Unia Europejska jako twór stricte polityczny, ze wspólną walutą nigdy się nie sprawdzi. Co prawda euro nie wszędzie zostało wprowadzone ale to właśnie największa gospodarka Europy jest motorem tej waluty. I z tego właśnie względu Niemcy domagają się od innych państw, zarówno tych będących w strefie euro jak i nie, ponoszenia odpowiedzialności za unijną walutę. Tym samym każde unijne państwo ma w obowiązku poczuwać się do pomócy upadającej Grecji, gdyż bankructwo tego kraju oznacza problemy euro i najprawdopodobniej powrót tego południowego "tygrysa" do drachmy.
Milton Friedman w 1999 roku przewidział, że kłopoty związane z euro walutą nastąpią za około 10 lat od jej wprowadzenia i trzeba przyznać że ów słynny noblista się nie pomylił. Czy główni gracze w Unii przejęli się wizją Friedmana? Oczywiście nie, gdyż bliższy im zapewne jest Karol Marks. Ale nie tylko Friedman ostrzegał bo ostrzegali także ekonomiści europejscy. Na próżno, ten od początku polityczny projekt zyskał akceptację unijnych bonzów wbrew ekonomicznej logice. Kiedy u nas trwa kampania wyborcza w Brukseli eurofederaści naradzają się nad nowym podatkiem. Co prawda podatek od transakcji finansowych miały początkowo wprowadzić jedynie Francja i Niemcy ale pomysł ten podchwyciła Unia i chce nim obciążyć wszystkie państwa członkowskie. Oficjalnie w celu ratowania zwykłych obywateli, nieoficjalnie w celu ratowania własnych socjalistycznych tyłków.
Wczoraj słuchając w Polsat News ministra rostowskiego nie miałem złudzeń co do kierunku działań Polski pod rządami PO jeśli ta znów wygra wybory. Rostowski jest gotów poprzeć wszystkie pakiety pomocowe dla upadającej Grecji byle utrzymać tam euro walutę. Jeśli ktoś mówi, że silniejsi muszą pomóc słabszym, żeby tamci przeszli przez kryzys w miarę łagodnie to ja się pytam, przez jaki oni kryzys chcą przechodzić łagodnie?
Przecież żeby taka pomoc miała sens muszą się tam odbyć bardzo poważne, głębokie reformy o których Grecy nawet nie chcą słyszeć. Cięcia po 40% w budżetówce, szeroko zakrojona prywatyzacja, która co prawda ruszyła ale zbyt wolno i zbyt nieporadnie (wpływy będą najprawdopodobniej mniejsze niż zakładano). Jan Vincent Rostowski albo nie wie o czym mówi albo mu się wydaje, że pomoc dla Grecji rozejdzie się po kościach. Na jakiej planecie żyje minister i czy aby faktycznie rozumie prawa ekonomii?
Grecja miała bankrutować kilka razy i przesuwano termin egzekucji. Następna data to październik ale już wiadomo, że Unia zafunduje Grekom dalszą idyllę. Tylko na jak długo? A wzrost gospodarczy nie bierze się z podwyższania podatków tylko z ich obniżania. A fala podwyżek przechodzi ostatnio w krajach zagrożonych bankructwem (Włochy, Hiszpania, Portugalia). Unijni bonzowie szukają sposobu jak dobrać się do oszczędności obywateli bo tak się zazwyczaj gra w socjalizm kończy. Wszystkim po równo (rzecz jasna klasa rządząca żyje jak królowie).
I dzisiaj należy jasno powiedzieć, że euroentuzjazm PO to coś rokującego fatalnie. Bo oznacza to oddanie inicjatywy tym, którzy zrobią wszystko by dobrać się do pieniędzy i tak przecież niezamożnych Polaków, na ratowanie upadających gospodarek.
Wygrana PO w wyborach może okazać się dla kraju katastrofą, a co gorsza jej główni rywale też nie mają specjalnie pomysłu jak ratować Polskę przed skutkami rabunkowej działalności Unii Europejskiej.
329
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (9)