Niektórzy publicyści całkiem poważnie przebąkują o możliwej koalicji PiS - SLD po tegorocznych wyborach. Nie wiem co sprawia, że biorą coś takiego pod uwagę, ale być może fakt porozumienia jakie kiedyś ludzie kojarzeni z obiema partiami zawarli w radach nadzorczych TVP i Polskiego Radia. Zwolennicy PiS i SLD potraktowali to jednak jako mało istotny fakt nie mający w żadnym razie świadczyć o współpracy obu partii na szczeblu sejmowym. I oczywiście tak to należy traktować.
Rzeczywistość bowiem każe wnioskować, że żadnej koalicji PiS - SLD nie będzie. O ile zwolennicy Kaczyńskiego taki manewr prezesowi by wybaczyli (skoro wybaczyli mu koalicję z człowiekiem skazanym prawomocnymi wyrokami, populistycznym watażką chłopskim), o tyle wyborcy SLD w żadnym razie nie będą w stanie pogodzić się z faktem, że partia otwarcie deklarująca lewicowość idzie do rządu ze skrajną prawicą. Nawet jeśli prawicowość jako taka w PiSie to fikcja.
SLD w przeciwieństwie do PO gra mocno na konkretny, lewicowy elektorat, natomiast PO gra głównie na elektorat antypisowy (wszystko jedno czy ktoś deklaruje się jako lewica czy prawica). Z tego właśnie powodu koalicja POPiS również wydaje się niemożliwa.
Co więc zostaje?
Odpowiedź jest jasna. Najbardziej prawdopodobną koalicją będą wspólne rządy PO i SLD. Kalkulacja prosta, gdyż jest mało prawdopodobnym by PO uzyskała tak dobry wynik jak 4 lata temu. Może się okazać że uzyska wynik tylko ciut lepszy niż PiS i wtedy nawet 8% poparcie PSLu (zakładając że powtórzą dobry rezultat sprzed 4 lat) nie wystarczy do sformowania koalicji. Z drugiej zaś strony nawet ewentualne zwycięstwo PiS nie pozwoli im na stworzenie koalicji z kimkolwiek, a na samodzielne rządy liczyć absolutnie nie mogą (jeśli PiS wygra to od PO będzie ich dzielił 1-2%). Rządzenie więc i tak przypadnie ewentualnym "przegranym".
Jeśli więc po tegorocznych wyborach powstanie jakiś rząd, będzie to koalicja centrowo - lewicowa, bo wyborcy SLD wybaczą Napieralskiemu taki flirt skoro spora część z nich oddała w drugiej turze zeszłorocznych wyborów prezydenckich głos na Bronisława Komorowskiego, a PO honoruje takich ludzi lewicy jak Marek Belka czy Bartosz Arłukowicz.
Oczywiście nie jest to dobre rozdanie dla Polski ale biorąc pod uwagę cztery partie zasiadające w ławach sejmowych, żadne rozdanie z tymi zawodnikami nie będzie dobre. Jak zwykle zostaną zignorowane mniejsze ugrupowania, a zaufaniem Polacy obdarzą "bandę czworga". Smutne ale prawdziwe.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)