W internecie i innych mediach konserwatyści wszczynają alarm, bo oto wartości chrześcijańskie stają się nagle zagrożone. Prawda jest taka, że po pierwsze owa panika jest trochę na wyrost, a po drugie wartości chrześcijańskie jeśli faktycznie są zagrożone to nie od dwóch tygodni, a co najmniej od kilku lat. Po prostu uśpiona niechęć do kościoła części (nieznacznej zresztą) obywateli dała o sobie znać w takim a nie innym momencie i klerykalni konserwatyści przewidują coś na kształt zmierzchu chrześcijaństwa, bo oto zachodnia moda na państwo świeckie dotarła do Polski.
Cóż, pomijając kwestię, że to nie jest żadna moda tylko normalny rozwój społeczeństwa nastawionego konsumpcyjnie, ja się nie dziwię że środowiska klerykalne wpadły w panikę. Wszak nie chodzi tutaj o katolicką moralność Polaków, a o przywileje jakimi cieszy się kościół w Polsce. Propozycja episkopatu żeby zastąpić fundusz kościelny jednoprocentowym odpisem od podatku wydaje się próbą odcięcia kościoła od kasy państwowej co ma być odczytane jako gest dobrej woli księży. Do czego jeszcze dobre wyniki wyborcze partii antyklerykalnych nakłonią biskupów?
Nie łudźmy się, kościół w Polsce przełknie antyklerykalizm pod warunkiem wszak, że ten nie będzie wpływał na decyzje polityków. Tu jest walka o ustawy o czym doskonale wiedzą wszyscy konserwatyści. Zresztą konserwatyzm ma niejedną twarz. Ten akurat nacechowany jest mocno klerykalizmem. Kościół ma być gwarantem naszej cywilizacji, kościół ma być gwarantem moralności. Czy aby na pewno?
Mnie upadek kościoła snu z powiek nie spędza. Poradzimy sobie doskonale bez tej instytucji. Bo wcale nie uważam że niesie ona ze sobą samo dobro i że jest gwarantem czegokolwiek. Spójrzmy na statystyki? Większość ludzi nie ma pojęcia o katechizmie kościoła do którego należą, ignoruje jego przykazania, przestrzega tylko te oczywiste, które są także egzekwowane prawnie, a i to nie zawsze. Wybitny ksiądz Józef Tischner stwierdził, że 2/3 polskich katolików to nieświadomi heretycy, więc jakim niby zagrożeniem dla Polski ma być świeckość państwa?
Katolicyzm nie jest już od dawna żadnym gwarantem czegokolwiek przynajmniej w szerokim zakresie. Kościół katolicki jest instytucją czerpiącą profity ze swojej działalności. Ludzie korzystają z jego usług przy okazji ślubów czy pogrzebów (w każdym razie częściej tego drugiego) i doprawdy nie są w większości związani duchowo z tą instytucją.
Gorliwi katolicy podejmują walkę z ateistami, antyklerykałami nie zdając sobie sprawy z tego, że najwięcej wrogów kościoła mają we własnych szeregach. I to są realni wrogowie bowiem inicjatywa nie wyjdzie od ateistów tylko od ludzi wierzących, a zniechęconych instytucją kościoła. To oni powiedzą w końcu, dość klerykalizmowi. O co walczą konserwatywni katolicy? O naszą cywilizację, która oparta jest jedynie fasadowo na chrześcijaństwie, a w dużej mierze korzysta z prawa rzymskiego? O co w tym chodzi? Jesteśmy rdzennymi poganami, z trudem przyjęliśmy nauki Jezusa. I mimo wpajania nam tego od maleńkości i tak dorastając dostrzegamy w świętach katolickich najbardziej to co zostało z pogaństwa. Taka prawda. Czy walczący katolicy to zrozumieją? Wątpię. Będą walczyli uparcie powtarzając że Polska jest krajem katolickim i tym głośniej będą to powtarzali im miej będzie katolicyzmu na piastowskich ziemiach. Polacy wstają z kolan.
2968
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (170)