Było ich do tej pory pięciu przy czym piąty dalej sprawuje swój urząd. Zacznijmy chronologicznie cofając się do 1989 roku kiedy to Rzeczpospolita Ludowa przekształciła się w Rzeczpospolitą rozumianą samą przez się.
Wojciech Jaruzelski piastował urząd od 31 grudnia 1989 do 22 grudnia 1990 roku. Był on też jedynym w historii prezydentem PRL oraz III RP gdyż pół roku przed objęciem prezydentury w Wolnej Polsce piastował ten urząd w Polsce Ludowej. Poparł reformy Mazowieckiego i generalnie nie przeszkadzał. Przez jednych uważany za zdrajcę narodu polskiego, przez innych za bohatera narodowego który ocalił nas przez interwencją sowietów na początku lat 80 ubiegłego stulecia. Nie czas i miejsce by rozwodzić się nad tym która ze stron ma rację, warto dodać że przez zachód Jaruzelski uważany był za marionetkowego satrapę z którym raczej nikt poważnie nie chciał rozmawiać ani o przyszłości Polski ani też o przeszłości. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że był w opozycji do osoby bardzo poważanej za oceanem czyli laureata nagrody Nobla Lecha Wałęsy. Jaruzelski nie został wybrany demokratycznie więc musiał szybko ustąpić miejsca komuś kto mandat do sprawowania władzy zdobył głosami ludu. Tak się też stało w grudniu 1990 roku kiedy wybory wygrał Lech Wałęsa.
Lech Wałęsa zwyciężył w drugiej turze wyborów prezydenckich pokonując niejakiego Stana Tymińskiego, człowieka mało znanego i nie kojarzonego ani z PRLem ani z Solidarnością co rzekomo miało być jego atutem. Kiedy w pierwszej turze wyprzedził Tadeusza Mazowieckiego Adam Michnik krzyknął "zima wasza, wiosna nasza". Z Wałęsą Tymiński sobie już nie poradził i odniósł w grudniu druzgocącą klęskę przegrywając stosunkiem 1:3. Lech Wałęsa okazał się prezydentem kontrowersyjnym. Raz że był to raczej krewki robotnik, zupełnie nieobyty na salonach, dwa że był pierwszym prezydentem Wolnej Polski od kilkudziesięciu lat w zupełnie innej sytuacji geopolitycznej. Wielu rzeczy się dopiero uczył choć potrafił świetnie analizować ruchy na polskiej scenie politycznej ale co ważniejsze miał poważanie na zachodzie a nawet w Moskwie (choć z Jelcynem ponoć dogadać się było łatwo bo on rzadko wiedział co się wokół niego działo). Lech Wałęsa poza Polską po dziś dzień uważany jest za głównego sprawcę przemian w tej części Europy ale w kraju różnie z tym bywa. Dla jednych bowiem jest to bohater w walce o wolność dla innych natomiast agent Bolek i podobnie jak Jaruzelski zdrajca narodu polskiego. Nie będę wchodził tu w bardziej szczegółowe rozważania, zasługi Wałęsy są bezsprzeczne i szeroko w świecie docenione, natomiast owo "bolkowanie" wychodzi z wiadomych środowisk i jest próbą zdyskredytowania zasług byłego prezydenta. Być może chodzi o tzw "nocną zmianę" być może o tarcia wewnątrz Solidarności jeszcze przed prezydenturą Wałęsy. Tak czy owak komuś bardzo zależy żeby skaczącym przez płot okazał się któryś z braci Kaczyńskich.
Aleksander Kwaśniewski wygrał o włos z Lechem Wałęsą w 1995 roku i urzędował przez dwie kadencje. Podczas tych kadencji robił wszystko by można było określić go mianem "prezydenta wszystkich Polaków". Udało mu się i przez niemal cały okres urzędowania cieszył się nie słabnącym, wysokim poparciem deklasując innych polityków w rankingu zaufania. Kwaśniewski nie miał tak dobrej pozycji wyjściowej, był kojarzony z PZPR a na zachodzie musiał udowadniać że jest on zwolennikiem demokracji i gospodarki rynkowej. Pomogła znajomość języków i przyjacielska serdeczność. Niektórzy zarzucali mu zbytnie lizusostwo na przykład w stosunku do George'a W. Busha ale nie da się ukryć że wizerunek Polski za jego prezydentury był dobry i nie zepsuły go nawet drobne incydenty z bolącym goleniem na czele. Kwaśniewskiego szczęśliwie nie można też było nazwać prezydentem lewicowym gdyż odcinał się od swoich korzeni jak tylko mógł okazjonalnie kłócąc się nawet z kolegami towarzyszami. Bez trudu zdobył drugą kadencję pokonując zarówno Olechowskiego jak i Krzaklewskiego i pewnie wygrałby trzecią gdyby nie fakt iż konstytucja RP zakazuje startu w wyborach prezydenckich trzy razy z rzędu.
