Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla Newsweeka wypowiedział takie oto słowa "Wspólny rząd z SLD to byłby dowód na to, że władza jest dla nas celem samym w sobie". Na pierwszy rzut oka wydało mi się to spóźnionym żartem Prima Aprilisowym prezesa PiSu.
Jednak po pewnych przemyśleniach dochodzę do wniosku, że Jarosław Kaczyński na obecnym etapie po prostu boi się władzy. Tak jak kiedyś wydawało się, że dąży do niej za wszelką cenę tak obecnie zupełnie wystarcza mu pozycja jaką posiada - prezesa największej partii opozycyjnej w Polsce.
Wszystkie te kontrowersyjne wypowiedzi, które dla wielu Polaków mogą być obraźliwe to jedynie próba utrzymania zainteresowania swoją osobą bo Kaczyński wie doskonale, że jego elektorat to ludzie w pełni oddani prezesowi i nie kwestionujący jego zachowań. I takich ludzi spokojnie zbierze 20 kilka procent co pozwoli mu się cieszyć przywilejami posła jeszcze przez długie lata.
Dlaczego Kaczyński nie chce władzy? Dlaczego mówi coś o ponadpartyjnym rządzie?
Z prostego powodu. Zdaje on sobie sprawę w jakiej dramatycznej sytuacji finansowej znalazł się nasz kraj. I to co robi PO to jedynie próba utrzymania szkodliwego status quo opartego na podtrzymywaniu patologii (jedne z ulubionych słów prezesa PiS) jaką jest quasi-kapitalizm lub jak kto woli neo-socjalizm.
Czy ktoś na prawdę wierzy że Jarosław Kaczyński chce spełniać te wszystkie populistyczne obietnice które prezentuje? Czy ktoś serio uważa że PiS obejmując władzę zaserwowałoby Polakom PRL-bis? Z drugiej zaś strony, czy ktoś wierzy że PiS zajęłoby się poważną naprawą państwa czyli wprowadzaniem liberalnych, co za tym idzie niepopularnych reform?
Odpowiedź na oba pytania oczywiście jest przecząca. PiS to także partia status-quo i idę o zakład że obejmując władzę robiliby dokładnie to samo co PO albo prawie to samo. A jak widzimy jest to prosta droga do ruiny. Kaczyński wolałby zatem dać ciche poparcie jakiemuś ponadpartyjnemu rządowi, który na serio zająłby się naprawą państwa nie dając uszczerbku na popularności PiSowi. Bo nie oszukujmy się lwia część elektoratu PiS to ludzie wierzący w socjalistyczne dyrdymały i to, że odpowiedzią na obecny kryzys jest jakieś państwo solidarne (w praktyce socjalne).
Znajdujemy się w ciekawej sytuacji politycznej. Liderzy wszystkich sejmowych formacji wiedzą doskonale że po tegorocznych wyborach może być ciężko uformować jakąkolwiek koalicję ale nie spędza im to snu z powiek. Podejrzewam nawet że wielu posłów, zwłaszcza PO ucieszyłaby taka obstrukcja parlamentarna, wieczny bałagan gdzie nikt za nic nie odpowiada. Ale jak długo jeszcze oni wszyscy będą psuć to państwo? Jak długo?


Komentarze
Pokaż komentarze (13)