obrażanie wrogów "liberalnej demokracji". Może od czasu do czasu pieniądze pójdą na neutralne widowisko, tak by były jakieś pozory, ale głównymi beneficjentami będą pseudoartyści.

 I o to tak naprawdę chodzi, ale na naszym poletku to przede wszystkim spłacanie długu wdzięczności tym, którzy są wyborcami formacji lewicowo liberalnych i mienią się artystami. A walka idzie o każdy punkt procentowy. Zastanawiam się, kto rządowi podrzucił tego gorącego kartofla, czyja presja zadziałała. Musiał być jakiś sygnał ze środowiska i strach, że środowisko odwróci się na pięcie i skończy się walenie w PiS z pozycji "kulturowych". Bo inaczej tego poślizgu na skórce od banana nie sposób wytłumaczyć. Tak czy owak, rząd nie będzie się musiał martwić o detale i finansowanie założeń tej ustawy, bo najprawdopodobniej prezydent Karol Nawrocki ją zawetuje, nawet jak ośmielą się ją forsować w sejmie. No i na to weto szczerze powiedziawszy liczę. 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka