No i stało się. Sprawa katastrofy smoleńskiej doczekała się swojego finału, choć o kilkanaście miesięcy za późno. Otrzymaliśmy w końcu raport Jerzego Millera i mam mieszane uczucia odnośnie tej prezentacji. Z jednej strony żadna z tez wygłoszonych na konferencji prasowej mnie nie zaskoczyła, z drugiej wydaje mi się, że była ona próbą choć częściowego ratowania honoru pilotów.
"Załoga podejmowała właściwe decyzje, ale nie potrafiła ich właściwie zrealizować" czytamy w raporcie. A cóż to ma w ogóle znaczyć? Piloci lecąc do smoleńska nie zdawali teoretycznego egzaminu z pilotowania maszyn powietrznych tylko wykonywali praktyczne zadanie jakim był przelot samolotu na określonym odcinku. I właściwe wylądowanie było jednym z elementów tej misji.
Bardziej niż sama prezentacja podobały mi się pytania dziennikarzy, zwłaszcza rosyjskich. W pewnym momencie padło pytanie czy nie było nacisków na załogę skoro ta nie podjęła wcześniej próby by odlecieć na lotnisko zapasowe. Miller odparł że nacisków nie było ale niezbyt dokładnie wyjaśnił dlaczego załoga nie zdecydowała się odlecieć na inne lotnisko. Zasłonił się zgodnością z procedurami i nie kontynuował tematu.
Dla mnie sprawa jest jasna i po tym co usłyszałem jeszcze bardziej przychylam się do tez zawartych w raporcie MAK. Rosyjscy kontrolerzy musieli wpaść w niezłe osłupienie kiedy dotarło do nich co Protasiuk wyprawia z maszyną, a ponieważ wszystko działo się bardzo szybko (z czego tak naprawdę dopiero dzisiaj zdałem sobie sprawę patrząc na symulację ostatnich sekund lotu) nie byli w stanie właściwie zareagować i wcale mnie to nie dziwi bo czegoś takiego pewnie w życiu nie widzieli.
Piloci po prostu przysnęli i ich reakcje były spóźnione. Jakby odkładali ostateczną decyzję czy uchodzić czy lądować i takie mam wrażenie zbierając to wszystko do kupy. Nie będę zagłębiał się w ich psychikę co poczyniono w raporcie MAK (moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie) gdyż pilotem nie zostaje byle niemota i kompletny dureń tylko człowiek bystry i z refleksem. Tutaj akurat refleksu zabrakło bo zabrakło twardej męskiej decyzji.
Na koniec nie mogę nie wspomnieć o konferencji Antoniego Macierewicza, w której przeszedł samego siebie w opowiadaniu farmazonów. Najbardziej kuriozalnym elementem tego iście cyrkowego występu był zarzut, jakoby pilota wymieniono na złego (tak to zrozumiałem) po czym PiS już poświęcił pilota którego wcześniej z całych sił bronił tylko po to żeby za wszelką cenę dokopać Tuskowi. Rozumiem zatem że Tusk wymienił pilota na takiego co rozbije maszynę z prezydentem Kaczyńskim bo mniej więcej taka logia z wywodów Macierewicza się wyłania. Prawdę mówiąc przez cały czas trwania konferencji twórcy Białej Księgi miałem wrażenie że to jakaś powtórka z nocy kabaretów albo czegoś w tym stylu. Tyle że katastrofa smoleńska to rzecz poważna do której trzeba poważnie podejść. Poważnie do owej katastrofy podszedł zarówno MAK jak i Jerzy Miller, PiS natomiast robi sobie żarty ze zdrowego rozsądku. I to by było na tyle, sprawa zamknięta i możemy przejść do kolejnych niewyjaśnionych zdarzeń jak choćby prowokacje CBA z czasów rządu PiS.
851
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (24)