Po dekadzie Kwaśniewskiego przyszła pora na mało lubianego prezydenta. Lech Kaczyński który objął urząd w grudniu 2005 roku był nazywany "prezydentem swojego brata", przez niektórych także pisowskim prezydentem, moherowym prezydentem itd. Oczywiście dla pewnej mniejszości był to prezydent wszystkich "prawdziwych Polaków" co w sumie na jedno wychodziło biorąc pod uwagę tok rozumowania "prawdziwych". Piszę tutaj o mniejszości gdyż Lech Kaczyński przez cały okres urzędowania aż do tragicznej śmierci nie cieszył się zbyt wysokim poparciem. Wygrał wybory jak najbardziej sprawiedliwie jednak ufność w stosunku do niego deklarowało ledwie 30% społeczeństwa, a to mało jeśli brać pod uwagę że mamy do czynienia z Głową Państwa. Lech Kaczyński nie był także dobrze postrzegany za granicą. Był on obiektem niewybrednych żartów za Odrą, nawet w Stanach Zjednoczonych środowisko z którego się wywodził zostało przedstawione w sposób humorystyczny (Janusz Głowacki prozaik, dramaturg i felietonista na stałe zamieszkały w USA tak to przynajmniej zapamiętał). Trudno zatem uznać że z Kaczyńskim się liczono, ale gwoli sprawiedliwości należy dodać iż Kwaśniewski także nic szczególnego nam nie załatwił (Unia nas chciała bardziej niż my chcieliśmy do UE i kwestia wstąpienia do wspólnoty była przesądzona wraz z obaleniem starego porządku we wschodniej części Europy). Lech Kaczyński był też prezydentem pro-unijnym zdecydowanie nastawionym na integrację w ramach wspólnoty czego dowodem było podpisanie Traktatu Lizbońskiego. Niektórzy zarzucają mu zbytnią uległość wobec Unii ale moim zdaniem Lech Kaczyński wpisał się po prostu w schemat postępowania swojego poprzednika i konsekwentnie realizował jego politykę (także popierając działania USA na arenie międzynarodowej). Kaczyński nie dożył końca kadencji gdyż zginął tragicznie pod Smoleńskiem wraz z 95 innymi pasażerami samolotu Tu-154 udającego się na obchody rocznicy mordu w Katyniu. Nie przestał budzić kontrowersji także po śmierci gdyż jego pochówek na Wawelu z miejsca znalazł wielu przeciwników i ataki na formację z której się wywodził przybrały na sile. Jakim był prezydentem? Opinie są skrajnie różne. Co ciekawe właśnie Lech Kaczyński może zostać najbardziej zapamiętany z tego pokolenia prezydentów (obok Wałęsy) i to nie ze względu na przebieg jego prezydentury a właśnie ze względu na katastrofę smoleńską i kontrowersje wokół niej.
Bronisław Komorowski przejął obowiązki prezydenta w okolicznościach żałoby narodowej i po wyciszonej kampanii jako kandydat partii rządzącej wygrał przyspieszone wybory po czym oficjalnie objął urząd w sierpniu 2010 roku. Nie miał łatwo gdyż akurat w tym czasie trwała gigantyczna awantura o krzyż na Krakowskim Przedmieściu, a zwolennicy PiS przesuwali się na coraz to bardziej skrajne pozycje. Mimo tego został zaakceptowany przez większość Polaków i cieszy się całkiem wysokim poparciem. Nie oznacza to wcale, że jego prezydentura może być pod tym względem porównywana do prezydentury Kwaśniewskiego. Kwaśniewski mimo niechęci środowisk quasi prawicowych nie budził aż takich emocji. Bronisław Komorowski ma przeciw sobie całkiem spory obóz ludzi nastawionych po prostu wrogo. Niestety na miano męża stanu obecny prezydent raczej nie zasługuje. Jego wpadki może nie zasługują by nazywać je skandalami ale pokazują człowieka, który z hrabią mało się kojarzy. Ot po prostu sympatyczny pan, którego ja przynajmniej stale widzę jako jednego z partyjnych liderów, mocno przemawiającego z trybuny sejmowej i oskarżającego opozycję o "goebbelsowskie kłamstwa" (vide debata nad rozwiązaniem sejmu V kadencji w 2007 roku). Ale nie oszukujmy się czy Polacy zasługują na prezydenta który jest prawdziwym mężem stanu? No chyba raczej nie, niestety nie.
Żaden z wymienionych prezydentów nie jest postacią wybitną. Najbliżej do takowej z pewnością Wałęsie, który miał jednak tego pecha że był zwykłym elektrykiem bez solidnego wykształcenia co rzutowało na część jego wypowiedzi i działań. Ale to właśnie Wałęsa i Kaczyński zostaną bardziej zapamiętani niż pozostali. Bo jeden zdaniem zachodu obalił komunę, a drugi zginął tragicznie w katastrofie lotniczej i spoczął na Wawelu. To oni, nasi prezydenci. Na takich zasłużyliśmy.
1089
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (61)