Jak słucham co mają do powiedzenia politycy sejmowych ugrupowań w debatach toczonych na antenach różnych stacji to zastanawiam się czy oni chcą jak zwykle zrobić z nas durniów, czy już tylko z siebie. Wiem, napisałem kiedyś że oglądanie tych debat to strata czasu bo wiadomo co w nich będzie. No więc straciłem trochę czasu i mogę jedynie do siebie mieć pretensje. Cóż, przynajmniej jest o czym napisać na blogu.
Jeśli ktoś zna choć podstawy matematyki wie, że przerzucając liczby z jednego zbioru do drugiego wcale nie sprawi się, że będzie ich więcej. Gdzieś zabierasz, gdzieś dajesz. Tak samo jest z obietnicami polityków dotyczącymi wydatków budżetowych. Wczoraj w jednej z debat podliczono to pięciu partiom mającym swoich przedstawicieli w sejmie. Okazało się, że najmniej na swoje obiecanki bo 44 mld chce wydawać SLD, najwięcej bo aż 288 mld PSL. Na pytanie skąd wziąć takie kwoty politycy odpowiadają niemal zgodnie, że musi być większy wzrost gospodarczy. Tylko co zrobić żeby taki był? Najrozsądniejszą wypowiedź usłyszałem od Marka Migalskiego z PJN, że rząd musi obniżać podatki co napędzi koniunkturę. Co z tego skoro PJN ma w swoich planach roztrwonić aż 125 miliardów złotych z budżetu.
Nie miejmy złudzeń, bo to co proponują sejmowe ugrupowania to po prostu z grubsza jedno i to samo. Ich pomysły opierają się na identycznym założeniu: w budżecie ma być więcej pieniędzy. Jest to założenie, które z wolnym rynkiem nie ma nic wspólnego bowiem więcej pieniędzy w budżecie to mniej pieniędzy w kieszeni obywatela. Nie trzeba być Einsteinem by do tego dojść.
Mówienie, że państwo ma tworzyć miejsca pracy jest równie absurdalne. Państwo ma się jedynie nie wtrącać i to będzie stymulowało rynek pracy w naturalny sposób. Podczas jednej z wcześniejszych debat usłyszałem także od minister Fedak, że przedszkola będą tańsze jeśli będzie się do nich dopłacało z budżetu. Tu już nie chodzi o to że pani minister wygaduje brednie tylko o to, że jest bardzo szkodliwe to co mówi i nie poniesie żadnych konsekwencji za te słowa.
Nie będę twierdził, że wszystkie partie od lewa do prawa mówią to samo innym językiem bo tak nie jest. Owszem mówią to samo innym językiem ale nie ma tu mowy o żadnym "prawym" ani "lewym" skrzydle. Wszystko to polityczny mainstream zainteresowany jedynie zachowanie status quo przy takich samych przywilejach władzy. Prawdziwie lewicowe czy prawicowe ugrupowania cieszą się nikłym poparciem społecznym bo ludzie wolą stare, znane twarze i modlą się tylko o to by nie było gorzej.
Rozumiem postawę przeciętnego Kowalskiego co niezbyt interesuje się polityką i ma to generalnie gdzieś, a głosuje w wyborach traktując je jak igrzyska. On bowiem jest ignorantem. Natomiast jak nazwać ludzi, którzy codziennie śledzą życie polityczne, słuchają przedstawicieli partii opowiadających wręcz nieprawdopodobne herezje sprzeczne już nie tylko z zasadami ekonomii ale i ze zdrowym rozsądkiem, a później jeszcze mają czelność pisać notki wyrażające dla nich poparcie. Ktoś tu chyba zwariował. Polityczny mainstream jest tak potwornie głupi, że przyznawanie się do niego to większy obciach niż słuchanie Radia Maryja. I piszę to całkiem poważnie, bo kiedy tamto radio popierało LPR mieliśmy w sejmie przynajmniej jedną ideową partię. A teraz? Same pasibrzuchy i populiści.
485
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (6)