No i zaczęło się, Janusz Palikot chce usunięcia krzyża z sejmowej sali obrad. Propozycja Palikota jest jak najbardziej uzasadniona gdyż należy sobie przypomnieć w jakich okolicznościach w sejmie krzyż zawitał. Ciemną nocą roku 1997, dwóch posłów AWSu (była kiedyś taka zbieranina partii, która skompromitowała się niemiłosiernie) postanowiło zaskoczyć parlamentarzystów wieszając symbol wiary chrześcijańskiej nad jednym z wejść na salę obrad. Zdarzenie miało miejsce dokładnie z 19 na 20 października i dobrze by było, żeby w tę niechlubną rocznicę samowolki krzyżowej, ów symbol ze ściany zniknął. Nie ma bowiem żadnego powodu, żadnych podstaw prawnych by tam wisiał.
Wiedząc to, posłowie PiS chcą uchwały, która uprawomocni obecność krzyża w parlamencie i tym samym uniemożliwi próby jego usunięcia. Taki projekt posłowie PiS chcą złożyć w najbliższym czasie działając niejako w odpowiedzi na pomysł Janusza Palikota. Szef PiSu argumentuje potrzebę obecności krzyża w sejmie słowami, że "krzyż to symbol religijny, a zdecydowana większość Polaków to katolicy". Tylko że mam wrażenie, że nie o kwestie czysto religijne tu chodzi.
Dla chrześcijan, krzyż to rzecz święta, symbol męczeństwa Jezusa, w którego zmartwychwstanie wierzą. Gdybym był chrześcijaninem, nie jestem do końca pewien czy chciałbym krzyża w sali sejmowej. Przede wszystkim dlatego, że święte symbole nie są po to, by je wieszać gdzie popadnie. A w sejmie załatwia się ustawy, nie jest to żadne miejsce kultu. Ciekaw jestem czy posłowie PiSu tak ochoczo dekorują krzyżami swoje domy czy mieszkania.
A może tu chodzi o coś innego? Dla mnie krzyż w parlamencie nie jest wcale wyrazem wiary chrześcijańskiej czy to posłów czy społeczeństwa, które głosuje w wyborach. Dla mnie wisi on tam jako symbol władzy kościoła w Polsce. Jest to oznakowany teren, miejsce w którym nie głosuje się ustaw liberalizujących prawo aborcyjne czy dotyczących in vitro (choć ta ustawa nie jest wcale de facto potrzebna, in vitro jest legalne w Polsce).
Przed kościołem klękają wszyscy od prawa do lewa. Sojusz Lewicy Demokratycznej, który tak z przytupem co kampanię przypomina jaki to jest świecki i jak chce ograniczenia wpływu kościoła na państwo, nie potrafił podczas swoich ostatnich rządów w latach 2001-2005 załatwić choć tak błahej kwestii jak usunięcie krzyża z sali obrad sejmu. A mieli swojego marszałka i mógł się tym przecież zająć.
Czy posłowie Sojuszu są aż tak religijni? Nie, oni po prostu bali się kleru. W Polsce działa coś takiego jak Komisja Wspólna Rządu i Episkopatu istne kuriozum na skalę światową. W tym rzekomo neutralnym światopoglądowo państwie, politycy dyskutują sprawy społeczne z kościołem. To co się dziwić że kościół miesza się do polityki? Miesza się bo został o to poproszony.
Dobry wynik partii Palikota to powiedzenie NIE takiemu układowi, przynajmniej przez część społeczeństwa. I ludzi podobnie myślących będzie coraz więcej. Powiedzmy sobie jasno, to nie jest walka z krzyżem jako symbolem religijnym. To jedynie walka o świeckie państwo, o państwo gdzie panuje całkowity jego rozdział od kościoła. Bo ten krzyż jest tu po prostu symbolem władzy kościoła. A większość Polaków nie chce kościoła u władzy.
3534
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (156)