Wielki zjazd eurofederastów czyli trwające dwa dni dumanie kogo i z czego obrabować rozpoczęty. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że szczyt przywódców unijnych zakończy się porozumieniem czyli przyjęciem wszystkich niemieckich propozycji. Mimo że David Cameron już zapowiedział, że nie podpisze żadnej umowy sprzecznej z interesem Brytyjczyków i tak wiadomo, że kluczowe decyzje będą dotyczyły strefy euro więc Brytyjczyków niemiecka kanclerz sobie po prostu odpuściła (nastroje w Zjednoczonym Królestwie są coraz bardziej antyunijne). Natomiast oczywistym jest, że Unia bez Wielkiej Brytanii to poważny cios dla wspólnoty budowanej pod niemieckim protektoratem. Lecz tam się rozłam zacznie i tam zapewne po rozpadzie tego biurokratycznego potwora zapadną decyzje co dalej ze współpracą europejskich narodów.
Bo żarty się już skończyły. Można było prowadzić kreatywną księgowość przez lata, regulować rynki, oszukiwać na obligacjach jednak pieniądze się kończą i szemranie bezmyślnymi hasełkami odnośnie "zrównoważonego rozwoju" nic już tutaj nie pomoże. Każdy budowlaniec wie, że jeśli ma zrównać teren robi to zawsze w dół. Nie ma czegoś takiego jak równanie w górę. Tej prostej zasady unijni dygnitarze albo nie znają albo cynicznie okłamują społeczeństwa byle tylko utrzymać koryto dla kilkuset tysięcy urzędasów zatrudnionych na stołkach rozsianych po całej Unii.
Tutaj nie tylko nie liczą się prawidła ekonomii, bo i nawet demokracja, którą Europa tak się chwali całemu światu staje się powoli fikcją. Po co komu narodowy rząd jak wszystko zostanie ustalone, już nawet nie w Brukseli a w Berlinie? Przypieczętuje się to później w Brukseli jako "zgodę wszystkich członków UE na zaproponowane zmiany" i będzie wdrażać w życie.
Zresztą kryzys w UE jest niczym innym jak skutkiem pogłębiania integracji i dawania coraz większych kompetencji Komisji Europejskiej. A co robi nasz rząd? Domaga się jeszcze głębszej integracji. Może nie jest to taki głupi pomysł, wykończyć tę Unię od środka. Bezmyślnie domagać się większego wpływu unijnych biurokratów na sprawy państw narodowych. Nikomu przecież dezintegracja w ramach UE nie przyjdzie do głowy. Zaraz wytłumaczą to tym, że zrobi się bałagan. Nie ma co się kopać z koniem.
Nawiasem mówiąc jedna z niemieckich propozycji dotycząca limitu zadłużania (3%) uderzyłaby też w Polskę i to między innymi dlatego, że w ciągu ostatnich czterech lat.... dopłaciliśmy do unijnych dotacji ponad 70 mld złotych. Niech więc to będzie puentą tego wpisu i oby do wiosny. Wtedy zacznie się przymusowa dezintegracja i to mająca dalekosiężne skutki.


Komentarze
Pokaż komentarze (71)